Parę tygodni temu Wydawca sugerował mi, bym napisał artykuł o aktualnej sytuacji na rynku paliw. Chodzi, rzecz jasna, nie o głęboką analizę, bo na tym się nie znam, od tego są eksperci, ale o sprawdzenie, jak się mają ceny na stacjach do cen ropy. Co ciekawe wczoraj w tej samej sprawie napisał do mnie maila jeden z naszych Czytelników. Ostatnio wprawdzie mam niewiele czasu, ale zmobilizowany w ten sposób postanowiłem jednak przy weekendzie poświęcić trochę czasu i sprawdzić, jak sprawa wygląda. A odniosę się do tego poprzez ceny na Orlenie – przykładowej stacji największego gracza na rynku detalicznym w Polsce.
Na Orlenie, bo z jednej strony mamy tu do czynienia z koncernem, który jest praktycznie monopolistą na rynku hurtowym paliw w Polsce, z drugiej zaś strony, jak wspomniałem przed chwilą, jest też największym „udziałowcem” rynku detalicznego – ma najwięcej stacji ze wszystkich podmiotów. Ceny na Orlenie są, rzecz jasna, różne w zależności od lokalizacji, ale wszystkie dotychczasowe moje artykuły opublikowane pod tym tagiem odnosiły się do jednej, konkretnej stacji, działającej w moim mieście. Orlen ma u nas trzy stacje.
Aktualne ceny na Orlenie w tej konkretnej lokalizacji, to 5,99 zł/l w przypadku benzyny bezołowiowej 95-oktanowej i 6,06 zł/l oleju napędowego. Na innej, „markowej” stacji (Shell) ceny są praktycznie takie same. Lokalni gracze są zwykle nieco tańsi (acz ostatnio niewiele), co wynika m.in. ze znacznie mniejszych budynków, braku programów lojalnościowych, ograniczonej liczby usług itp.
Aktualna cena ropy naftowej na rynkach światowych (gatunek Brent), to wg money.pl 61,38 USD za baryłkę. W ostatnim miesiącu ceny były generalnie wyższe – średnia za ostatnie 30 dni, to 67,9 USD za baryłkę, przy czym 25. września cena osiągnęła pik o wartości 69,67 USD za baryłkę. Wtedy ceny na Orlenie były wyższe, niż obecnie, ale nie zanotowałem ich poziomu.

Po serii artykułów na temat cen przed mniej więcej trzema laty nawet myślałem, czy nie notować sobie aktualnych cen ropy oraz cen na Orlenie – żeby mieć po paru latach materiał do analizy. Jak zwykle temat rozbija się o brak czasu, a poza tym nie zawsze jestem na miejscu, by te ceny na Orlenie sprawdzać. Chyba, że będę zapisywał to np. co tydzień, co dekadę, albo raz w miesiącu.
Ale wróćmy do tego, co aktualnie dzieje się na rynku i jak to się ma do wspomnianej serii artykułów z 2022 roku, w których wieszałem psy na ówczesnych władzach kraju i Orleniu za pazerność.
Dla przykładu – 10. maja 2022 roku ceny na Orlenie jeśli chodzi o benzynę sięgały poziomu 6,92 zł/l przy cenie ropy na runkach światowych wynoszącej 105 USD za baryłkę. Dziś ropa Brent jest dużo tańsza, a cena niższa o niespełna złotówkę na litrze. Można więc łatwo powiedzieć, że dopiero dzisiejsze rządy, to nas łoją. I owszem, taki wniosek nasuwa się sam. Ale nie jest to takie oczywiste.
Miesiąc przed wspomnianą publikacją powołałem się na Agencję Reuters, która napisała wówczas o dynamicznym wzroście marży rafineryjnej i zysku PKN Orlen. Pisali wprost: „zysk PKN Orlen z rafinacji wzrósł w marcu do 39,3 USD za baryłkę”. Reuters dowodził, że to praktycznie pięciokrotny wzrost tego zysku.
Ale jednocześnie Orlen przyznawał się do tego, iż połowa przetwarzanej przez koncern ropy wciąż pochodziła z Rosji. Mowa o ropie Ural, która była wówczas duuużo tańsza od Brent.
Pisałem wówczas tak: „Rosja daje duże rabaty wszystkim, którzy chcą kupować jej ropę, bo zapotrzebowanie na nią w skali świata wyraźnie spadło. Australia, Wielka Brytania, Kanada i Stany Zjednoczone wprowadziły kategoryczne zakazy zakupu rosyjskiej ropy po inwazji Moskwy na Ukrainę, ale Unia Europejska pozostaje w tej kwestii podzielona. A w zasadzie nie tyle podzielona, co w dużej mierze wciąż uzależniona od ropy rosyjskiej. Trwają gorączkowe prace nad zorganizowaniem dostaw z innych kierunków, ale nie jest to łatwe ani szybkie do przeprowadzenia”.
