Nasza flagowa limuzyna marki DS Automobiles czyli DS 9, wyposażona jest w znakomity silnik 1.6 PureTech 225 KM współpracujący ze skrzynią EAT8. Samochód wyposażyliśmy też w bardzo dobrze współgrające z komfortowym aktywnym zawieszeniem całoroczne opony Michelin Crossclimate 2. W gorącym klimacie sprawują się dobrze. A my jedziemy na południe.
Nie jest tak, że zabraliśmy DS 9 tylko po to, żeby nas zawiozło na wakacyjny wypoczynek. Leżenie na plaży jest fajne, ale my nie z tych, co tylko się smażą na piasku. Dlatego postanowiliśmy trochę pozwiedzać.
To część serii artykułów, w których opisujemy podróże po Europie Południowej DS 9:
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część I. Zaczynamy długodystansowy test limuzyny
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część II. W krainie ciepła i komfortu flagowej limuzyny.
- Test DS 9 na północnym wyprzedazu Adriatyku – część III. Weneckie przygody z DS Automobiles
Od dość dawna miałem ochotę zobaczyć Triest. Nigdy jakoś się nie składało, ale teraz, będąc jakieś 100 km od niego i to licząc wygodnymi drogami, bo w linii prostej, to nawet mniej, postanowiłem ten wieloletni zamiar zrealizować. A że DS 9 odpoczął już po podróży z Polski, więc trzeba było dać mu kolejne zadanie ;-)
Triest to 200-tysięczne miasto położone we wschodnich Włoszech, blisko granicy ze Słowenią. Jest miastem portowym, co nie dziwi, skoro leży nad Adriatykiem. Jak oglądałem z grubsza zdjęcia na Google Maps, to mnie nie rzuciło na kolana, ale rzeczywistość okazała się dużo lepsza! Triest jest ładny, zadbany, i jest to podobno miasto o największej liczbie kawiarni na mieszkańca. Nie mogliśmy więc nie zajrzeć do jednej z nich. Było warto, a przy tym tanio. Za pięć różnych kaw i jeszcze colę zapłaciłem niewiele ponad 16 euro.

Triest jest miastem, które odwiedza sporo turystów, więc w sezonie możecie mieć problem ze znalezieniem miejsca do parkowania. Nam się udało na nabrzeżu Riva del Mandracchio, skąd mieliśmy blisko na Piazza Grande, nad Canal Grande di Trieste oraz pobliskie uliczki. To klimatyczne okolice. Nie wchodziliśmy jednak na wzgórze, gdzie można obejrzeć Castello di San Giusto oraz Cattedrale di San Giusto Martire – katedrę z XIV wieku. Po prostu nie da się zobaczyć wszystkiego w tak krótkim czasie.
A dlaczego? Po prostu planowaliśmy pojechać trochę dalej. Przez Muggię udaliśmy się bowiem do Kopru. Grzechem byłoby nie zajechać do Słowenii, skoro byliśmy tak blisko. A czemu przez Muggię? Z dwóch powodów. Jeden był czysto ekonomiczny – winietka na Słowenię kosztuje niemal 100 zł i niestety gdybyśmy DS 9 pojechali z Triestu drogą szybkiego ruchu, to musielibyśmy ją kupić. Bez sensu na tak krótki odcinek. Drugi powód był estetyczny – po drodze z Muggi do Kopru jest fajny punkt widokowy na całą zatokę przy Trieście.

