Dziś Citroën kojarzy się przede wszystkim z samochodami. Z logo w kształcie podwójnego szewronu, z historią innowacji, z francuskim podejściem do mobilności. Ale André Citroën nie był wyłącznie twórcą marki motoryzacyjnej. Był zjawiskiem. Człowiekiem, który rozumiał przemysł jako narzędzie wpływu – nie tylko gospodarczego, lecz także społecznego, kulturowego i politycznego. Był niesamowicie utalentowany, aktywny i pozytywnie nastawiony do życia. O jego życiu można by nakręcić długi serial, który nigdy się nie nudzi.
Zaczynał od rzeczy pozornie prozaicznych: w 1901 roku od opatentowanych kół zębatych o podwójnym szewronie, które później stały się symbolem całej firmy. Mało kto wie, że początki tej historii miały miejsce w Głownie, w Polsce. W czasie I wojny światowej André Citroën, w rekordowo krótkim czasie, zbudował przemysłową machinę produkującą miliony pocisków artyleryjskich. A po tej wojnie, w 1919 roku, uruchomił masową produkcję samochodów, wprowadzając Francję w erę nowoczesnej motoryzacji. To już samo w sobie wystarczyłoby na solidną biografię przemysłowca. Ale przecież to dopiero początek.
Citroën miał obsesję na punkcie akcji. Działania widocznego, spektakularnego, zapamiętywanego. Doskonale rozumiał, że przemysł potrzebuje narracji tak samo jak technologii. Dlatego obok fabryk tworzył opowieści – i to dosłownie. W latach 20. i 30. XX wieku zorganizował legendarne ekspedycje: Przejazd przez Saharę, Czarną Wyprawę przez Afrykę i Żółtą Wyprawę do Azji. Były to przedsięwzięcia logistycznie skrajnie trudne, technicznie ryzykowne i… genialne medialnie. Obarczone ogromnym ryzykiem ale przynoszące ogromną satysfakcję! Samochód przestawał być tylko środkiem transportu – stawał się narzędziem cywilizacji, ambasadorem Francji, dowodem postępu. Filmy z tych wypraw pokazywano nawet w Londynie w obecności brytyjskiej rodziny królewskiej. Przemysł spotykał się z dyplomacją, a reklama z geopolityką. Andre stawał się nośnikiem idei.
André Citroën działał też jak równoległe ministerstwo. W 1917 roku, w samym środku wojny, rząd powierzył mu organizację systemu racjonowania żywności dla Paryża. Rok później reorganizował arsenał w Roanne. W 1929 roku odpowiadał za Pawilon Francji na Międzynarodowych Targach w Barcelonie. A miastu Paryż… podarował stałą iluminację najważniejszych symboli: Łuku Triumfalnego, Placu Zgody, Madeleine i Izby Deputowanych. Trudno o bardziej dosłowną metaforę ambicji: przemysłowiec, który rozświetla stolicę.
Jednocześnie Citroën był zaskakująco nowoczesny społecznie. Już w 1927 roku wprowadził w swojej firmie trzynastą pensję – dekady przed tym, zanim stało się to standardem. Tworzył własną sieć transportową autobusów, która objęła całą Francję, myśląc o mobilności jako usłudze publicznej, a nie wyłącznie produkcie.
Miał też instynkt kulturowy. W 1932 roku jadł kolację z Charliem Chaplinem i tłumaczył mu zasady pracy taśmowej. Efektem tej rozmowy był film „Dzisiejsze czasy” – jednego z najsłynniejszych dzieł krytykujących industrializację. Ten sam Citroën ruszył z kampanią reklamową „Nowoczesna kobieta jeździ tylko Citroënem”, stawiając na emancypację kobiet w czasach, gdy prawo jazdy w damskich rękach było rzadkością.
A jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy Citroën wierzy w swoje produkty, w 1933 roku „Mała Rosalie” przejechała 300 tysięcy kilometrów bez przerwy (poza tankowaniem) na torze w Montlhéry, bijąc rekord świata, którego długo nikt nie potrafił pobić. To nie była reklama. To była demonstracja wiary w technikę.
Patrząc na tę historię z dzisiejszej perspektywy, trudno nie odnieść wrażenia, że André Citroën wyprzedzał swoje czasy o całe dekady. Rozumiał, że przemysł nie istnieje w próżni.
Że marki buduje się nie tylko produktami, ale czynami. Że technologia bez wyobraźni jest martwa, a gospodarka bez odwagi – przeciętna.
Akcja, wyobraźnia i śmiałość – nie jako slogany marketingowe, lecz jako sposób myślenia o świecie. Taki był André Citroën. I być może właśnie dlatego jego nazwisko wciąż coś znaczy. Nie tylko na masce samochodu.






