DS 9 1.6 EAT 225 KM, maksymalne wyposażenie i tysiące kilometrów podróży. Jedziemy naszym flagowym redakcyjnym autem przez Włochy, zapakowani po brzegi w 5 osób i testujemy go dla Was.
To część serii artykułów, w których opisujemy podróże po Europie Południowej DS 9:
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część I. Zaczynamy długodystansowy test limuzyny
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część II. W krainie ciepła i komfortu flagowej limuzyny.
- Test DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część III. Weneckie przygody z DS Automobiles
Będąc nad północnym Adriatykiem grzechem byłoby nie zajrzeć do Wenecji. I nie ma znaczeni, że byliśmy tam już wcześniej (ja nawet kilkakrotnie) – to miasto ma tak wiele uroku i jest tak wyjątkowe, że można je odwiedzać wielokrotnie. Uruchomiliśmy więc 225-konny silnik benzynowy znajdujący się pod maską redakcyjnego DS 9 i ruszyliśmy – z pasażerem na gapę (zdjęcie poniżej) – w mniej więcej 100-kilometrową podróż.

Autostrada na odcinku zaproponowanym przez świeżo zaktualizowane w DS 9 mapy kosztowała bodajże 6,60 euro, oczywiście za przejazd w jedną stronę. W Wenecji dobrze jest sobie zarezerwować parking przez Internet, bo w sezonie letnim pojawia się tam spory problem z miejscami. A skoro jest duży popyt, a mała podaż, to i ceny są wysokie – często parking rezerwuje się na dobę, a koszt takiej przyjemności zbliża się nierzadko do 50 euro!
Można też wybrać inny wariant, który okaże się mniej kosztowny – znaleźć miejsce na którymś z dość licznych parkingów w Mestre, czyli mieście leżącym na stałym lądzie, z którym to miastem Wenecja jest połączona drogowo-kolejową groblą i siecią transportu wodnego. My znaleźliśmy właśnie taki parking, gdzie zostawiliśmy DS 9 na ładnych kilka godzin za 7 auro. Obok parkingu znajdował się przystanek autobusowy, z którego dojechaliśmy do Wenecji za 1,50 euro od osoby. Pamiętajcie, że bilet kupiony w automacie na przystanku na przykład należy „skasować” po wejściu do autobusu na zbliżeniowym czytniku!

W Wenecji w sierpniu jest mnóstwo ludzi. Nie obawiajcie się jednak tych legend, że z kanałów niezbyt przyjemnie pachnie, zwłaszcza latem. To już nie te czasy! Byłem w tym mieście o różnych porach roku i nigdy nie narzekałem na odór z kanałów. Za to na smród papierosów – niestety tak. W ogóle we Włoszech pali się sporo, we wszelkiego rodzaju lokalach gastronomicznych także (tyle, że w częściach zlokalizowanych na dworze). Czy ja palę? Pani kierowniczko, ja nie palę nigdy!
W Wenecji trzeba też uważać na kieszonkowców, o czym ostrzegają liczne naklejki i tabliczki. No ale nic w tym dziwnego – wszak taki tłum kusi wszelkich – jak to określał Twórca Pana Samochodzika, Zbigniew Nienacki – złoczyńców.

DS 9 w Wenecji jest nieprzydatny, jak każdy inny samochód – autem można dojechać tylko na początek tego kompleksu wysp. Jeśli znudzi się Wam chodzenie, możecie wybrać gondolę (to wydatek dobrych kilkudziesięciu euro), albo tramwaj wodny, działający w ramach komunikacji miejskiej. My wybraliśmy się w dłuższą podróż – to już był w zasadzie statek, ale kursujący regularnie, według rozkładu. Popłynęliśmy z okolic Placu Świętego Marka (pirsy są zlokalizowane nieco na wschód od tej wielkiej atrakcji turystycznej) na wyspę Burano.
To mała wysepka o powierzchni nieco ponad 0,2 km² zamieszkana przez nieco ponad 2.500 stałych mieszkańców. Rejsem z przystankami, trochę dookoła, można się tam dostać w mniej więcej godzinę, kurs bezpośredni z przystani F.te Nove trwa niewiele ponad pół godziny. Koszt, to 9,5 euro od osoby za bilet 75-minutowy. Ciekawostką w przypadku wybrania tej drugiej, krótszej linii jest przepływanie obok weneckiego cmentarza – mają na niego przeznaczoną osobną wysepkę San Michele.