PKN połowę przetwarzanej ropy importował w bardzo wówczas niskich cenach z Rosji, a mimo to ceny na Orlenie, jeśli chodzi o paliwa, były wysokie. Dziś po rosyjskiej ropie w instalacjach Orlenu nie ma (chyba) śladu, a ceny na stacjach są niższe, niż wiosną 2022 roku. Spadły, jak wcześniej pokazałem, ceny ropy Brent na rynkach światowych, co pomaga w utrzymaniu niższych cen paliw gotowych. Ale…
Jak zwykle musi być jakieś „ale”. Składowych cen produktów gotowych, w tym także paliw, jest mnóstwo. W przypadku benzyny i oleju napędowego duży wpływ na cenę ma kurs dolara. Aktualnie średni kurs NBP wynosi 3,6388. Wspomnianego wcześniej 10. maja 2022 roku wynosił 4,4223. Było to raptem 2,5 miesiąca po agresji Rosji na Ukrainę i rynek walutowy był wciąż bardzo niepewny. Oznacza to, że baryłka ropy Brent kosztowała na światowych rynkach równowartość 464,34 zł.
Dziś kosztuje ona wspomniane 61,38 USD, czyli równowartość 223,35 zł. To praktycznie połowa tego, co w maju 2022 roku! Węszycie niezły wałek? Tak to wygląda…
Ale są jeszcze inne składowe. Na przykład wynagrodzenia. W maju 2022 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 6.399,59 zł. Dziś (dane za sierpień) jest to 8.769,08 zł brutto. O 37% więcej. Z kolei najniższe wynagrodzenie w maju 2022 roku sięgało 3.010 zł brutto, zaś we wrześniu 2025 roku wynosiło 4.666 zł brutto. Tu mamy wzrost o aż 55%. A to są koszty dla całego sektora, które przekładają się na ceny na Orlenie. W rafineriach, transporcie, sprzedaży detalicznej. Zresztą nie tylko na ceny na Orlenie, ale wszędzie.
To jeszcze nie wszystko. Znacząco wzrosły w okresie tych mniej więcej 3,5 roku ceny gazu ziemnego i prądu, które są wykorzystywane w procesie rafinacji ropy naftowej. To też miało niemały wpływ na ceny na Orlenie (oraz ceny szeregu innych produktów na rynku). Wszystko to (i jeszcze wiele innych rzeczy) przez kilka lat na przełomie drugiej i trzeciej dekady XXI wieku znacząco napędziło nam inflację oraz zdeprecjonowało złotówkę w stosunku do dolara. Dziś nasza waluta jest silniejsza, inflacja niższa, a ceny na Orlenie… spadły niewiele, bo raptem – od omawianego maja 2022 – o jakieś 15%.
Tyle, że 3,5 roku temu Orlen miał znaczący bufor zysków w postaci rosyjskiej ropy Ural stanowiącej wówczas – przypomnijmy – mniej więcej połowę przetwarzanej przez PKN ropy. Dziś z tego surowca Orlen już nie korzysta (za to ma do dyspozycji tańszą ropę Brent), więc dla utrzymania poziomu przychodów (nie wiem, jak z zyskami) w warunkach wyższych płac, wyższych cen prądu i gazu, zapewne znacząco bardziej nie może opuścić cen detalicznych. Acz to tylko moje gdybanie.

Bardzo bym chciał, żeby ceny paliw w Polsce były niższe. Tylko realnie dziś za przeciętne wynagrodzenie (przypominam, to w sierpniu było 8.769,08 zł) możemy kupić niemal 1.464 litry benzyny, zaś w maju 2022 roku (6.399,59 zł) kupilibyśmy niecałe 925 litry. To znaczy, że siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosła – w odniesieniu do ceny detalicznej benzyny 95-oktanowej – o przeszło 58%.
Pozostaje jeszcze kwestią otwartą to, kto osiąga przeciętne miesięczne wynagrodzenie. Ale policzmy taki sam wskaźnik dla najniższego miesięcznego wynagrodzenia brutto. 3,5 roku temu kupilibyśmy za nie prawie 435 litrów benzyny, a dziś byłoby to prawie 779 litrów. Niemal 80% więcej!!! Przyznam się szczerze, że dopóki nie zacząłem tego liczyć, nie sądziłem, że wyjdzie aż taka różnica! Ale matematyka jest nie tylko piękna, ale i nieubłagana ;-)
Ceny na Orlenie są więc zapewne trochę dalekie od oczekiwań wielu z nas, ale dziś chyba bardziej ekonomicznie uzasadnione, niż 3,5 roku temu. A przecież benzyna potrafiła w tamtych czasach kosztować nawet w okolicach 8 zł za litr! OK, przy piku cenowym ropy na giełdach światowych, ale do poziomu „tylko” ok. 120 USD za baryłkę.
Ceny na Orlenie
Krzysztof Gregorczyk