Ten punkt widokowy znajduje się przy starym kościółku nazywanym przez Włochów Santuario di Muggia Vecchia di Santa Maria Assunta. Sam taras widokowy znajduje się tutaj, a obok znajdziecie parking, który chyba rzadko bywa zatłoczony, a do tego jest bezpłatny. Warto zajrzeć i do kościółka, i rzucić okiem na położony przy nim cmentarz, a fani archeologii powinni zajrzeć do Parku Archeologicznego.
Zaraz potem przekroczyliśmy granicę włosko-słoweńską starym, malutkim przejściem granicznym. Od razu było widać, że asfalt jest bardziej zniszczony, ale to tylko na początkowym odcinku – im dalej w terytorium Słowenii, tym sytuacja się poprawiała. Celem był Koper – portowe miasto zbudowane na miejscu, gdzie już w starożytności znajdowała się grecka osada Aegida. Już w pierwszej połowie X wieku Koper prowadził wymianę handlową z Wenecją (na ten okres są dokumenty, więc niewykluczone, że oba miasta handlowały ze sobą już wcześniej), a w 1035 roku uzyskał prawa miejskie.

Dziś Koper jest jedynym portem handlowym Słowenii. Dojeżdżając do miasta, zwłaszcza od strony północnej, zobaczycie masę parkingów portowych, na których stoją wręcz tysiące samochodów przygotowanych do transportu. W Słowenii działa w zasadzie tylko jedna duża fabryka samochodów należąca do Aliansu Renault-Nissan, ale przez port w Koprze eksportowanych jest wiele samochodów rożnych marek, zapewne z wielu fabryk na Bałkanach i w tej części Europy.
Sam Koper skusił mnie jeszcze w Polsce swoją Starówką, ale miasto okazało się średnio atrakcyjne. Spędziliśmy w nim niewiele czasu. W dodatku sjesta trwa tu chyba dłużej niż we Włoszech, więc ani zjeść się nic nie dało, ani co. Niektóre sklepy były otwarte, więc kupiliśmy jakieś drobne pamiątki i postanowiliśmy wracać.
Zanim jednak opuściliśmy Koper zajechaliśmy na stację paliw. DS 9 wprawdzie jeszcze miał sporo benzyny w baku, ale skoro cena bezołowiowej 95-tki na stacji MOL wynosiła tylko 1,438 euro za litr, czyli o dobrych 30 eurocentów mniej, niż we Włoszech, to szkoda było nie zatankować.

DS 9 z nami na pokładzie wrócił na to samo przejście graniczne w okolicach Muggi, ale nawigacja poprowadziła nas inną drogą do tego miasteczka – bardzo ciekawą, dość stromą, później z jednym szalonym zjazdem, potem z bardzo stromym podjazdem – było świetnie!
Spalanie w DS 9 wzrosło do poziomu 7,0 l/100 km, ale to wciąż bardzo rozsądne zużycie jak na 225-konny silnik benzynowy i samochód wiozący pięć dorosłych osób.
Zanim jednak wróciliśmy do Bibione zajechaliśmy jeszcze do Zamku Miramare mieszczącego się na przedmieściach Triestu. Jest on otoczony fajnymi ogrodami (wstęp jest darmowy), zaś zwiedzanie samego zamku jest płatne. My zajechaliśmy tam DS 9 przed południem, ale nie znaleźliśmy miejsca na zaparkowanie DS 9, więc postanowiliśmy ta wrócić w drodze powrotnej. Tym razem się udało.

Zamku nie zwiedzaliśmy, bo było już za późno, ale udało nam się obejrzeć go z zewnętrz (jest naprawdę malowniczo położony) i szybko rzucić okiem na najbliższe otoczenie. Parking kosztuje 2 euro, ale możecie próbować darmowych opcji na drodze prowadzącej do zamku.
Koszt przejazdu autostradą pomiędzy węzłami Latisana a Triestem, to 4,5 euro. To ok. 62 km, czyli dość podobnie, jak na naszej A4-ce między Krakowem i Katowicami. Za którą płaci się dwa razy po 17 zł, czyli 34 zł, a to blisko 8 euro. I na A4 mamy do czynienia z permanentnym remontem, a tutaj na części tej trasy są po trzy pasy w każdym kierunku…
DS 9 czeka na kolejne wyzwania. Mamy już plany na kolejny wyjazd z Bibione, ale o tym napiszę kolejnym razem.
Krzysztof Gregorczyk















