Ja dziś w sprawie liści, czyli… puścili go z torbami. Kilkaset kilometrów przejechanych podczas kolejnego długiego weekendu znów mnie czegoś nauczyło. Nauczyło mnie, żeby nie wierzyć, że w każdym samochodzie kierowca ma dobrą widoczność. I nie dlatego, że auto jest źle zaprojektowane, albo że ktoś nie pomyślał o wysokiej, niskiej, dużej czy małej osobie. Często jest tak dlatego, że to my robimy wszystko, aby nic nie widzieć. Interesujemy się wszystkim wokół – tylko nie samą jazdą.
Jak często wynika to z nieodpowiedniego zapakowania bagażu! Ileż to razy widziałem zasłoniętą tylną szybę, boczne szyby pozakrywane „firaneczkami”, a do tego przyciemnienia nie zawsze zgodne z przepisami. Czarno tam – i nawet nie powiem, gdzie dokładnie.
Starszym kierowcom przypomni się pewnie, jak pakowało się kiedyś małe samochody. Weźmy takiego Fiata 126p. Jechało się nim „do Kraju” albo do Jugosławii, a w środku było wszystko: ubrania dla trzech osób, konserwy, kocher, jedzenie, a często i kontrabanda, którą trzeba było przewieźć, sprzedać, potem kupić coś innego, znowu sprzedać i zarobić na kolejną wyprawę, choćby na Węgry czy do Austrii. Mistrzowie pakowania wykorzystywali każdy centymetr bagażnika i – co ciekawe – niewiele się po tym samochodzie turlało.
A dziś? Hasło: jedziemy! Otwieramy bagażnik i wrzucamy jak leci: buty, torebki, słodycze, „co popadnie”. Po chwili robi się z tego wielka góra rzeczy. W dużym SUV-ie czy kombi bagażnik już się nie mieści, więc wyjmujemy półkę i zostawiamy ją w domu. „No trudno, będzie pod sufit, jakoś to będzie.” Zabieramy mnóstwo rzeczy – często całkowicie zbędnych. Kiedyś każdą rzecz oglądało się pięć razy. Dziś – ani razu.
Efekt? Zasłonięte szyby, a lusterka ustawione byle jak. W lusterku wstecznym widać zabawki dziecka, a nie drogę. Na podłodze leży wszystko – aż coś zaczyna się turlać. A nie daj Boże butelka. Potrafi z tylnej kanapy przemieścić się pod nogi kierowcy. Jeśli wpadnie pod pedały, może je unieruchomić akurat wtedy, kiedy najbardziej potrzebujemy hamowania. To samo dzieje się z przedmiotami na tylnej półce w sedanach: przy ostrym hamowaniu lecą na głowę kierowcy albo pasażera, a czasem na przednią szybę. Gorzej, jeśli źle przewożone jest dziecko czy pies – choć nie będę roztaczać makabrycznych wizji.
Do tego dochodzą urządzenia elektroniczne. Telefony, tablety, konsole. Dziecko rzuci to na siedzenie, wpadnie gdzieś w bok, „amba zabierze”, a potem ktoś wychodzi, zahacza nogą – chrup! I po smartfonie.
Przewożenie rowerów – kolejny rozdział. Widziałem już wszystkie metody: na dachu, na haku, wewnątrz samochodu. Ale ten jeden widok zapamiętam na długo. Niemiecki samochód, na dachu trzy rowery, z czego jeden z fotelikiem dziecięcym. Taki hamulec aerodynamiczny… Przy prędkości autostradowej jeden rower zgodnie z prawami fizyki wystrzelił w górę, minął nasz samochód o centymetry, przeleciał koło słupka i wylądował za nami – prawie pod kołami auta jadącego z tyłu. Dobrze, że właśnie zaczynaliśmy wyprzedzać, bo inaczej… no właśnie – nie chcę snuć wizji.
Na bagażnikach rowerowych montowanych na haku też wisi często trzy–cztery rowery, do tego sam bagażnik waży swoje. Warto wtedy spojrzeć, jak wyglądają światła mijania nocą – zwykle świecą wysoko, gdzieś w czubki drzew, bo tylne obciążenie zmienia wyważenie auta. Ale rower przecież „musi być”, bo przecież wszyscy jadą „w ramach suwaka”.
Można też rozłożyć rower, odkręcić przednie koło i włożyć do środka. Byle był zabezpieczony, bo – jak wspomniałem – rzeczy lubią migrować po kabinie.
Bagażniki dachowe, czyli „trumienki”, również wymagają rozsądku. Ciężkie rzeczy powinny być jak najniżej, w środku samochodu. Na dach – tylko lekkie przedmioty. Inaczej przesuwamy środek ciężkości, a wtedy nagły podmuch wiatru na zakręcie czy estakadzie może nami porządnie szarpnąć.
Dość już tych katastroficznych obrazów, których i tak Państwu nie przedstawiłem.
Pamiętajmy tylko, aby przygotować się do podróży z wyprzedzeniem. Nawet kilka dni czy tygodni wcześniej można zaplanować zawartość toreb i układ bagażu. Potem układa się to jak puzzle – i nagle okazuje się, że rzeczy, które wcześniej sięgały sufitu, teraz mieszczą się pod osłoną bagażnika. Auto jedzie bezpieczniej, przyjemniej i jest właściwie dociążone.
Jedźcie bezpiecznie. Kochajcie się mocno.










