Test: Citroen C4 Cactus Rip Curl 1.2 Pure Tech – jazda w młodzieńczym stylu

18
1231

C4 Cactus Rip Curl jest specjalną wersją dobrze znanego modelu Citroena. Powstał dzięki współpracy z firmą zajmującą się produkcją akcesoriów do surfingu. Tak, tak mamy jeszcze zimę i sport ten, przynajmniej w naszym kraju musiał na jakiś czas iść w odstawkę, ale pomimo mało surfingowej aury, postanowiliśmy przejechać się Cactusem Rip Curl.

Citroen C4 Cactus Rip Curl to przede wszystkim lekko podrasowany wygląd samochodu. Wprowadzono w nim kilka ciekawych elementów dodatkowych. Model wyróżniają naklejki z logo Rip Curl, białe relingi dachowe i lusterka, również w kolorze białym. Taki zabieg stylistów miał za zadanie sprawić, by model, który normalnie i tak się wyróżnia, wyglądał jeszcze bardziej młodzieżowo. Czy się udało? Moim zdaniem znakomicie. Cactusem Rip Curl wyodrębnimy się z nudnego tłumu i będziemy sprawiać wrażenie osoby aktywnej, nawet jeśli na co dzień, z wysiłkiem fizycznym nie mamy wiele do czynienia.Wśród dodatków do „zwykłego” Cactusa dostrzeżemy również 17-calowe biało-czarne obręcze aluminiowe oraz osłony dolnej części nadwozia – to taki ukłon w stronę trudniejszej nawierzchni i ochrony pojazdu przed niechcianymi czynnikami zewnętrznymi. Do takich czynników możemy dodać również nieuważnych kierowców, ale przed nimi samochód ma zabezpieczenie w postaci paneli Air Bump znajdujących się na drzwiach.

Wnętrze Cactusa, mimo iż mamy do czynienia ze specjalną wersją Rip Curl, pozostało w klimacie minimalistycznym i oryginalnym. W samochodzie dostrzeżemy otwierany do góry dosyć pojemny schowek, ciekawy długi wyświetlacz z aktualną prędkością umieszczony tuż za kierownicą oraz nietypowe uchwyty drzwi: jak to w każdym Cactusie.

Siedząc w środku można mieć wrażenie, że styliści pozbawili samochodu wszystkiego, czego tylko mogli, ale ma to swój „Cactusowy” urok. ;-) Tylne szyby są wyłącznie uchylne i na próżno możemy szukać obrotomierza, ale na świecie przecież istnieją osoby, które nie mają potrzeby ciągłego spoglądania na aktualne obroty. Obsługa większości funkcji jest możliwa za pomocą dotykowego ekranu o przekątnej 7 cali. Dzięki niemu ustawimy również temperaturę we wnętrzu pojazdu. Wprawdzie jestem zwolenniczką manualnych pokręteł klimatyzacji, ale Cactusowi, ze względu na ubogą atmosferę wnętrza, jestem w stanie dotykowy panel wybaczyć.

Dobrze już dobrze, to wszystko znajduje się także we wnętrzu Cactusa nie oznaczonego Rip Curl. Co w takim razie nowego jest w środku surfingowej wersji modelu? Pozorny brak wszystkiego w tym samochodzie przełamują pasy w kolorze pomarańczowym, dywaniki z logo Rip Curl oraz ozdobne linie na głośnikach. Barwne elementy nadają wnętrzu interesujący charakter. Oprócz nich w surfingowym Citroenie dominuje barwa czarna z beżowymi oraz szarymi wstawkami. Przyjemny efekt nadaje modelowi przeszklony dach w mlecznym kolorze, jest to opcja dodatkowo płatna w kwocie 2 tys. zł.

W samochodzie siedzi się wygodnie i nawet wysokie osoby nie powinny mieć tutaj powodów do narzekań. Kierownica jest regulowana wyłącznie na wysokość, przez co nie ma wystarczającej możliwości wyboru odpowiedniego położenia i jak dla mnie jest odrobinę zbyt cienka. Znajdziemy na niej przyciski regulacji tempomatu i ustawień głośności oraz stacji radiowej. Dla poprawy komfortu kierowcy, Cactus Rip Curl, którego otrzymaliśmy do testu został wyposażony w podgrzewane fotele przednie (opcja płatna 700 zł) i składany wąski podłokietnik. Cactusem komfortowo będą podróżować cztery dorosłe osoby. Zarówno nad głową, jak i na nogi, ilość miejsca jest w takiej konfiguracji pasażerów wystarczająca.

