Nie każdemu się spodoba. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie z przekąsem: to tylko francuz. Ale dla mnie Peugeot 206 to coś znacznie więcej niż zbiór parametrów. To najlepiej sprzedający się model w historii marki Peugeot, ale ta liczba nie wzięła się znikąd. 206 nie próbował nikogo naśladować. Od początku był sobą – wyrazisty, rozpoznawalny, z własną linią i osobowością. W czasach, gdy wiele samochodów zaczynało wyglądać podobnie, on miał twarz, którą pamięta się latami.
Byłem jeszcze bardzo młody (a patrząc na wiek kolegów z redakcji to chyba nawet nadal jestem), gdy po raz pierwszy naprawdę zwróciłem na niego uwagę. I od tamtej chwili coś się wydarzyło. Peugeot 206 wywoływał emocje, których nie potrafiło dać wiele innych aut. Nie chodziło o prędkość, przyspieszenie czy dane katalogowe. Chodziło o wrażenie, o to nieuchwytne coś, które sprawia, że chcesz spojrzeć za siebie, gdy zaparkujesz.

Z czasem stał się dla mnie czymś więcej niż samochodem z ulicy. Mam go na koszulce. Mam go w postaci kilku modeli. Jest obecny w codziennych drobiazgach, w pamięci, w skojarzeniach. Peugeot 206 to auto, które nie musi się nikomu tłumaczyć. Był pierwszym samochodem marzeń dla tysięcy ludzi, pierwszym własnym autem, symbolem młodości, wolności i niezależności. Dla jednych zwykły hatchback, dla innych fragment życia.
Ma ponadczasową formę. Projekt jest idealnie proporcjonalny. W środku to oczywiście inny świat, ale w pełni funkcjonalny. Ma mnóstwo wersji nadwozia i mnóstwo silników. A do tego jest piękny. Dlatego właśnie zakochałem się w Peugeot 206. Bo są samochody poprawne, i są samochody, które zostają w sercu.






