Internet widział już wiele popisów drogowej głupoty, ale to, co zrobił kierowca Toyoty RAV4, zasługuje na osobne miejsce w galerii wstydu. Na nagraniu, które robi furorę w sieci, widzimy człowieka, który postanowił pobawić się w samozwańczego szeryfa. Wyprzedził betoniarkę prawym pasem, zajechał jej drogę, doprowadził do stłuczki… i z pełną powagą uznał, że to był jego sposób na „walkę o sprawiedliwość drogową”.
Sprawa trafiła do sądu, i słusznie. Ale to, co naprawdę wbija w ziemię, to skala głupoty tego kierowcy. Bo o ile w Polsce codziennie widzimy różne popisy braku wyobraźni, o tyle tutaj mamy książkowy przykład człowieka, który pomylił kierownicę z insygniami władzy sądowniczej. Kierowca nie jest od wymierzania sprawiedliwości. Kierowca jest od prowadzenia samochodu.
To naprawdę prosta rola: jedź bezpiecznie, nie przeszkadzaj innym, nie zabij nikogo. Tymczasem bohater filmu postanowił, że zostanie Robinem Hoodem ruchu drogowego, walczącym z „niesprawiedliwością”, którą – jak twierdził – miała być ciężarówka jadąca zbyt blisko jego pasa.
I teraz pytanie: jakim trzeba być głupkiem, żeby uznać, że najlepszą reakcją będzie zajechanie drogi kilkunastotonowej betoniarce? Ktoś tu ewidentnie przegapił lekcję fizyki. Betonowóz nie zahamuje jak osobówka. A ciężarówka jadąca po jego pasie nie jest powodem do agresji – jest powodem, by włączyć myślenie. Ewentualnie kierowca.
Bo nawet jeśli kierowca RAV4 uważał, że ciężarówka „mu zabiera pas”, to i tak nie miał prawa wchodzić w rolę policjanta, prokuratora i kata w jednym. Chcesz zgłosić wykroczenie? Masz telefon. Chcesz uniknąć kolizji? Po prostu zwolnij. Chcesz poczuć się ważny? Kup sobie koronę na Allegro, nie odgrywaj króla na drodze.
Zwłaszcza że – jak widać na nagraniu – warunki do wyprzedzenia były. Tyle tylko, że kierowca Toyoty nie wiedział, dlaczego kierowca betoniarki akurat tak się ustawił. Może szykował się do skrętu w lewo. Może robił miejsce dla innego pojazdu. Nie wiemy. I właśnie dlatego nie bawimy się w ocenianie na gorąco, a tym bardziej w wymierzanie kar. Nawet jeśli jechał źle.
To nie jest film akcji. To jest droga publiczna. Zachowywanie się jak gwiazda „Szybkich i wściekłych: Edycja Powiatowa” nie dodaje testosteronu – dodaje wpisów do rejestru spraw sądowych.
Morał? Prostszego nie będzie: Jeśli widzisz potencjalny problem, zostaw go upoważnionym służbom o ile je zawiadomisz. Jeśli nie potrafisz albo nie chcesz, to przynajmniej nie rób z siebie idioty za kierownicą.
https://twitter.com/stop_cham/status/1997028953920532492?s=43






