Chat with us, powered by LiveChat

Citroen C4 Aircross na antypodach dzień 5 – w cieniu Mount Doom

2 18

Nowy Citroen C4 Aircross i blisko 600 kilometrów w trasie, kilka najpiękniejszych gór na wyspie północnej, a na deser największe jezioro w Nowej Zelandii – tak wyglądał piąty dzień przygody w Nowej Zelandii. Na liczniku samochodu jest już ponad 2100 kilometrów, wszystko po to , by przekonać się, czy ten Citroen sprawdza się w roli pojazdu na wakacyjne wyjazdy.

Nasza podróż po Nowej Zelandii:

Citroen C4 Aircross

Dzisiaj wyjazd wcześnie rano. Do pokonania prawie 300 kilometrów do Mount Taranaki, czynnego wulkanu, który znajduje się na zachodnich krańcach północnej wyspy w Nowej Zelandii. Góra wygląda imponująco, stojąc samotna w dość płaskim terenie. Obowiązkowa sesja zdjęciowa z samochodem i czas ruszyć dalej, jedną z najbardziej chyba malowniczych tras w Nowej Zelandii – Forgotten World Highway.

Wyobraźcie sobie drogę, na której ktoś pościągał zakręty z całego świata i rozmieścił je na mniejszych i większych wzniesieniach. I tak kilkadziesiąt kilometrów. Zakręt, na dół, zakręt, do góry, zakręt, zakręt, zakręt, zakręt. Lewo, prawo, lewo, prawo. Gdyby coś takiego miało miejsce w jakimś kraju z monotonnym krajobrazem, to kierowca by zapewne usnął. Ale nie tutaj – Forgotten World Highway to gratka dla miłośników żywej i soczystej zieleni, przynajmniej o tej porze roku. Krajobraz za oknem samochodu zmienia się co kilkanaście minut. Od swojskich widoków w stylu Tatr czy Bieszczadów po tropikalną dżunglę, przez którą prowadzi wąska szutrowa droga, na szczęście mało uczęszczana. Cała trasa ma łącznie 150 kilometrów, ale ta najbardziej kręta część nie przekracza 50. Jedzie się tam kilka godzin. Prawdziwy egzamin dla samochodu.

2013-11-25 12.33.12Citroen C4 Aircross radzi sobie w takich warunkach doskonale. Nadwozie podczas dynamicznej jazdy nie przechyla się, szerokie opony pewnie trzymają się asfaltu a na szutrze tor jazdy koryguje elektronika. Pierwszy raz pomarańczowa kontrolka ESP świeciła się prawie non-stop, szybki przejazd po drobnych kamyczkach był okazją do sprawdzenia, że ten system bywa naprawdę przydatny. Gdyby jeszcze auto miało 4×4, wtedy byłby to szczyt szczęścia ;-) A tak, przedzierając się przez dżungle, wąskie mostki o szerokości jednego pasa a nawet jeden tunel, którego szerokość była większa od szerokości Citroena ze złożonymi lusterkami o jakieś 20 centymetrów, samochód udowadniał swoją przydatność.

Mimo trudnych warunków drogowych spalanie samochodu nie wzrosło. Uparcie trzyma się na poziomie 8,5 litra na 100 kilometrów. Auto na pewno będzie musiało przejść solidną kąpiel na myjni, bo pył i owady zdążyły po kilkudziesięciu kilometrach osadzić się na karoserii a w takich warunkach trudno o dobre zdjęcia. Przy okazji ciekawostka, w Nowej Zelandii nie udało mi się spotkać typowej ręcznej myjni czy choćby myjki ciśnieniowej. Dostępne są – i to dość rzadko – myjnie automatycznie. Luksusowe mycie samochodu to koszt 16 dolarów.

2013-11-25 17.13.10Po tych atrakcjach nastąpiło kolejne przywitanie z wulkanami. Tym razem Mount Doom z Władcy Pierścieni, położona pośrodku pustynnego i jakby wyjałowionego krajobrazu a obok dwa inne szczyty – to jeden z najpiękniejszych parków narodowych Nowej Zelandii. Nic dziwnego, że Peter Jackson użył tej okolicy zarówno w pierwszej trylogii jak i w Hobbicie, chociaż za drugim razem nie latały tu Nazgule ;-) Okolica jest posępna i smutna nawet w pełnym słońcu, skojarzenia z krainą Mordor są więc jak najbardziej na miejscu. Co ciekawe, na pustyni odbywają się ćwiczenia wojskowe i liczne tablice ostrzegają by nie zjeżdżać z drogi głównej.

Wizyta u Saurona pod Górą Przeznaczenia zakończona, czas na największe jezioro w Nowej Zelandii, Taupo. Leży ono w zagłębieniu po erupcji wulkanicznej. Jest ogromne, długość to blisko 50 kilometrów a szerokość 33 kilometry. Jazda samochodem wzdłuż obu brzegów uświadamia ten ogrom, wydaje się, że nie ma końca, a na lokalnej drodze ten przejazd trwa ponad godzinę. Jezioro, oprócz niewątpliwych walorów turystycznych, jest również ważnym elementem lokalnej gospodarki, odławia się tutaj ogromne ilości pstrągów.

2013-11-25 17.22.18 (1)Trochę o gospodarce i zarobkach – najmniejsze wynagrodzenie w Nowej Zelandii wynosi, według rządowych raportów, około 20 tysięcy dolarów rocznie. Tyle zarabiają między innymi pracownicy w fabrykach, przewodnicy, opiekunki do dzieci czy recepcjonistki. Minimalna stawka podatku to 17,5%. Maksymalne zarobki notowane jako wynagrodzenie osiągane są w sektorze IT i sięgają ponad 200 tysięcy dolarów. Oczywiście podatek jest wtedy również wyższy i wynosi 33%. Listę zawodów, które są poszukiwane w Nowej Zelandii, łatwo znaleźć na stronie urzędu imigracyjnego

I tak minął kolejny dzień w Nowej Zelandii – kraju pięknym i zróżnicowanym. Licznik Citroena pokazuje już 2200 kilometrów a to oznacza również, że powoli zbliża się koniec tej niezwykłej wyprawy tym samochodem.

Jutro Rotoura i jego wulkaniczne atrakcje a w kolejnych dniach czas wrócić na wybrzeże i skorzystać z uroków oceanu.

Dziękujemy firmie Citroen za udostępnienie samochodu Citroen C4 Aircross.

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
1 Wątki komentarzy
1 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
2 Autorzy komentarzy
gigant2009Vifo Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vifo
Gość
Vifo

Te zakręty to coś dla mnie, może pomyślę i popłynę ;-)

gigant2009
Gość
gigant2009

Polecam Korsykę i Sardynię zawsze to bliżej i można ruszyć swoim autem.
Niezapomniane wrażenia drogowe. ;)
Nowa Zelandia jak na razie trochę za daleko, ale po objeździe Turcji Peugeotem ja udałem się swoją LIII na przetarty szlak. Zachęcił mnie min. cykl artykułów (zmieniłem trochę trasę i zabrałem wydruki artykułu ze sobą)