Blondynka wybiera samochód: jak kupiłam swojego granatowego Citroena C2

16
748

Jeszcze do niedawna powiedziałabym, że nigdy w życiu nie miałam samochodu. Ba, nawet nie miałam prawa jazdy. Do pracy jest dość blisko, ledwie 15 minut spokojnego spaceru. Budynek firmy widzę ze swojego okna. Prawo, lewo, prawo i jestem. Jednak przyszedł taki dzień, kiedy trochę pozazdrościłam koleżankom i kolegom, którzy mieli swoje cztery kółka. Wolność, wygoda robienia zakupów, odwiedziny u rodziny czy przyjaciół. Zapragnęłam mieć samochód. Ale jak samochód ma wybrać blondynka, która na samochodach się nie zna?

Dla kobiety to wybór szczególnie trudny, bo kluczowe są zupełnie inne sprawy niż te, które zaprzątają męskie głowy. Moc, przyspieszenie, spalanie, to nazwy zupełnie dla mnie obce. Poszukiwania rozpoczęłam po rodzinie i znajomych. Wiedziałam, że samochód ma być używany, niedrogi i nieduży.

Równolegle zaczęłam uczęszczać na kurs prawa jazdy. Mając trzydzieści (i trochę ;-))  lat, nie było mi łatwo znowu usiąść do nauki. Na szczęście trafiłam na instruktora, który wykazywał się anielską cierpliwością do blondynek. No i ciągle szukałam wymarzonego auta. Rodzina, znajomi, przyjaciele. Poszukiwania skończyły się w momencie, gdy okazało się, że ktoś zna osobę, która sprowadza samochody zza granicy. Po jakimś czasie dotarła do mnie wiadomość, że są dwa do wyboru. Granatowy Citroen albo srebrny Volkswagen. Zasiadłam do internetu, by obejrzeć swój przyszły nabytek.

O Volkswagenach nie wiedziałam praktycznie nic, poza jakimiś zasłyszanymi opowieściami. Ale one do mnie nie przemawiały, kształty jakieś takie surowe, prymitywne, zero emocji, uczuć. A to przecież ważne! O Citroenach wiedziałam tyle, że są, a mój kolega ze szkoły był wielkim fanem francuskich marek a nawet był na ich tle lekko nawiedzony. Prowadził taki zwariowany tryb życia, jeździł na jakieś zloty i w dalekie trasy, fotografował te samochody na ulicy. Można by rzec pozytywnie zakręcony wariat. Zaczęłam się temu hobby przyglądać, bo nie rozumiałam jak można tak wiele czasu poświęcać motoryzacji. I wtedy pojawił się ON.

Zdecydował wygląd i kolor. Mały, zgrabny i elegancki samochód, który wpadł mi oko nosił nazwę C2.  Granatowy lakier świetnie prezentował się na ładnym nadwoziu. Wygląd naprawdę mi się podoba! W zasadzie to była miłość od pierwszego wejrzenia. Taka trochę filmowa, trochę niezwykła, niesamowite uczucie. Nigdy nie przypuszczałam, że można aż tak polubić przedmiot. Zwłaszcza, że z natury jestem bardzo ostrożna. Ten samochodzik miał później ujawnić wiele swoich zalet, których ja – nieco przestraszona posiadaniem swojego pierwszego auta – nie dostrzegałam. Wpłaciłam więc zaliczkę i oczekiwałam z drżeniem serca na dostawę. Auto pojawiło się pod domem i przyniosło całą masę zamieszania. Trochę jak nowy domownik.

Poznałam zawiłości rejestracji, zaprzyjaźniłam się z pojęciem przeglądu, dowiedziałam się, że muszę wymienić olej. Samochód przeszedł też gruntowne mycie. Od samego początku cieszył oko. I wiedziałam, że do siebie pasujemy, co potwierdzały opinie, które słyszałam tu i ówdzie. Najbardziej zależało mi na jego wyglądzie, bo to trochę tak jak z nową sukienką. Musi dobrze wyglądać – ze mną.