Pod maską samochodu pracuje 3-cylindrowa jednostka benzynowa PureTech o pojemności 1,2 litra, która generuje 110 KM oraz 205 Nm maksymalnego momentu obrotowego przy 1500 obr/min. Aby na liczniku zobaczyć wartość 100 km/h potrzeba 9,3 sekundy, a maksymalna prędkość, jaką uzyskuje samochód wynosi 188 km/h (dane producenta). Napęd jest przekazywany za pomocą pięciobiegowej manualnej skrzyni biegów, która działa sprawnie. Biegi wchodzą z lekkością i precyzją. Jednostka współpracuje również z systemem Start & Stop.

1.2 Pure Tech wprawdzie do jednostek o sportowym usposobieniu nie należy, ale nie jest też silnikiem, który zamkniemy wyłącznie w ramkach jazdy miejskiej. Samochód stopniowo i płynnie rozpędza się do pożądanej przez nas prędkości. Wartości autostradowe nie są dla modelu przeszkodą, Cactus 1.2 PureTech zdał egzamin także podczas wyprzedzania.

Motor potrzebował w trasie ok. 5,5 litra paliwa na każde 100 km, z kolei średnie spalanie na koniec testu po przejechaniu ponad 1000 km wyniosło 6 l/100 km. Jest to oczywiście więcej niż książkowe 4,7 l/100 km podawane przez Citroena, ale i tak jednostka wykazała rozsądny apetyt na paliwo.

Podróżując Cactusem do naszych uszu mogą dochodzić niechciane odgłosy silnika oraz otoczenia. Dźwięki dają się we znaki zwłaszcza przy dłuższej podróży drogą ekspresową lub autostradą. Jazda może być wówczas nużąca i stanowić utrudnienie, gdy chcemy porozmawiać lub posłuchać muzyki.

Jeśli już jesteśmy przy muzyce i brzmieniu, to nagłośnienie samochodu uznajemy za poprawne. Dla tych, którzy lubią „grzebać” w ustawieniach dźwięku, a ja należę do takich osób, Citroen daje w Cactusie Rip Curl gotowe programy do wyboru. Są one dostosowane do rodzaju muzyki. Jest tu rock, jazz, klasyka itp. znajdziemy również możliwość regulacji wysokich i niskich tonów.

Nierówna nawierzchnia nie powinna być zbytnio odczuwalna dla osób siedzących w środku pojazdu, samochód potrafi ładnie je wytłumić. Gdy jednak pokonujemy ostre zakręty, możemy wyczuć lekkie niestabilności nadwozia. Wariant Rip Curl otrzymał pomocnika w zmaganiach z trudniejszą nawierzchnią w postaci systemu Grip Control. Jego obsługa odbywa się za pomocą pokrętła poniżej wyświetlacza. Możemy ustawić go na tryb: śnieg, piasek błoto lub tradycyjną drogę, albo też wyłączyć ESP.

Jest to samochód dedykowany miłośnikom sportów i tym, którzy czasem muszą dotrzeć do trudniej dostępnych miejsc. Takim osobom funkcja z pewnością przypadnie do gustu. Samo pokrętło Grip Control, może się jednak dawać we znaki. Zostało ono umieszczone na wystającym plastikowym elemencie, przez co postawienie kubka z kawą w wyznaczonym dla niego miejscu (próbowaliśmy rozmiar średni kubka) może stanowić udrękę. Sięgając po napój trzeba się mocować.

Wcale nie przeszkadzało nam, że jeździmy tym pojazdem w lutym, czyli bardzo mało surfingowym miesiącu. Citroen C4 Cactus Rip Curl powstał po to, aby ubarwić lekko rzeczywistość samochodową stworzoną z takich samych i co tu dużo mówić: nudnych modeli. Aby nim jeździć, wcale nie musimy mieć do czynienia z surfingiem, ani innym sportem, choć dla takich osób pojazd pewnie będzie atrakcyjniejszy. Samochód ma się wyróżniać i dzięki nowym atrybutom, doskonale spełnia to zadanie.

