Nowe Alpine A390 GT ma 400 KM, trzy silniki elektryczne, napęd na cztery koła i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 4,8 sekundy. Mogłabym więc zachwycać się osiągami, które naprawdę robią wrażenie. Tyle że po pierwszych dniach testu najbardziej zachwyciło mnie coś zupełnie innego. Zawieszenie. Nie wiem, jak inżynierom Alpine udało się osiągnąć taki efekt, ale A390 jest jednym z tych bardzo rzadkich samochodów, które potrafią jechać szybko, dynamicznie i precyzyjnie, a jednocześnie pozostają po prostu komfortowe.
Alpine A390 już gościło na naszych łamach, ale teraz mamy do czynienia z wersją GT i znacznie dłuższym testem redakcyjnym. A to oznacza coś więcej niż kilka szybkich przejazdów po ładnej drodze. Jest codzienność, autostrada, drogi szybkiego ruchu, nierówności, miasto, dłuższe dystanse i takie momenty, kiedy od samochodu nie oczekuje się żadnych sportowych popisów. Chce się po prostu wygodnie dojechać na miejsce. I odkryłam coś, co moim zdaniem może być jednym z najmocniejszych argumentów za Alpine A390 GT.
Alpine A390 GT ma 400 KM. Mnie najbardziej zachwyciło jednak zawieszenie

Zacznę wprost: zawieszenie Alpine A390 jest znakomite. Oczywiście ten samochód jest sztywniejszy niż typowe auto osobowe i trudno oczekiwać czegoś innego po 400-konnym elektryku sportowej marki. Nie ma tu jednak nic z zachowania tych twardych zawieszeń, które próbują udowodnić swój charakter każdą studzienką, każdym uskokiem asfaltu i każdym poprzecznym łączeniem nawierzchni. A390 GT nie podskakuje nerwowo, nie karze kierowcy i pasażerów za gorszą drogę. Jest sprężyste, zwarte i świetnie kontroluje nadwozie, ale jednocześnie znakomicie tłumi nierówności. Im więcej nim jeżdżę, tym bardziej zastanawiam się, jak inżynierom udało się znaleźć właśnie takie ustawienie.


Tutaj podczas szybszej jazdy samochód zachowuje się dokładnie tak, jak oczekuję od Alpine. Reaguje szybko, chętnie zmienia kierunek, nie sprawia wrażenia ociężałego i przede wszystkim nie czuć jego masy tak, jak można byłoby się spodziewać po mocnym samochodzie elektrycznym z dużym akumulatorem. Szybkie wejście w zakręt to poezja. Dawno, naprawdę dawno nie jeździłam tak znakomicie zachowującym się w dynamicznej jeździe autem. Z drugiej strony wystarczy uspokoić tempo i nagle okazuje się, że A390 GT potrafi być naprawdę wygodnym samochodem na co dzień.

Ciężki elektryk nie może być sportowy? Najpierw przejedźcie się Alpine A390. Właściciel Tesli w szoku.
Wiem, co za chwilę powiedzą krytycy samochodów elektrycznych. Że akumulator waży, że całe auto jest ciężkie i że nie ma to nic wspólnego z prawdziwym samochodem sportowym. Mam więc propozycję: najpierw przejedźcie się Alpine A390 GT, oczywiście nie parę minut wokół salonu. Najlepiej po drodze z szybkimi łukami, zmianami kierunku i gorszymi fragmentami asfaltu. Zaprzyjaźniony z redakcją właściciel Tesli Y w najnowszym wydaniu najpierw się krzywił, gdy mówiłam mu o zachowaniu A390, ale gdy się przejechał, wysiadł z uśmiechem i mimo całego swojego Tesla-skrzywienia był zachwycony, a nawet zszokowany. Oczywiście ponarzekał zaraz na system, że w Tesli lepszy, ale jazda…

Zobacz redakcyjne testy samochodów Alpine
Sama jestem zaskoczona, jak skutecznie ten samochód ukrywa swoją masę i jak naturalnie zachowuje się podczas dynamicznej jazdy. Oczywiście fizyki nie da się oszukać i nie będę udawać, że A390 waży tyle co A110. Nie waży, tyle że zza kierownicy nie dostaję tego typowego dla wielu ciężkich elektryków wrażenia, że najpierw wydajemy polecenie, a później cała masa samochodu próbuje za nim nadążyć. Tutaj reakcje są szybkie, przewidywalne i bardzo dobrze kontrolowane.

