Co innego czytać w internecie o cenach paliwa w innych krajach, a co innego zobaczyć je na własne oczy. Na Orlenie czy BP w Polsce jest dziś szczególnie drogo a my, będąc w Kazachstanie, wybraliśmy się na stację Sinooil w Astanie. I naprawdę trudno było nam uwierzyć w to, jak mało płaci się tu za benzynę.
Astana to stolica Kazachstanu, oddalona od Polski o około sześć godzin lotu. Można tu dolecieć z naszym narodowym przewoźnikiem bez żadnych przesiadek. I jeśli myślicie, że to dzika Azja, że nie warto i że w ogóle po co wybierać się do takiego kraju, to muszę Was rozczarować. Kazachstan jest nowoczesny do szpiku kości, tak zaawansowany, że w wielu sprawach możemy mu pozazdrościć. Będzie o tym jeszcze w kolejnych materiałach, ale dzisiaj będzie o czymś, o czym my możemy tylko pomarzyć. Cena paliwa.

Sama stacja benzynowa nie różni się jakoś bardzo od tego, co znamy z Polski. No może poza wyborem paliwa, bo mamy tu benzynę 92, 95, 98 oraz diesla. Na części stacji jest też autogaz. Różnice zaczynają się przy płaceniu. Nie trzeba iść do kasy, wystarczy zeskanować kod QR na dystrybutorze i zapłacić za pomocą standardowej, tutejszej aplikacji do wszystkiego. To też temat na osobną opowieść, ale działa znakomicie.
Ceny? Bajecznie niskie. Najtańsze paliwo 92 to wydatek 237 tenge, czyli około 1,82 zł za litr. 95 kosztuje 315 tenge, czyli 2,42 zł za litr. Za 98 trzeba zapłacić 351 tenge, co daje 2,69 zł za litr. Diesel kosztuje 327 tenge, czyli 2,51 zł za litr. I mówią, że teraz jest drogo, bo konflikt.

Weszliśmy oczywiście do środka. Jedna z ważniejszych półek to skrobaczki do szyb i szczotki do usuwania śniegu. Zima tego roku była łagodna — powiedział mi kierowca taksówki — bo jeszcze dwa tygodnie temu mieli tu minus 32 stopnie. Śnieg leży wszędzie, a nawet teraz, pod koniec marca, temperatura nocą spada do minus 10… i mniej. Bez skrobaczki i szczotki ani rusz. Druga ważna część stacji to wszelkiego rodzaju akcesoria do telefonów. Bez nich też trudno tu funkcjonować, bo to centrum kazachskiego życia. Resztę sklepu zajmują przekąski, słodycze i napoje, z czego większość znamy również z naszych stacji.

Obsługa jest przemiła, zresztą ludzie tutaj są po prostu niesamowici. Pomocni, uśmiechnięci, życzą wspaniałego dnia, zagadują. Rozmawiają po kazachsku, co dla mnie jest barierą nie do przejścia, po rosyjsku, z którego coś jeszcze pamiętam, albo po angielsku — niektórzy całkiem dobrze. Kierowca, który mnie wiózł, był zawodowym gadułą i opowiadał sporo o rynku motoryzacyjnym. Mówił, że królują tu chińczyki, co zresztą widać na każdym kroku, ale jeździ też sporo Renault. Peugeota spotkaliśmy w dwóch egzemplarzach, Citroëna — ani jednego, z pewnym wyjątkiem, o czym będzie w innym materiale.

Kazachstan nas zadziwił. Nowoczesny, przystępny cenowo, z niesamowicie tanim paliwem i krajem, który bardzo mocno się rozwija. Miejscowi mówią, że najlepszy czas na przyjazd to lipiec i sierpień. Zachwalają wtedy przyrodę, parki narodowe i temperatury sięgające 30 stopni.

No cóż, może rzeczywiście tu wrócimy?
Zobacz także:
- Ile pali nowy Citroën C5 Aircross 1.2 Hybrid na autostradzie? Sprawdziliśmy to przy 140 km/h. Jest też jedna zaskakująca wada
- Droższe paliwo to nie chwilowy problem. Jak zmniejszyć wydatki na stacjach?














