Jakość i trwałość może być największą bolączką firm z Chin. Jeden z chińskich pracowników firmy, która wcześniej wspierała projekty Stellantis w tym kraju w obszarze elektryfikacji samochodów, ujawnił w serwisie społecznościowym, że wbrew kasandrycznym przepowiedniom, nie wszystko w tym kraju działa dobrze, a Europa nadal ma bardzo silne elementy przewagi konkurencyjnej.
Jego zdaniem nie chodzi wyłącznie o koszty – Chiny mają pewną przewagę w szybkim rozwijaniu platform oraz elektroniki, a także w obszarze łańcucha dostaw, ale chińska przewaga ma też drugą stronę. Szybkie tempo prac może oznaczać słabszą długoterminową weryfikację, częstsze zmiany inżynieryjne, ograniczoną standaryzację platform oraz kompromisy kosztowe w zakresie trwałości i dokumentacji.
Europa wciąż ma mocne karty: dyscyplinę inżynieryjną, procesy bezpieczeństwa, architekturę platform i metodologię testów a przyszłość nie będzie prostą historią o tym, że Chiny zastąpią Europę. Najbardziej konkurencyjne koncerny połączą chińską szybkość i elastyczność dostawców z europejską dokładnością, procedurami i kulturą jakości.
Wypowiedź chińskiego inżyniera jest o tyle interesująca, że pada w momencie coraz większej presji na europejskich producentów samochodów. Koncerny takie jak Stellantis, Volkswagen Group czy Renault Group próbują skracać czas opracowywania nowych modeli elektrycznych nawet o kilkanaście miesięcy.
Jednocześnie europejskie standardy jakości i bezpieczeństwa pozostają jednymi z najbardziej rygorystycznych na świecie. To właśnie dlatego wiele globalnych koncernów nadal utrzymuje znaczną część walidacji, testów bezpieczeństwa oraz prac nad architekturą pojazdów w Europie. W praktyce oznacza to, że przyszłe samochody coraz częściej będą powstawały w modelu hybrydowym: możliwe, że szybki rozwój technologii i elektroniki będzie realizowany przy wsparciu Chin, natomiast końcowe dopracowanie jakości, trwałości i zgodności z normami pozostanie domeną europejskich centrów inżynieryjnych.
Doceńmy europejskie standardy.






