Citroën Aircross ruszył z jego właścicielem w długą podróż po Indiach. Jakie są jego wrażenia po 4500 kilometrów?
Zaczęło się od spontanicznej myśli w późny, świąteczny wieczór. Bez rezerwacji i dopiętej listy miejsc ekipa ruszyła z Koty w Radżastanie, by w kilka dni przeciąć pół zachodnich Indii. Pierwszy przystanek: Ujjain i świątynia Mahakaleshwar. Potem, już nad Morzem Arabskim, czekał Somnath, dalej Dwarka z tętniącą życiem świątynią Dwarkadhish, a następnie Nageshwar. Finałem była Dhólavira na skraju Wielkiego Rannu of Kutch – słynna „Road to Heaven”, prościutka jak struna szosa wbita w biały horyzont solnisk. To jedno z tych miejsc, których nie da się „obejrzeć” w sieci – trzeba je po prostu poczuć.
Citroën C3 Aircross okazał się partnerem, na którego można liczyć. Właściciel przesiadł się do niego ze Swifta, a dziś bez wahania stawia Aircrossa w roli auta „powyżej klasy”. Klucz jest prosty: komfort. Fotele nie męczą nawet po kilkunastu godzinach (10 godzin bez problemu!), a zawieszenie neutralizuje kraterowe asfalty Gudźaratu, pozwalając prześlizgiwać się przez dziury z prędkościami rzędu czterdziestu–pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, bez zgrzytów i nerwów. Prześwit i komfortowe resorowanie w połączeniu z przestronnym wnętrzem powodują, że nawet pełny skład rodzinny z bagażami nie ogranicza przyjemności z jazdy.
W kwestii zużycia paliwa liczby mówią same za siebie. Z całej trasy wyszło średnio około 5,4 litra na sto kilometrów, i to z włączoną klimatyzacją, pełną obsadą i bagażami oraz epizodami jazdy po szutrze. Spokojne, równe tempo w manualu potrafi zmniejszyć zużycie jeszcze bardziej. Gdy jedzie się szybciej – w okolicach stu–stu dwudziestu kilometrów na godzinę z klimatyzacją – realne minimum to około 5,9 litra. To wyniki potwierdzone tankowaniem, nie „życzeniowe” – i w dodatku osiągnięte bez polowania na rekordy, bo priorytetem była radość z drogi i oszczędność czasu.
Nie obyło się bez serwisowych akcentów. Po drobnym incydencie wymieniono prawe lusterko, zrobiono polerkę i kosmetykę blacharską, a auto odebrano w stanie „jak nowe”. W tle tliła się jednak stara historia z czasów odbioru samochodu, gdy dealer policzył za chlapacze, których… nie zamontował. Samochód jest świetny, lecz satysfakcja z obsługi posprzedażnej bywa loterią – jak u wielu producentów.
W Polsce Citroën Aircross to Citroën C3 Aircross – europejska wersja jest podoba z wyglądu zewnętrznego, ale znacznie bardziej bogato wyposażona i nowoczesna, chociaż nadal zachowuje znakomitą cenę.






