Przez ostatnie lata w Polsce często słyszeliśmy, że wszystko drożeje i że nowe samochody stają się dobrem coraz trudniej dostępnym. To prawda tylko częściowo. Bo jeśli spojrzeć nie na same ceny katalogowe, lecz na to, ile przeciętnych pensji trzeba było wydać na zakup auta, obraz robi się dużo ciekawszy. Dane GUS pokazują, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 2.380,29 zł w 2005 roku, 2.477,23 zł w 2006 roku, 2.943,88 zł w 2008 roku i 8.181,72 zł w 2024 roku. To właśnie na tym tle najlepiej widać, jak zmieniła się realna dostępność samochodów.
Dobrym przykładem jest Citroën C3. W2005 roku pisaliśmy, że Citroën C3 Furio zaczynał się od 35.500 zł. Według opublikowanego przez serwis polskiego cennika na 2026 rok, nowy Citroën C3 Turbo 100 KM w wersji YOU kosztuje 69.900 zł. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak ogromna podwyżka. Ale kiedy przeliczymy to na przeciętne wynagrodzenie, okaże się, że w 2005 roku zakup takiego auta oznaczał wydatek równy około 14,9 przeciętnej pensji, a dziś około 8,5 przeciętnej pensji. Innymi słowy: nominalnie auto jest droższe, ale dla przeciętnie zarabiającego Polaka jest relatywnie bardziej osiągalne niż dwie dekady temu.
Jeszcze ciekawiej wygląda Dacia Sandero, czyli model, który od początku budował swoją pozycję prostotą i ceną. W 2009 roku pisaliśmy, że Sandero Access 1.4 75 KM z rocznika 2008 kosztowało po rabacie 26.500 zł. W kwietniu 2026 roku bazowe Dacia Sandero TCe 100 essential kosztuje 63.900 zł. Różnica nominalna jest duża, ale w relacji do wynagrodzeń już nie tak dramatyczna: w 2008 roku było to około 9 przeciętnych pensji, dziś to około 7,8 przeciętnej pensji. To znaczy, że także w przypadku Dacii przeciętny pracownik w Polsce ma dziś większą siłę nabywczą niż kilkanaście lat temu.
Podobny wniosek płynie z porównania Peugeot 207 i dzisiejszego Peugeota 208. W maju 2006 roku informowaliśmy, że Peugeot 207 zaczynał się od niecałych 41.000 zł. W nowszym zestawieniu cen publikowanym przez nas Peugeot 208 został pokazany z ceną od 77.330 zł. To oznacza, że w 2006 roku bazowy model segmentu B od Peugeota kosztował około 16,6 przeciętnej pensji, a dziś około 9,5 przeciętnej pensji. Różnica jest bardzo wyraźna i dobrze pokazuje, że sam wzrost ceny katalogowej nie dowodzi jeszcze spadku dostępności auta.
Tak samo można spojrzeć na Renault Clio. Francuskie.pl informowało jesienią 2005 roku, że Clio Storia startowało od 31.900 zł, a przy okazji wejścia nowego Clio III pisało o cenie od 39.900 zł. W styczniu 2026 roku bazowe Renault Clio VI TCe 115 evolution wyceniono na 84.900 zł. Nawet przy ostrożnym porównaniu widać, że dziś bazowe Clio kosztuje mniej przeciętnych pensji niż dawniej: około 10,4 pensji wobec około 13,4–16,8 pensji zależnie od tego, czy punktem odniesienia jest Clio Storia czy nowe Clio III z 2005 roku.
Oczywiście takie porównanie wymaga jednego ważnego zastrzeżenia: nie zestawiamy identycznych produktów. Dzisiejsze auta segmentu B są większe, cięższe, lepiej wyposażone, znacznie bezpieczniejsze i pełne systemów, o których w połowie lat 2000. można było co najwyżej marzyć albo dopłacać za nie w pakietach.
Nie ma co jednak ukrywać, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Przeciętne wynagrodzenie nie jest idealnym wskaźnikiem ekonomicznym i dochodzą jeszcze inne czynniki, ale to już temat na poważniejsze opracowanie ekonomiczne.






