Nie tak dawno pisaliśmy o podobnym jubileuszu Peugeota – 80. rocznicy działalności Peugeota w Niemczech. Citroën, od początku szalenie kreatywny, pojawił się nad Renem o niemal dziesięć lat wcześniej. Choć tak naprawdę to wcale nie był rok 1927…

Numer 6379 z rejestrze handlowym Kolonii wpisano 15. lutego 1927 roku. To właśnie ten dzień przyjmuje się za początek oficjalnej działalności Citroëna w Niemczech. Tego dnia zarejestrowano w Kolonii spółkę akcyjną o nazwie Citroën-Automobil Aktiengesellschaft. A że Kolonia była wówczas centrum awangardy motoryzacyjnej, nie dziwi więc fakt, że to właśnie tam zarejestrowano wspomnianą spółkę.

Czym zajmowała się nowo powstała firma? Nie chodziło tylko o sprzedaż! Błyskawicznie przygotowano zakład produkcyjny, gdzie już od kwietnia 1927 roku 500 pracowników składało Citroëny B14. Od tamtej pory w Niemczech sprzedano ponad 2,8 miliona samochodów marki Citroën. Cenionych za unikalną mieszankę komfortu, inteligentnych rozwiązań technologicznych i cech praktycznych.

W 1918 roku skończyła się I wojna światowa. Andre Citroën musiał przestawić się z produkcji zbrojeniowej (pociski) na coś, co sprzedawałoby się w czasach pokoju. A że wizjoner miał już w przeszłości kontakt z produkcją samochodów (zarządzał francuską firmą Mors), wybrał więc tę dziedzinę. Zainwestował w przeszło tysiąc salonów sprzedaży, gdzie świetnie wyszkoleni handlowcy oferowali klientom Typ A – pierwszy model marki.

Firma dynamicznie się rozwijała, nic więc dziwnego, że zamarzyła o nowych rynkach zbytu. Naturalną koleją rzeczy wybrano Niemcy. Wschodni sąsiad Francji podnosił się po klęsce w I wojnie światowej. Jak wspomniałem, w 1927 roku pojawiło się oficjalne przedstawicielstwo Citroëna w Niemczech.

Wcześniej jednak, bo już w roku 1923 przy Hohenzollernring pojawiło się pierwsze przedstawicielstwo handlowe Citroëna w Niemczech. Później pojawiły się kolejne, ale były to firmy działające na niewielką skalę, a oferowane przez nie ceny nie należały do konkurencyjnych. Stąd decyzja o powstaniu oficjalnej spółki zajmującej się nie tylko sprzedażą, ale i produkcją Citroënów w Niemczech.

Aby wejściu firmy na niemiecki rynek nadać odpowiedni rozgłos, po kraju ruszyło kilka flot reklamowych. Składały się z modelu B14, który – z uwagi na produkcję w Köln-Poll – „Der Poller” (pachołek, słupek). Skoro więc auta te składano w Niemczech, Citroën stosował hasło reklamowe „Niemiecki Citroën”. Swoją drogą – czy czegoś Wam to nie przypomina?…

Niestety nie bardzo podobało się to konkurencji, niemieckiej, rzecz jasna. Citroën jednak nie rezygnował – korzystał z podzespołów dostarczanych przez m.in. firmy Krupp, Bosch i Continental i od 1933 roku oficjalnie reklamował te auta hasłem „alle Teile deutsch, deutsche Lieferanten” (wszystkie części niemieckie, niemieccy dostawcy).

W Niemczech powstawał nawet legendarny Traction Avant! Andre Citroën osobiście odwiedził w 1934 roku fabrykę w Kolonii, aby uczcić rozpoczęcie produkcji modelu 7 CV. W Kolonii zbudowano około 2.000 egzemplarzy tego samochodu. W grudniu 1935 Citroën musiał jednak zamknąć fabrykę w Kolonii. W Niemczech warunki produkcji dla firm zagranicznych stawały się nie do zniesienia. Kwitł faszyzm i kochano to, co niemieckie, a wszystko, co spoza Rzeszy, coraz mniej się Niemcom podobało (wybaczcie mi ten eufemizm…).

