Były szef marki Citroën powiedział brutalną prawdę o motoryzacji. Kształt tego co dzieje się w Europie, to wina i polityków i firm. Jego słowa były szczere, ale dopiero wtedy gdy odszedł ze stanowiska.
Wczoraj opublikowaliśmy wywiad z Vincentem Cobee. Ma w sobie coś niezwykle rzadkiego w dzisiejszej debacie o europejskiej motoryzacji: brutalną szczerość człowieka, który już niczego nie musi udowadniać, niczego nie musi bronić i niczego nie musi „sprzedawać”. To głos byłego insidera — człowieka, który przez dwie dekady widział od środka trzy wielkie kultury przemysłu: japońską, francuską i globalnie scentralizowaną strukturę koncernu. I który sam prowadził jedną z najbardziej ikonicznych marek Europy.
Z jego diagnozy przebija jedno: Europa sama podcięła gałąź, na której siedziała. Nie dlatego, że nie umiała produkować, tylko dlatego, że uwierzyła w fałszywą narrację o „końcu przemysłu” i nieskończonych możliwościach outsourcingu. Cobee pokazuje, że problem nie zaczął się wczoraj — ciągnie się od dwóch dekad. A dziś, gdy globalizacja zaczyna pękać, wraca jak bumerang. I uderza w najbardziej symboliczny sektor europejskiej gospodarki — motoryzację.
Najbardziej niepokojące w tym wywiadzie jest to, że Cobee nie widzi winnych na zewnątrz — nie obwinia Chin, nie obwinia Ameryki. Mówi jasno: to brak przywództwa, odwagi i strategicznej wyobraźni po stronie Europy oraz jej własnych producentów doprowadził do obecnej sytuacji. To najbardziej bolesne zdanie całej rozmowy — bo zdejmuje z nas wygodną wymówkę.
Jednocześnie nie ma w jego słowach ani grama defetyzmu. Jest za to konkretna, praktyczna wizja: lekkie, proste, lokalnie produkowane auta elektryczne, oparte o recykling i ekonomię obiegu zamkniętego. To alternatywa zarówno dla ciężkich elektryków z gigantycznymi bateriami, jak i dla tanich importów zależnych od zagranicznych łańcuchów dostaw.
Europa — jak mówi Cobee — może wygrać, ale pod warunkiem, że przestanie grać w grę, którą ktoś inny wymyślił.
To wywiad ważny nie tylko dla ludzi branży. To rozmowa o tym, jaką Europę chcemy mieć: produkcyjną czy konsumpcyjną; pewną siebie czy naiwną; nowoczesną naprawdę czy tylko deklaratywnie. Cobee przypomina, że przemysł nie jest przeżytkiem — jest fundamentem dobrobytu i suwerenności. I że czas wrócić do rozmowy, której przez lata nie chcieliśmy prowadzić.
Bo jak pokazuje europejska motoryzacja — rachunek za zaniechania właśnie nadchodzi.