Cactus został stworzony jako model przystępny cenowo, którego wersję podstawową dostaniemy za 49 990 zł. Aby znaleźć się w posiadaniu wersji Rip Curl, która powstała na bazie poziomu wyposażenia Shine, do ceny startowej musimy dodać ponad 22 tys. zł. W zamian, dostaniemy wyróżniający się wygląd i bogate wyposażenie

W cenie 72 590 zł Citroen Cactus Rip Curl posiada: klimatyzację automatyczną, kamerę cofania, automatyczne światła i wycieraczki przednie, elektryczne szyby przednie, relingi dachowe, szyby przyciemniane, system audio MP3 z 6 głośnikami i dźwiękiem przestrzennym Arkamys +, 17-calowe obręcze aluminiowe Cross, nawigację i system Grip Control. Trudno będzie nam znaleźć tańszy model, który nie dość, że będzie oryginalny, to jeszcze tak dobrze wyposażony.

Na pochwałę w modelu Cactusie Rip Curl zasługuje ciekawy styl, oryginalność, bogate wyposażenie pomimo pozornie ubogiego charakteru oraz uniwersalna, dosyć oszczędna jednostka napędowa. Minusem jest głośna jazda, kierownica regulowana tylko w płaszczyźnie góra dół i zablokowanie uchwytu na kubek panelem z przyciskiem Grip Control.

Galeria

Dodaj komentarz

18 komentarzy do "Test: Citroen C4 Cactus Rip Curl 1.2 Pure Tech – jazda w młodzieńczym stylu"

Powiadom o
avatar
 
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowshockunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Grzegorz
Gość
Wkradł się mały błąd: pierwsze zdjęcie ze szklanym dachem i zasłonkami nie jest od tego modelu :) W kwestii „aluminiowych” nakładek na zderzaki też mam kilka uwag: – to zwykły plastyk pomalowany na kolor aluminium, – nakładki są przyklejane i mocowane TYLKO na 2 nity z przodu i 4 z tyłu, ale w dolnej części (!) co powoduje, że każde najechanie wyższego krawężnika, pryzmy śniegu lub jazda z większą prędkością po autostradzie, powoduje, iż nakładka odpada z wdziękiem – osobiście to przerobiłem. Po stracie pierwszej, przedniej nakładki, kupiłem drugą ale osobiście ją zamocowałem za pomocą taśmy dwustronnej i wkrętów. Na… Czytaj więcej »
Grzegorz
Gość

Zapomniałbym jeszcze o kwestii głośności: auto jest głośne TYLKO na zimowych oponach. Na letnich, salonowych Good Year-ach autko jest bardzo ciche. Różnica jest zauważalna przy sezonowej zmianie opon. :)

pawelhks
Gość

a RIP CURL nie ma calorocznych opon?

Grzegorz
Gość

Nie wiem – może ma. Chociaż jak patrzę na opony prezentowanego Cactusa to wyglądają jak moje, zimowe Nokiany WR D4.

Galfryd
Gość

Ma, jak najbardziej, więc nie bardzo wiem, o czym Grzegorz pisze. Fakt, że do jakichś 130 km/h Cactus jest przyjemnie cichy (poprzednie 10 lat przejeździłem C5, i szalonej róznicy nie odczuwam). A „aluminiowo” malowany plastik nakładek to w zasadzie standard rozwiązania w wielu samochodach, a nie cecha charakterystyczna jedynie Cactusa. A w końcu cały czas chodzi o lekkość pojazdu. Aha, przejechałem Rip Curlem 14.000 km. nic nie brzęczy ani nie odpada, ani przy 120 ani przy 150 km/h. Podsumowując, auto jest ciche

