FIAT 1100 Panoramica z 1947 roku nie miał otwieranych okien. Oferował za to panoramiczne widoki z przodu i z boku.
Włosi już dawno temu odkryli, że w samochodzie można zakochać się nie tylko w silniku czy zawieszeniu, ale i… w oknach. W 1947 roku Zagato stworzyło coś, co wyglądało jak eksperyment pomiędzy samochodem sportowym a oranżerią – FIAT 1100 Panoramica. Auto, które było tak przeszklone, że w środku mogłeś poczuć się jak pilot myśliwca albo jak ogrodnik w szklarni. Z opcją pieczenia, bo okna się nie otwierały.

Pomysł był prosty i szalony zarazem: podwyższony dach, wielkie tafle plexiglasu, które zakrzywiały się aż na dach, i żadnych opuszczanych szyb w drzwiach. Tak, żadnych. Jeśli chciałeś poczuć powiew wiatru we włosach, musiałeś otworzyć drzwi. Albo – jak głosiły anegdoty – wachlować się największą dostępną mapą Włoch. Latem wewnątrz panowała temperatura godna pieca do pizzy, ale za to widoczność była znakomita – mogłeś dostrzec każdą krzywiznę drogi, każdy zakręt i każdy zachwycony wzrok przechodniów.
Zobacz testy samochodów. Pomiary, opinie, spalanie
Nazwa „Panoramica” wzięła się oczywiście od panoramy – tej, jaką zwykle oglądają piloci. I rzeczywiście, kabina bardziej przypominała kokpit niż klasyczne wnętrze samochodu. Wszystko dzięki nowym materiałom, jak wtedy rewolucyjny plexiglas, który pozwalał wyginać szyby w fantazyjne kształty i jednocześnie znacząco zmniejszał wagę auta. Samochód był lekki, szybki i zadziwiająco przestronny. Idealny do wyścigów, ale też do… podziwiania okolicy. W końcu kto powiedział, że rajdówka nie może jednocześnie być mobilnym punktem widokowym?

Dziś FIAT 1100 Panoramica wygląda jak zapowiedź… Multipli i futurystycznych „concept carów”, choć wtedy była raczej śmiałym eksperymentem. A jednak – coś w niej było. Może to styl Zagato, może odwaga w użyciu plexiglasu, a może po prostu fakt, że żadna inna „szklarnia na kołach” nie pędziła tak szybko.