Burano przyciąga rzesz turystów – jest taką mini Wenecją z kilkoma kanałami, ale jej najważniejszą cechą są domki pomalowane na bardzo żywe kolory. Oczywiście w rzeczywistości okaże się, że wcale nie wszystkie, a część jest już trochę odrapana i – być może – dotknięta przez zimowe wiatry i sól niesioną przez bryzę. Niemniej jednak warto tu przypłynąć, bo miejsce jest bardzo ciekawe. Łatwo tu też coś zjeść (chyba nie przestrzegają sjesty) i kupić fajne pamiątki.
Na Burano można też popłynąć z Punta Sabbioni, jeśli będziecie na przykład w okolicach Jesolo – tam się da dojechać samochodem praktycznie pod sam przystanek tramwajów wodnych. My jednak wybraliśmy szybkie zwiedzanie Wenecji i wypad na Burano. Z wysepki oczywiście wróciliśmy do Wenecji i przeszliśmy jeszcze innymi zaułkami na Piazzale Roma, gdzie wsiedliśmy w autobus i wróciliśmy w okolice parkingu, gdzie czekał na nas DS 9.

W środku było gorąco, ale na szczęście klimatyzacja w tej limuzynie jest bardzo wydajna, więc dosłownie po 2-3 minutach wewnątrz zrobiło się już bardzo przyjemnie. Nawigacja poprowadziła nas jak po sznurku do Bibione. Na autostradzie znowu była cała masa odcinkowych pomiarów prędkości, którymi niektórzy Włosi zdają się za bardzo nie przejmować. Generalnie jednak ludzie jeżdżą tu przestrzegając limitu 130 km/h z lekkim plusem, który czasem zmniejsza się do 110 km/h.
Bardzo rzadko zdarzają się tu przypadki, by ktoś komuś „siadł na ogonie” i próbował go w ten sposób popędzać. Zdarzył mi się jednak jakiś kierowca w minivanie Mercedesa jechał tuż za tylnym zderzakiem DS 9, ale zignorowałem typa – nie przyspieszyłem ani trochę ponad dozwolony limit i dopiero po wyprzedzeniu samochodu, który miałem z prawej strony, zjechałem na prawy pas. Zwłaszcza, że prędkość pokazywana przez DS 9 idealnie zgadza się (co do kilometra!!!) ze wskazaniami GPS-a.

Powoli kończy się już nasz pobyt w słonecznej Italii. Jutro czeka nas wymeldowanie i powrót do Polski.
Pytaliście, czy widuje się tu samochody marki DS Automobiles. Tak! Widzieliśmy DS 9 na północnym wybrzeżu Adriatyku – część III sporo egzemplarzy DS 7 (także Crossback), kilka DS 4, jedno, czy dwa DS 3 (i mam tu na myśli tę drugą generację, miejskiego crossovera). Ale DS 9 jest tylko jedno – na polskich numerach rejestracyjnych. Innego egzemplarza nie spotkaliśmy nie tylko we Włoszech, ale i na całej trasie. To dość wyjątkowy model. Co w sumie cieszy.
Sprawdź ofertę na samochody DS Automobiles w Polsce
Aha – po obserwacji tutejszego parku samochodowego doszliśmy z Redaktorem Siedlarzem do wniosku, że Alfa Romeo psują się tylko w Polsce. Podobnie, jak silniki 1.2 PureTech ;-) Najróżniejsze modele Alfy Romeo jeżdżą tu i mają się bardzo dobrze. Nie brakuje też aut dawnej Grupy PSA, a obecnie koncernu Stellantis. Widzieliśmy też najnowszego Juniora.


Krzysztof Gregorczyk




