Grzegorz
Gość

Bazowałem tylko na zdjęciu zaśnieżonego bieżnika – stąd przypuszczenie o zimówkach.
A propos opon i ciszy podczas jazdy: ogólnie auto nie jest głośne. Chciałem jednak zauważyć, że po zmianie z letnich na zimówki znacznie bardziej i wyraźniej słychać szum opon niż w innych autach. Może to kwestia zimówek – nie wiem.

rtrtws
Gość

mozna pokusic sie jeszcze o stwierdzenie cienkiej grubosci blach jak na puszce po coca coli. Kilka spadajacych kasztanow spowodowalo wgnioty na masce, dachu i drzwiach kierowcy !!! kolo uszczelki szyby (czyli na zgieciu okraglym) takie jakby godzine stal w gradobiciu. Naliczylem 16 wgniot. Pierwszy moj samochod ktory tak drastycznie zostal poobijany :/ na moim vw stojacycm obok sladu nie bylo, na autach sasiadow rowniez.

Grzegorz
Gość

A to dziwne, bo jesienią też stałem pod „bombardującym” kasztanowcem a na masce i dachu ani wgniotki. Może to były mega kasztany?;)
Serio, blacha nie jest najgrubsza, ale też nie jest „papierowa” – bez przesady.

pawelhks
Gość
Ja pozwole sobie zadac kilka pytan Pani Małgosi co do wrazen z jazdy Cactusem 1. Skarzy sie Pani na bezsensowne umieszczenie pokretla Grip control, czy dostrzegla Pani jeszcze jakies wpadki w ergonomii pojazdu? Pytam, bo czytalem na stronie AŚ o slabej ergonomii wnetrza kolczastego, siedzac w nim i kierujac nim przez krotki kawalek nic niepokojacego nie rzucilo mi sie w oczy 2. Co to znaczy, ze auto jest glosne? W kazdym zakresie obrotow czy tylko przy wiekszych predkosciach? Halas pochodzi od silnika czy chodzi o szum powietrza? Po poltora roku uzytkowania C4GP musze stwierdzic, ze irytuje mnie troche dokuczliwy szum… Czytaj więcej »
Galfryd
Gość
Dorzucę od siebie : 1. fakt, że pokrętło Grip Control jest bezsensownie umieszczone :-) jeździłem próbnie przez miesiąc „zwykłym” Cactusem, a teraz o pół roku Rip Curlem, i niewygoda pokrętła rzuca się „w ręce” pijącego. 2. mimo tego jednak Cactus jest NAJWYGODNIEJSZYM autkiem, jakim kiedykolwiek jeździłem :-) Naprawdę trudno mu cokolwiek zarzucić – jakby sie uprzeć, to sterowanie tabletem przy dziurawych drogach wymaga nieco wprawy, ale to autentycznie detal. 3. Nie zgadzam się, że auto jest głośne. Prawda, że z zasady 130 km/h nim nie przekraczam, ale jak ktoś chce szybko pruć, to niech w ogóle na Cactusa nie spogląda.… Czytaj więcej »
Łukasz
Gość

@Galfryd
Cactus to bardzo ciekawy, zmyślny, przyciągający wzrok a przy tym nie przeszarżowany cenowo samochód. Pogratulować wyboru.
Natomiast do jednej rzeczy się przyczepię – Twoim punktem odniesienia jest C5, z drugiej piszesz, że Cactus jest „NAJWYGODNIEJSZYM autkiem, jakim kiedykolwiek jeździłem”. No… nie. Po prostu nie :) Biorąc pod uwagę przestronność C5, wyciszenie, hydropneumatykę zawieszenia nie zgodzę się i chyba będę w większości.

Grzegorz
Gość

No nie do końca zgodzę się z kolegą w kwestii prędkości. Auto z silnikiem PureTech 110KM jest bardzo „żwawe” – wyprzedzanie przy prędkościach 130-160 km/h nie stanowi problemu (fakt – jeżdżę sam). Przyśpieszenie od zera też jest niezłe. Do tego dochodzi świetna zwrotność – zasługa elektrycznego esponagania. Duży PLUS!!!
A grip control? No sorry, ale to dobry bajer dla „umysłowych korposzczurków w okularkach” – normalny kierowca nie będzie miał problemów z użytkowaniem Cactusa na różnych drogach :grin:

wpDiscuz