Trzy silniki, 400 KM i 661 Nm. Ale to nie jest tylko samochód do jazdy na wprost
Alpine A390 GT wykorzystuje trzy silniki elektryczne. Jeden pracuje przy przedniej osi, a dwa kolejne napędzają tylne koła. Całość daje 400 KM i 661 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Po mocnym wciśnięciu pedału przyspieszenia dosłownie czuć, jak mózg przemieszcza się w tył, zanim jeszcze poczujesz coś innego. Bo A390 GT potrafi wystrzelić do przodu – według danych producenta 100 km/h pojawia się po 4,8 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 200 km/h. Wyprzedzanie czegokolwiek to chwila. Prędkości maksymalnej nie próbowałam osiągnąć, w Polsce nie ma ku temu warunków, ale dynamiczną jazdę lubię. Jedyny minus to zużycie prądu, bo przy takich manewrach na trasie wyszło mi 27 kWh na 100 km.

W całej tej sportowo-komfortowej układance kluczową rolę odgrywa system Alpine Active Torque Vectoring, który zarządza rozdziałem momentu obrotowego między kołami. Dwa tylne silniki mogą niezależnie napędzać tylne koła, a elektronika wykorzystuje to, by poprawić zachowanie samochodu w zakręcie. Ten samochód uwielbia i przyspieszać, i jeździć w ciasnych zakrętach. Reaguje bardzo szybko, daje kierowcy dużą pewność i nie ma w nim poczucia walki z masą. I właśnie to lubię najbardziej.

Pierwsze 10 minut? Nasz wydawca walczył z fotelem
Pierwszy kontakt z naszym egzemplarzem testowym wcale nie był jednak idealny. Nasz wydawca wsiadł za kierownicę i przez dobre dziesięć minut ustawiał sobie fotel oraz kierownicę. Do przodu, do tyłu, oparcie, kierownica, jeszcze raz fotel aż w końcu się udało. Najpierw trochę narzekał, a potem nie chciał mi oddać samochodu do testowania. Chyba trudno o lepsze podsumowanie tego, jak szybko Alpine A390 GT potrafi do siebie przekonać.

Wnętrze Alpine A390 GT? Tutaj naprawdę czuć jakość
Nadwozie widzicie na zdjęciach i każdy może ocenić je sam. Mnie A390 się podoba, szczególnie za konsekwencję projektu i wszystkie charakterystyczne detale Alpine. Ale jeszcze większe wrażenie robi na mnie środek, bo materiały są wysokiej jakości, montaż bardzo dobry, a projekt elegancki bez przesadnego udawania luksusu. W naszej bogato skonfigurowanej wersji GT mamy sportowe fotele Alpine Sabelt z prawdziwej, dwukolorowej skóry Nappa. Są elektrycznie regulowane, podgrzewane i wyposażone w masaż (kocia łapa!). Fotele dobrze otulają ciało, ale nie są męczące. To ważne, bo sportowy fotel może świetnie wyglądać przez pięć minut, a po trzech godzinach jazdy człowiek zaczyna marzyć o zwykłym miękkim siedzeniu. Tutaj tego problemu nie mam.
Minusy? No tak, są tu elementy z Renault. I szczerze mówiąc to jedyny fragment wnętrza, który bym zmieniła. Alpine A390 aż się prosi o w 100% wyjątkowy projekt.
Czerwony przycisk i niebieskie pokrętło. Od razu przyciągają uwagę

Na kierownicy są dwa elementy, które natychmiast zwracają uwagę. Pierwszy to czerwony przycisk. Jego zadaniem jest szybkie udostępnienie maksymalnych możliwości napędu. Przy wyprzedzaniu nie trzeba zastanawiać się nad kolejnymi ustawieniami, po prostu kciukiem naciskasz i nagle robi się… szybko. Drugi element to niebieskie pokrętło do sterowania poziomem rekuperacji. Drobiazg, ale bardzo lubię takie rozwiązania, bo najważniejsze funkcje dotyczące jazdy powinny być pod ręką. Nie chcę podczas prowadzenia samochodu przekopywać się przez kolejne ekrany i podmenu tylko po to, żeby zmienić sposób odzyskiwania energii.
400 KM i natychmiastowa reakcja. Osiągów naprawdę nie brakuje