Citroën po wyprodukowaniu w Niemczech łącznie około 20.000 samochodów (modele B14, C4, C6, Rosalie oraz Traction Avant) zamknął fabrykę. W 1936 roku firma Poller Citroën Dienst AG zajęła się dystrybucją części zamiennych oraz serwisem Citroënów jeżdżących po niemieckich drogach. Działała do 1940 roku, a więc nawet po rozpoczęciu II wojny światowej.

Wojenna pożoga niszczyła Stary Kontynent. Nie oszczędzała także Francji. Po jej zakończeniu Europa lizała rany, ale i odbudowywała się. Citroën powrócił do Niemiec w roku 1950. 7. czerwca tegoż roku zarejestrowano spółkę dystrybucyjną Citroën Automobil AG. Znów stało się to w Kolonii, tym razem w Köln-Sülz. Rok później na targach IAA wciąż prezentowano Citroëna Traction Avant reklamując go jako „króla krajowych dróg”. Realnie jednak niełatwo sprzedawało się samochody, bo… popyt we Francji był tak duży, że przekraczał zdolności produkcyjne. Czym więc można było handlować w Niemczech?

Otóż było coś takiego… W roku 1948 w Paryżu zaprezentowano Citroëna 2CV („kaczkę”), który sprzedawał się wszędzie naprawdę dobrze. Pokochali go także Niemcy. Dziesięć lat później w Niemczech Citroën 2CV sprzedawał się lepiej, niż we Francji! Niedrogi, prosty w budowie, wygodny, czterodrzwiowy i miękko zawieszony Citroën 2CV szybko stał się megagwiazdą motoryzacji! Wpisał się nawet do historii świata jako ukochane aut dzieci-kwiatów i rewolucji obyczajowej lat 60. XX wieku.

Kolejnym milowym krokiem Citroëna w Niemczech stał się legendarny Citroën DS. Wymawiany, jako Déesse (fr. bogini) rzeczywiście szybko stał się kultowym samochodem. Z uwagi na stylistykę, ale i na szalenie nowatorskie rozwiązania techniczne nazywany był często „samochodem z innej planety”. Zasłużenie, przyznajmy. Pokochali go niemal wszyscy, w tym liczni poeci i artyści. Do dziś tam, gdzie się pojawia, wzbudza zachwyt i momentami wręcz niedowierzanie. Wiele osób nie może uwierzyć, że to projekt sprzed przeszło sześćdziesięciu lat!

W 1957 roku Citroën sprzedał w Niemczech 1.242 samochody. Pięć lat później po raz pierwszy przekroczono barierę 10.000 aut rocznie, a po kolejnych pięciu latach, w roku 1967, było to już około 13,5 tysiąca aut. Były to modele 2CV, Ami, Dyane i oczywiście DS. Rok 1969 przyniósł nowy rekord: 21.676 zarejestrowanych Citroënów! W roku 1975, tuż po kryzysie naftowym, który „zabił” legendarnego Citroëna SM, francuska marka po raz pierwszy przekroczyła w Niemczech poziom sprzedaży 50.000 aut i ponad 2,5-procentowy udział w rynku. Duży, decydujący wręcz wpływ na to miał model GS, pierwszy model klasy średniej z zawieszeniem hydropneumatycznym. Zyskiwał też zaprezentowany rok wcześniej następca „bogini” – Citroën CX.

A propos SM-a – ówczesny ambasador Francji rezydujący w Bonn (młodszym Czytelnikom wyjaśnijmy, że była to stolica Republiki Federalnej Niemiec, w Berlinie mieściła się stolica Niemieckiej Republiki Demokratycznej) jeździł właśnie Citroënem SM. Samochodem sportowym, ze zmodernizowanym silnikiem Maserami i hydropneumatycznym zawieszeniem.

Tuż po zjednoczeniu Niemiec w roku 1990 w nowych (wschodnich) landach otwarto 80 salonów dealerskich francuskiej marki. Rok później spółka Citroëna w Niemczech zmieniła nazwę na Citroën Deutschland AG.

