Sektor motoryzacyjny nie znajduje się już w fazie stopniowej ewolucji, lecz w samym centrum głębokiej transformacji, która podważa dotychczasowe fundamenty całej branży – uważa Antonio Filosa, szef Stellantis.
Kluczowym czynnikiem zmian w sektorze stała się geopolityka, która przestała być elementem zewnętrznym, a zaczęła bezpośrednio wpływać na decyzje inwestycyjne producentów. Jako przykład Filosa wskazał Stany Zjednoczone, które w sposób pragmatyczny zmieniły regulacje, w tym politykę celną, aby przyciągnąć inwestycje i relokować produkcję na własne terytorium. Z tego powodu Europa znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Nadmiernie restrykcyjne regulacje, rosnące koszty oraz zbyt silne uzależnienie od łańcuchów dostaw spoza kontynentu osłabiają zdolność europejskich producentów do konkurowania na globalnym rynku.
Szczególnie niepokojąca jest sytuacja samego rynku europejskiego. Filosa przypomniał, że Europa jako jedyny duży region świata nie wróciła po pandemii do poziomu sprzedaży sprzed 2020 roku. W 2019 roku sprzedawano tu około 20 milionów samochodów rocznie, podczas gdy w 2024 roku było to już tylko 17 milionów. Prognozy na 2026 rok nie wskazują na zmiany w tym zakresie. Zdaniem szefa Stellantis ten spadek ma bezpośredni związek z polityką klimatyczną UE i celami redukcji emisji zapisanymi w Europejskim Zielonym Ładzie. Równolegle pojawia się więc kwestia starzejącego się parku samochodowego. W Europie po drogach jeździ dziś około 150 milionów aut starszych niż 10 lat.
Szef Stellantis zwrócił także uwagę na konieczność stworzenia mechanizmów zachęcających do lokalnej produkcji kluczowych komponentów i pojazdów w formule „Made in Europe”. Bez odbudowy własnego zaplecza przemysłowego Europa pozostanie podatna na wstrząsy geopolityczne i presję konkurencji z USA oraz Azji.