Powoli zaczęłam się przyzwyczajać do mojego Citroena. Jest nieduży, bardzo ładny i na swój sposób elegancki. Wiem, że to żadna limuzyna, ale kształty wyjątkowo mi odpowiadały. Szybko go polubiłam, za bardzo wygodne siedzenia, niskie koszty jeżdżenia i sprytne rozwiązania, które ułatwiają mi życie. Dla kobiety istotne są na przykład zakupy. Czasami wcale nieoczywiste dla męskiego świata. Oto na przykład musiałam kupić płytki do łazienki. Wiecie, godzinami wybierałam, ale jak już wybrałam, to potem trzeba było je jakoś przewieźć. Wtedy otwierana klapa bagażnika okazała się zbawieniem. Czasami, gdy jadę nad jezioro, to ta klapa służy za miejsce do siedzenia i przewoźny stół. Świetna sprawa.

Od zakupu mojego Citroena minęło sporo czasu. Już prawie nie pamiętam, że jeszcze niedawno uczyłam się jeździć. Jeżdżę po mieście, odwiedzam rodziców, czasem wybieram się na jakieś wycieczki. Ma już kilka pamiątek z tych wojaży po miastach i wsiach, wgniotek, rys, drobnych otarć. Jazda nim daje mi sporo przyjemności. Samochód jest też bezproblemowy w eksploatacji. A propo rodziców, tak im się spodobał mój Citroen, że kiedy przyszedł czas na wymianę ich auta też kupili Cytrynkę, tylko model większą, C3.

A ja, od kiedy mam Citroena C2, ciągle rozglądam się na ulicy za jego braćmi. I dzisiaj jadąc po ulicach mojego miasta, widziałam czarnego C2, bardzo zadbanego, dopieszczonego wręcz. Widać też było, że posiadacz, siedzący za kierownicą, wielce był z niego dumny. Uśmiechnęłam się do swoich myśli – ja też ze swojego małego C2 jestem dumna. Jest piękny, bardzo go lubię i jest cały mój!

Aleksandra Millewicz

Galeria

Dodaj komentarz

16 komentarzy do "Blondynka wybiera samochód: jak kupiłam swojego granatowego Citroena C2"

Powiadom o
avatar
 
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Staszek Mar.
Gość

Gratuluje nabytku pani Olu, chyba najładniejszy kolor na C2. A kobiety rzeczywiście mają zupełnie inne spojrzenie na samochody. Redakcjo – fajny tekst, więcej więcej !

Kaczor D
Gość

Ja czekam na artykuł , w którym właściciel 2.0 HDi opowie o wrażeniach po przejechaniu 100000 km.

Pio307
Gość

A jak to się ma do C2? W tym modelu nigdy nie montowano takiego silnika, nawet za sowitą dopłatą :D
BTW: dla tego silnika (2,0 HDi) przebieg 100 tyś oznacza…, że silnik dopiero co się dotarł :D więc jakie tu mieć wrażenia?

Kaczor D
Gość

Przedstawia obywatel problem z rozumieniem tekstu. Tak, to się ma, że niektórzy wolą przeczytać konkretną, rzeczową opinie o samochodzie. A nie słodziaczkowanie, jaki to kolor ładny. No to pierwszą opinie o 2.0 HDi już ekspert napisał – potrzeba 100000 km na dotarcie.

Pio307
Gość

Ironia, jak widzę, dla ubywatela jest pojęciem nieznanym, więc szkoda czasu i zachodu na polemikę. Autorka napisała, to co napisała i nikt nie kazał, by rozpatrywać w jej pisaniu odwieczny dylemat pt. „co autor miał na myśli” tym bardziej, że fajnie napisała. Chcesz „rzetelnych” i „konkretnych” testów aut – udaj się do AutoŚzmaty – tam dopiero znajdziesz poziom, w którym uzyskasz nirwanę :D!
BTW: wytykaczu, wyrażenie : „dopiero co się dotarł” nie jest jednoznaczne wyrażeniu: „potrzeba 100000 km na dotarcie.” – to jak to jest z tym problemem ze zrozumieniem tekstu???

Kaczor D
Gość

Brawo 8 dni na udzielenie odpowiedzi. Ameby są wśród nas! I to jeszcze odpowiedzi, z której nic nie wynika. Brawo!

