Citroën SM? Od momentu gdy zdobyłem prawo jazdy prowadziłem setki samochodów – klasyków, nowoczesnych maszyn, prawdziwych ikon i zupełnych przeciętniaków. Czasem jest tak, że przez dekady podziwiasz jakiś model, oglądasz go na zdjęciach, marzysz… a gdy wreszcie uda ci się zasiąść za kierownicą, to wszystko pryska – oczekiwania nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Ale są też takie auta, które – mimo lat, legend i emocji – nie zawodzą. Dla mnie takim samochodem jest SM.
Citroën SM to czysta magia. Nie zawodzi nigdy i nigdzie. Jest komfortowy, piękny, unikalny, niezwykły, cudowny, mocny, szybki. I zawsze się wyróżnia.
Zobacz: testy samochodów Citroën

Gdy pojawił się w 1970 roku, jeszcze nie było mnie na świecie. Doskonale za to pamiętam pierwszy raz gdy go widziałem, jak pewnego dnia jeden z nich majestatycznie przejechał przed hotelem w Paryżu, w którym mieszkałem. To było jak pojawienie się pojazdu z innej planety. Niski, opływowy, tajemniczy. Zakochałem się w nim od pierwszego spojrzenia – dla mnie to był symbol wszystkiego, co futurystyczne, eleganckie i absolutnie niedostępne. Wiele lat później miałem okazję wsiąść za kierownicę SM-a. I… nie rozczarował mnie ani przez chwilę. Wręcz przeciwnie – okazał się dokładnie tym, czego się spodziewałem. Nawet więcej.

Jazda nim nie przypomina prowadzenia żadnego innego samochodu. To nie jest klasyczne „prowadzenie” – to unoszenie się. Hydropneumatyczne zawieszenie w połączeniu z doskonałym wyciszeniem i idealnym wyważeniem daje poczucie, jakbyś nie dotykał asfaltu. To nie metafora – to realne wrażenie. Przy prędkości 160 km/h czujesz się równie spokojnie, co podczas leniwej jazdy po bocznej drodze. A przecież ten samochód osiąga 228 km/h – dzisiaj może nie robi to wrażenia aż takiego jak kiedyś, ale … nadal robi.

Design SM-a wciąż wygląda nowocześnie. Linia nadwozia, przód z osłoną reflektorów pod szkłem, tylne błotniki schodzące w łagodny łuk – to rzeźba, nie samochód. SM był nazywany Concordem na kołach i trudno o trafniejsze porównanie. Tak jak tamten supersoniczny samolot, Citroën SM był wyrazem marzenia o przyszłości – odważnego, bezkompromisowego, nieprzystającego do ówczesnych norm. Czy jest skomplikowany? Oczywiście. Czy wymaga regularnej i troskliwej obsługi? Bez dwóch zdań. Czasem trzeba coś poprawić, coś zmodyfikować, w czymś pomóc francusko-włoskiej mechanice. Ale nagroda? Nagroda jest bezcenna. Żaden inny samochód nie oferuje takiej kombinacji stylu, komfortu i technicznej ekstrawagancji.

Zbudowano zaledwie 13 tysięcy egzemplarzy. Produkcja zakończyła się w 1975 roku – zbyt wcześnie jak na tak wizjonerską konstrukcję. I choć Citroën na tym projekcie fortuny nie zrobił, to stworzył coś znacznie bardziej wartościowego: ikonę odwagi, która po dziś dzień zachwyca każdego, kto ma szczęście choć przez chwilę usiąść za jej kierownicą.

Citroën SM to samochód z czasów, gdy indywidualność nie była modnym sloganem, lecz realną przestrzenią do działania. Gdy producenci potrafili być ekscentryczni, odważni i zupełnie nieprzewidywalni. I choć te czasy już minęły, SM przypomina mi, że w motoryzacji – jak w życiu – najpiękniejsze rzeczy powstają nie wtedy, gdy się kalkuluje, ale wtedy, gdy się marzy.

Zakup jest kosztowny, utrzymanie jest kosztowne. Ale warto. Zawsze warto!