Co można napisać o dynamice? Trzy liczby: 3 silniki, 400 KM, 661 Nm. Jest napęd na cztery koła i jak już pisałam wyżej, 0–100 km/h w 4,8 sekundy. Reakcja na pedał przyspieszenia jest natychmiastowa. A390 bardzo szybko nabiera prędkości i daje ogromny zapas przy wyprzedzaniu, nie ma czekania na redukcję biegu, budowanie ciśnienia doładowania czy zastanawiania się. Naciskam i jadę. I trzeba uważać, bo za mocne operowanie gazem kończy się na zderzaku innego auta. Jadąc po krętych drogach w pomorskim naszła mnie taka myśl, że szybkie samochody elektryczne przestały chyba być czymś wyjątkowym, bo dzisiaj nawet duży rodzinny elektryk może mieć przyspieszenie, które jeszcze niedawno kojarzyło się wyłącznie z autem sportowym, a znacznie trudniej zbudować samochód, który dobrze zachowuje się w zakręcie, daje kierowcy pewność, nie męczy na nierównościach i po 400 kilometrach nadal jest przyjemnym miejscem. Alpine A390 to zrobiło.
Alpine A390 GT na autostradzie. Po prostu cisza i spokój
Jest jeszcze jedna cecha, która bardzo mi się podoba: A390 jest świetnie wyciszone. To oczywiście samochód elektryczny, więc odpada hałas silnika spalinowego, ale każdy, kto jeździł różnymi elektrykami, wie, że cisza wcale nie jest czymś oczywistym. W Alpine A390 GT można po prostu ustawić aktywnego asystenta jazdy, wygodnie usiąść i rozkoszować się spokojem. A do tego świetnym zestawem audio. W przeciwieństwie do typowych konstrukcji tu mamy głośnik wysokotonowy w podszybiu, niskotonowy u dołu drzwi, ale w tapicerce na wysokości ręki, mamy jeszcze głośnik średniotonowy i to powoduje, że dźwięk jest pełny, pełen zakres słychać, stereofonia jest znakomita, a subwoofer nie męczy łomotem. Ten element mogę określić tylko jako perfekcyjny.
Sportowe Alpine, którym można jeździć zupełnie normalnie
To chyba jedna z najpiękniejszych cech A390 GT. Nie trzeba przez cały czas jeździć szybko, żeby ten samochód miał sens, można włączyć spokojniejszy tryb, ustawić asystenta, uruchomić masaż fotela i jechać. Dla mnie właśnie ta podwójna natura, spokój i dynamika, te dwa w jednym, jest ogromną zaletą.
Testowana konfiguracja A390 GT została wyceniona na 338 900 zł. To dużo jak na elektryka, ale po kilkuset kilometrach mam wrażenie, że cena jest uzasadniona. To samochód jedyny w swoim rodzaju i jeśli nawet posiadacz Tesli mówi mi, że ma to coś, to znaczy, że producent zrobił kawał dobrej roboty.
Pełny test Alpine A390 GT opublikujemy za około 2 tygodnie po zakończeniu redakcyjnego sprawdzianu.
Alpine A390 GT 400 KM – dane techniczne
Parametr |
Alpine A390 GT |
|---|---|
Rodzaj napędu |
Elektryczny |
Liczba silników |
3 |
Napęd |
Na cztery koła z Alpine Active Torque Vectoring |
Moc maksymalna |
295 kW / 400 KM |
Maksymalny moment obrotowy |
661 Nm |
Przyspieszenie 0–100 km/h |
4,8 s |
Prędkość maksymalna |
200 km/h |
Pojemność akumulatora |
89 kWh |
Zasięg WLTP |
do 557 km |
Zużycie energii WLTP |
od 18,7 kWh/100 km |
Maksymalna moc ładowania DC |
150 kW |
Ładowanie DC 15–80% |
około 29 minut |
Ładowarka pokładowa AC |
11 kW, opcjonalnie 22 kW |
Liczba miejsc |
5 |
Koła testowanego egzemplarza |
21-calowe Snowflake, opcjonalne w wersji GT |
Opony testowanego egzemplarza |
Michelin Pilot Sport 4S |
Fotele testowanego egzemplarza |
Alpine Sabelt, dwukolorowa skóra Nappa, elektryczne, podgrzewane, z masażem – wyposażenie opcjonalne GT |
Cena bazowa wersji GT |
od 298 900 zł |
Cena testowanej konfiguracji |
338 900 zł |
Dane techniczne według informacji producenta i polskiego konfiguratora Alpine A390 GT. Zasięg i zużycie energii WLTP zależą od konfiguracji samochodu, w tym zastosowanych kół. Rzeczywiste zużycie energii i zasięg naszego egzemplarza podam po zakończeniu pełnego testu.
Test: Nowy Peugeot 3008 GT Exclusive PHEV. Statek kosmiczny, który byłby ideałem z Full Hybrid
