Gosia
Gość

U mnie takie auto by się nie sprawdziło, bo trochę za małe jest dla 5 osobowej rodziny, gdzie dwójka dzieci jeszcze w fotelikach jeździ. W aucie, którym jeżdżę mam sporo miejsca. I z tyłu mieszczą się foteliki i najstarszy syn. A to autko ze zdjęcia zgrabne jest i kobiece, ale niestety malutkie.

Krzysztof
Editor

Nie tylko by się nie sprawdziło, ale nie moglibyście nim wszyscy jeździć – C2 jest rejestrowane na cztery osoby.

pawelhks
Gość

mam blizniaczego Peugeot 1007. Jedno co moge powiedziec, to ze to nie jest malutkie auto wbrew pozorom. Oczywiscie ma tylko cztery fotele, ale mozliwosci zaaranzowania wnetrza tak szerokie, ze miescilismy sie do jazd miejskich z dwojka dzieci w nosidelkach, a wozek ze zdjetymi kolami i adapterem miescil sie w bagazniku. Teraz w bagazniku woze wielki fotelik typu RWF, ktorego nie musze caly czas zakladac na przedni fotel. A i tak z tylu mam wpiety jeden fotelik na ISOFIX dla dziecka o wadze 9-18 kg
POLECAM

Marcin
Gość

Od kiedy to 1007 jest bliźniaczym modelem Citroena C2? :D

pawelhks
Gość

@Marcin
Czy P1007 i C2 nie sa na tej samej plycie podlogowej?
Czy nie sa czteromiejscowe z dwoma niezaleznymi fotelami w drugim rzedzie, przesuwanymi, z mozliwoscia regulacji konta oparcia?
Czy do obydwu aut nie wsiada sie poprzec ogromne przednie drzwi?

Pio307
Gość

Hej… zejdźmy na ziemię. Płyta płytą, ale aranżacja wnętrza i zamysł wykorzystania przestrzeni 1007 v C2 to zupełnie inne bajki, widoczne choćby w samej budowie nadwozia, co w niczym nie przeszkadza, że w C2 z przodu jest mnóstwo miejsca, powiem, że więcej jak w szmelcwagnie passerati podnoszonym do roli boga motoryzacji przez współmieszkańców kraju-raju :D , nie mówiąc o tym, że nawet z 1,4 HDi da się spokojnie podróżować 130 km/h niemieckimi autostradami :D

Kaczor D
Gość
Wjeżdżam na parking moim super Renault, a tu niespodzianka – puste od 2 tygodni miejsce obok mnie znalazło nowego właściciela. Stoi piękny czarny P207, zaparkowany oczywiście krzywo na dwóch miejscach – na swoim i moim tak, że wjechać nie mogę. Auto ogólnie ładne, ale mające już kilka wgniotek, obtarcia na zderzakach i zryty prawy próg. Od razu pierwsza myśl w głowie – kobieta, typ chce mieć ładne słodkie auto, które i tak będę obijać na lewo i prawo. Proszę stróża parkingu żeby wezwał właściciela tego francuskiego słodziaczka, bo moim flotowym chamskim białym Megane z trującym dieslem nie zmieszczę się na… Czytaj więcej »
Pio307
Gość

Cóż za sarkazm… ale czego oczekiwać od kierownika służbowego, brzydkiego jak noc listopadowa, mimo, że białego renaulta? :D :D :D

Kaczor D
Gość

Patrz Pan, a mówią, że francuskie to ładne auta. A tu jednak się okazuje, że to brzydale te Renaulty.

Pio307
Gość

Pani Aleksandro – brawo! Pięknie napisane o pięknym samochodzie! Zakończenie artykułu – majstersztyk, sam bym tego lepiej nie ujął! Zdrowia życzę, Pani i C2, by jeszcze przez co najmniej 999999 km woziła Panią, bo pięknie razem wyglądacie(wnioskując z lekko zamazanego zdjęcia pod artykułem ;)) gdzie się pani zamarzy, bo C2 wszędzie da sobie radę!, szerokich dróg, jak najmniej na nich moron-ów i tyle samo powrotów co wyjazdów!
BTW: jest czego zazdrościć – wersja VTS! W rodzinie mam VTR.

wpDiscuz