Są takie momenty, kiedy człowiek przewraca oczami tak mocno, że widzi własny mózg. Przeglądasz internet, wchodzisz na jakiś profil i nagle trafiasz na dramat kierowcy, który w terenie zabudowanym wali 115 km/h, nie przyjmuje mandatu, nie odbiera pism, nie podnosi telefonu z policji – i dopiero potem wpada na pomysł, żeby zapytać świat, co ma robić.
Przypomina to mi to trochę sytuację podpalacza, który najpierw oblewa wszystko benzyną, podpala dach nad własną głową, a potem pyta w internecie, czy ma zadzwonić po straż pożarną, czy poczekać, aż samo zgaśnie. Pewne rzeczy nie wymagają konsultacji społecznych, tylko zdrowego rozsądku – a jeżeli tego rozsądku zabrakło na początku, to świat naprawdę nie jest winien tego, że ktoś postanowił go wyłączyć.
Trzeba to powiedzieć wprost, bo czasem owijanie w bawełnę robi z nas współwinnych: jeśli zachowujesz się jak idiota, to płacisz jak idiota. Nikt nie jechał za ciebie te 115 km/h w zabudowanym. Nikt nie wciskał ci gazu. Nikt nie namawiał, byś nie przyjmował mandatu, a potem udawał, że jak nie odbierzesz pisma, to prawo przestanie obowiązywać. To nie „system” cię goni. To nie policja urządza polowanie. To ty sam stworzyłeś sobie problemy, po czym zdziwiony patrzysz, że sytuacja potoczyła się dokładnie tak, jak musiała.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że autorzy takich dramatycznych wpisów chcą teraz, żeby internet dał im cudowny sposób na cofnięcie czasu. Nie da się. Nie ma magicznych trików, które wymażą głupotę. Nie ma lifehacków na 115 km/h w zabudowanym. Prawo nie działa jak forum dyskusyjne – tam nie da się zagłosować na „najlepszą odpowiedź” i dzięki temu wyjść bez punktów.
To jest realny świat, realne konsekwencje i realni ludzie, którzy mogliby zginąć, gdyby coś poszło nie tak. I właśnie dlatego nie da się tego obrócić w żart czy w „niefortunną sytuację”. To jest wybór, który ktoś świadomie podjął.
Dlatego kiedy widzę takie wpisy, nie mam ani odrobiny współczucia. Ba – uważam, że współczucie byłoby niemoralne. Jeśli ktoś ignoruje przepisy, ryzykuje czyjeś życie, a potem szuka ratunku w komentarzach, to nie zasługuje na zrozumienie, tylko na zimny prysznic. Każdy kierowca wie, gdzie jest teren zabudowany i co oznacza 115 km/h. Każdy dorosły człowiek wie, że pism z sądu nie da się „nie odebrać”, a rzeczywistość nie znika, gdy zamkniemy oczy. Internet nie jest od tego, by ratować ludzi przed konsekwencjami, które sami na siebie sprowadzili.
Dorośnij, chłopie, ponieś konsekwencje. Wolność nie polega na wciskaniu gazu w podłogę, tylko na braniu na siebie skutków swoich decyzji. Jeśli jedziesz jak wariat, to będziesz traktowany jak wariat. Jeśli zachowujesz się jak idiota, to konsekwencje będą takie same. I żaden anonimowy tłum w internecie cię od tego nie wybawi. Bo pewnych rachunków, zwłaszcza tych za głupotę, nikt za ciebie nie zapłaci.






