Luksusowy DS 9 marki DS Automobiles to limuzyna o długości blisko 5 metrów. Posiadany przez nas samochód ma benzynowy silnik o mocy 225 KM a na kołach opony całoroczne Michelin Crossclimate 2. Korzystając z wakacyjnego czasu postanowiliśmy pojechać nim w nieco dłuższą trasę w gronie redakcyjnym.
To część serii artykułów, w których opisujemy podróże po Europie Południowej DS 9:
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część I. Zaczynamy długodystansowy test limuzyny
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część II. W krainie ciepła i komfortu flagowej limuzyny.
- Test DS 9 na północnym wyprzedazu Adriatyku – część III. Weneckie przygody z DS Automobiles
Jak już wiecie, postanowiliśmy zabrać redakcyjnego DS 9 w dłuższą trasę. Do tej pory samochód pokonywał co najwyżej kilkusetkilometrowe odcinki w Polsce, a że mamy lato, do tego w Polsce pogodowo takie sobie, więc uznaliśmy, że to dobra okazja, by wyruszyć gdzieś dalej.
Szybka decyzja – ruszamy
Na dobrą sprawę podjęliśmy decyzję niemalże z dnia na dzień. Postanowiliśmy odwiedzić Włochy, a konkretnie ich część położoną nad północnym Adriatykiem. Zapadła szybka decyzja dokąd jedziemy, skompletowaliśmy 5-osobowy skład i po krótkich przygotowaniach zapakowaliśmy bagażnik DS 9 „po kokardę”
Limuzyna, która ma prawie 5 metrów długości
DS 9 to samochód tak naprawdę z pogranicza segmentów D i E. Czy da radę na dobrze ponad tysiąckilometrowej trasie przewieźć 5 dorosłych osób w komfortowych warunkach? Czy pasażerom kanapy będzie wygodnie? Zwłaszcza, że z przodu siadło dwóch facetów, jeden wprawdzie tylko 181-centymetrowy, ale za to ważący 100 kg, zaś drugi lżejszy, za to 192-centymetrowy.
DS 9 rusza z Kraśnika na południe. Tam musi być jakaś cywilizacja
Wyjechaliśmy z naszego rodzinnego Kraśnika wczesnym rankiem zatankowanym pod korek samochodem. Pojechaliśmy drogą ekspresową S19 do Rzeszowa, gdzie wskoczyliśmy na A4-kę, którą – po zaliczeniu odcinka między Krakowem i Katowicami (płacąc za niego 2 razy po 17 zł korzystając z aplikacji AutoPay, dzięki czemu praktycznie nie staliśmy na bramkach) – dojechaliśmy do śląskiego węzła z A1-ką.
Coś ten dystrybutor… nie tak?
Zatrzymaliśmy się na stacji paliw sieci, z której korzystam niemal zawsze, przy tej trasie po przejechaniu niemal 400 km. Tam zatankowałem do baku 38 litrów bezołowiówki, co mnie mocno zdziwiło, bo oznaczałoby to, iż zużywaliśmy niemal 10 l/100 km. Komputer pokładowy pokazywał wówczas bodajże 7,3 l/100 km. I to jest wartość, która jest znacznie bliższa temu, z czym miałem do czynienia jeżdżąc DS 9 już parę tygodni wcześniej! Nie chcę rzucać na stację cienia, ale dobrze byłoby sprawdzić, jak to jest z ich dystrybutorami… Dobrze, że chociaż cena była rozsądna.

Czechy i Austria w mgnieniu oka
Pojechaliśmy przez Czechy i Austrię (dzień przed wyjazdem kupiłem na oba kraje winietki korzystając z aplikacji AutoPay) zatrzymując się – jak zawsze, gdy tamtędy jadę – w kompleksie obsługi turystów za Klagenfurtem. Mają tam samoobsługową restaurację, lokal dość znanej fastfoodowej burgerowni, sieciowy hotel, stację paliw Eni (bardzo drogą, benzyna i olej napędowy w cenie 1,99 euro z litr!) i sklepik z pamiątkami, napojami i przekąskami. Miejsce jest popularne, ale parking mają duży, więc pewnie uda się Wam zaparkować.

Nie tankowaliśmy w takich cenach – jeszcze nie musieliśmy, spalanie spadło już wówczas poniżej 7,0 l/100 km, a komputer pokazywał, że mamy sporą szansę dotrzeć do miejsca docelowego bez uzupełniania benzyny!
Zatłoczone drogi
Droga przez Austrię była zatłoczona, szczególnie między Wiedniem i Graz, ale później sytuacja się poprawiła. Na południe jechało mnóstwo samochodów na polskich numerach rejestracyjnych – widać, że pogoda w kraju zmusiła niektórych do wybrania destynacji z aurą gwarantowaną. To samo zrobiliśmy wszak my.
DS 9 okazał się samochodem komfortowym, bezpiecznym i mocno wspomagającym. Gdzieś za Wiedniem zmieniliśmy się za kierownicą z Redaktorem Siedlarzem i on już dojechał na miejsce naszego wypoczynku. Przejechaliśmy niemal 1.300 km zużywając średnio 6,8 l/100 km. I faktycznie do samego Bibione nie zatankowaliśmy. Przyznać jednak trzeba, że DS 9 na ostatnich 100 kilometrach dość znacząco zaczął zmniejszać deklarowany dystans możliwy do pokonania na pozostałym w baku paliwie. Nawet wtedy, gdy już zjechaliśmy z autostrady.
Mapy sugerują stacje
Naturalnie nawigacja, której mapy aktualizowałem kilka dni przed wyjazdem, od razu sugerowała nam najbliższe stacje paliw, co jest bardzo przydatną funkcją. Po drodze DS 9 regularnie przypominał nam też o tym, że powinniśmy się zatrzymać na odpoczynek i może jakąś kawę, a w razie podjęcia takiej decyzji – pozwalał wybierać na nawigacji określone miejsca, w których taki odpoczynek można by było zrealizować.
DS 9 wyposażony jest w szereg funkcji wspomagających prowadzenie, w tym tempomat adaptacyjny, utrzymanie pasa ruchu, czujniki martwego pola, dookólne kamery, trójstrefową klimatyzację, podgrzewane i – co bardziej nas interesowało – wentylowane fotele, a także funkcję masażu na obu miejscach z przodu. To naprawdę komfortowy samochód. W trasie bardzo przydaje się system ostrzegania o fotoradarach i odcinkowych pomiarach prędkości, których zarówno w Austrii, jak i we Włoszech nie brakuje.

Miejsca siedzącym z tyłu trzem kobietom nie brakowało – w zasadzie przydałaby się tylko regulacja kąta pochylenia kanapy, ale tego w sedanach tej klasy nie znajdziemy zbyt często. Możliwość regulowania nawiewu na tył też jest fajna. Miejsca na nogi wystarczy nawet dla wysokich osób, podobnie nad głowami. Redakcyjny DS 9 ma również elektrycznie otwierany szklany dach, który można przysłonić również elektrycznie sterowaną roletą.
W Bibione pogoda jest wspaniała – dobrze ponad 30°C, bezchmurne niebo i ciepłe morze, przy którym do dyspozycji są baaardzo szerokie plaże. Ceny paliw we Włoszech oscylują wokół 1,75 euro za litr (olej napędowy jest nieco tańszy), chyba, że wybierzecie jakąś bardzie lokalną stację, pewnie też sieciową, ale tutejszą. My tankowaliśmy na stacji Eni (dawniej Agip) za 1,779 euro za litr. Nieco drożej, ale jeszcze znośnie.
Krzysztof Gregorczyk










