700 kilometrów trasy, 120–130 km/h na autostradach, 4,71 zł za litr benzyny i tylko 5,9 l/100 km spalania. W takiej scenerii odbywam podróż z Buenos Aires do Kordoby za kierownicą Renault. Argentyna zaskakuje – parkingami z windą dla samochodów, autostradami pełnymi radarów i stacjami benzynowymi, na których zamiast fast foodów czekają świeże empanady.
Centrum wielkiego miasta rządzi się swoimi prawami. W Buenos Aires znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem, dlatego kierowcy często korzystają z płatnych parkingów wielopoziomowych lub podziemnych. Każdy centymetr przestrzeni jest tu na wagę złota. W jednym z takich parkingów spędziła noc moja Renault Arkana – wjechała na… ósme piętro dzięki specjalnej windzie dla samochodów. To rozwiązanie w europejskich miastach wciąż jest rzadkością, a tutaj pozwala zmieścić tysiące aut w centrum gęsto zabudowanej metropolii.

Rano odebrałam samochód, wydostałam się z zatłoczonego Buenos Aires i ruszyłam w drogę do Kordoby. To około 700 kilometrów trasy, w większości prowadzącej autostradami i drogami szybkiego ruchu. Ograniczenia prędkości wynoszą tu zwykle 120–130 km/h, a standardem są dwie jezdnie po dwa pasy w każdą stronę. W pobliżu największych aglomeracji liczba pasów rośnie nawet do sześciu – dwa skrajne przeznaczone są dla ciężarówek, co wyraźnie usprawnia ruch w godzinach szczytu.

Na trasie trzeba jednak zachować ekstremalną czujność. Fotoradary i patrole policji pojawiają się bardzo często – po dziesiątym pomiarze prędkości przestałam już liczyć kolejne. Argentyńczycy podchodzą do przepisów drogowych coraz bardziej rygorystycznie, co widać właśnie na głównych trasach między miastami.
Krajobraz jest zaskakująco spokojny.

Tereny między Buenos Aires a Kordobą są niemal zupełnie płaskie, a za oknem dominują rozległe pastwiska i pola. Drogi nie zawsze są jednak w idealnym stanie – zdarzają się odcinki z dziurami, łatanym asfaltem czy delikatnymi pofałdowaniami nawierzchni. Renault Arkana radzi sobie z nimi bez problemu. Zawieszenie skutecznie tłumi nierówności, a dobre wyciszenie pozwala przy prędkościach autostradowych swobodnie rozmawiać lub słuchać muzyki z lokalnych stacji radiowych.

Arkana, którą testuję w Argentynie, jest niemal identyczna z wersją oferowaną w Polsce. Różnica jest właściwie jedna – samochód nie posiada systemu rozpoznawania znaków ograniczenia prędkości. Przyznam, że w nowym kraju i na nieznanych drogach czasami brakowało mi tej funkcji. W Europie pomaga ona szybko zorientować się, jaka prędkość obowiązuje na danym odcinku.

Autostrada do Kordoby jest płatna. Po drodze minęłam sześć punktów poboru opłat, ale całkowity koszt przejazdu nie był wysoki – około 26 zł. Trudno nie pomyśleć w tym momencie o polskiej autostradzie A4 między Krakowem a Katowicami albo słynnej A2 Konin – Poznań.

Jeśli planujesz taką podróż, warto pamiętać o jednej rzeczy – stacji benzynowych nie ma tu zbyt wiele, szczególnie w drugiej połowie trasy. Lepiej zatankować przy pierwszej okazji. Zresztą samo tankowanie też ma lokalny charakter. Zamiast hot dogów czy kanapek na stacjach można kupić świeże empanady, czyli popularne w Argentynie pierożki z farszem a smaków jest do wyboru do koloru.

Pierwsze tankowanie Arkany mam już za sobą. Benzyna oznaczona na dystrybutorze jako „nafta” – odpowiednik naszej 95 – kosztowała około 4,71 zł za litr. Po przejechaniu całej trasy komputer pokładowy pokazał średnie spalanie 5,9 l/100 km.

Po dotarciu do Kordoby zostawiam samochód i ruszam na krótki spacer. Historyczna część miasta robi ogromne wrażenie. Najważniejszym miejscem jest Plac San Martín, przy którym stoi Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To barokowa świątynia z XVII wieku i jednocześnie najstarszy nieprzerwanie działający kościół w Argentynie. W latach 80. odwiedził go także Jan Paweł II.

Złote zdobienia kolumn i sklepienia, monumentalna architektura i spokojna atmosfera sprawiają, że to jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci na długo. Kordoba ma zupełnie inny charakter niż Buenos Aires – jest tu więcej ciszy, więcej przestrzeni i wyraźnie czuć wielowiekową historię miasta.

Ta podróż pokazuje, jak różnorodna potrafi być Argentyna. W ciągu jednego dnia można przejechać z zatłoczonej metropolii do miasta pełnego kolonialnej architektury, a po drodze zobaczyć setki kilometrów otwartej przestrzeni. A wszystko to zza kierownicy dobrze znanego europejskiego SUV-a coupe – Renault Arkana.
Chcesz wiedzieć więcej? Oto linki do moich poprzednich relacji
- O moich planach przeczytacie w zapowiedzi naszej wyprawy tutaj.
- O wrażeniach z podróży napisał w tym artykule
- Argentyna mnie zaskoczyła. Francuskie samochody są tutaj wszędzie
- Widziałam Renault, którego Ty nie zobaczysz w Europie! Mój dzień w Buenos Aires między Borealem, La Bocą, tango i legendą Evity






