Kolejne lata przynosiły kolejne wzrosty sprzedaży. Świetnie sprzedawały się również dość proste, ale oryginalne autka miejskie, takie jak Visa, czy później AX. AX, który szokował niskim spalaniem, zwłaszcza w wersji wysokoprężnej. 3,3 l/100 km, to było coś niewiarygodnego! Kluczem były wydajne silniki i niska masa samochodu. Efekt był taki, że żaden inny samochód seryjny w tamtych czasach nie osiągał nawet zbliżonego wyniku!

A to jeszcze nic. Niewiele później Citroën zaprezentował samochody, które jeździły bez spalania paliwa! Tak, tak – już w latach 90. Francuzi zaoferowali samochody elektryczne! To były podwaliny pod późniejsze modele C-Zero, Berlingo Electrique, nie zapominając o dzisiejszym e-Mehari.

O brak wyobraźni i stylistycznej odwagi nikt nigdy Citroëna nie mógł oskarżyć. Aż tu nagle na rynek trafił model do bólu wręcz praktyczny. Wszechstronny i pragmatyczny, owszem, nawet ładny, ale jakże poprawny stylistycznie. Zaskoczył fanów marki, ale i stworzył nowy segment rynku. Mowa oczywiście o kombivanie Berlingo. I to był strzał w dziesiątkę! Do tej pory Berlingo na wielu rynkach jest jednym z najlepiej sprzedającym się modelem marki! Citroën jest cenionym na świecie dostawcą lekkich aut użytkowych, bo przecież są jeszcze Nemo, Jumpy i Jumper. Niemiecki small business uwielbia te auta. Rzemieślnicy i kurierzy chętnie korzystają z tych modeli – tanich w eksploatacji, bezproblemowych, przestronnych i funkcjonalnych. I wygodnych, jak przystało na Citroëna.

Zaraz potem pojawiła się kolejna nowość. Kompaktowy minivan, Xsara Picasso. A później kolejne modele sygnowane nazwiskiem słynnego kubisty: C4 Picasso i C3 Picasso. Do dziś cenione nie tylko w Niemczech, ale w wielu innych krajach. Nic dziwnego – to wszechstronne, bardzo funkcjonalne, komfortowe i świetnie wyposażone samochody charakteryzujące się przy tym świetną stylistyką.

U progu nowego tysiąclecia Citroën sprzedawał w Niemczech około 50.000 samochodów rocznie, ale już w 2009 roku sprzedaż sięgnęła poziomu 101.370 aut. Wtedy też spółka kolejny raz zmieniła nazwę, tym razem na Citroën Deutschland GmbH.

Dziś zawieszenie hydropneumatyczne powoli przechodzi do historii, ale w Niemczech Citroëny i tak dobrze się sprzedają. Nasi zachodni sąsiedzi polubili nie tylko duże, wygodne modele, ale i miejskie samochodziki. C1, C2, C3, C4, czy oryginalny C4 Cactus znajdują ciągle nowych nabywców. Nieźle sprzedaje się też z założenia raczej budżetowy C-Elysee. Nawet kompaktowy SUV C4 Aircross bazujący na Mitsubishi ASX był w Niemczech lubiany. W Polsce rzadko się ten samochód widuje, za naszą zachodnią granicą spotkać można go relatywnie często.

W 2012 roku uruchomiono pierwsza usługę car-sharingową w Niemczech opartą o samochody elektryczne: Citroën Multicity Carsharing Berlin.

Cztery lata temu siedziba Citroëna w Niemczech znowu się zmieniła. Wciąż mieści się w Kolonii, ale od kilku lat Grupa PSA ma jedną siedzibę. Mieści się w Gremberghoven. Dzięki tej bliskości dużo łatwiej jest opracowywać wspólna koncernową strategię dla wszystkich marek koncernu w Niemczech.

 

 

Krzysztof Gregorczyk; zdjęcia: Citroën

Galeria

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
  
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
wpDiscuz