Europa musi zmienić szkodliwe przepisy! Jean-Philippe Imparato, jeden z kluczowych menedżerów Stellantis, nie owijał w bawełnę podczas spotkania z dziennikarzami na salonie samochodowym w Monachium. – „Cele redukcji emisji w obecnym kształcie są zabójcze dla europejskiej branży” – podkreślił, dodając, że Bruksela musi wreszcie przejść od słów do czynów.
Imparato ostrzegł, że przyjęte harmonogramy pełnej elektryfikacji doprowadziły producentów do ślepego zaułka. – „2035 to zbyt odległa data, my potrzebujemy jasnej mapy drogowej już teraz. Do końca roku musi powstać plan działań” – powiedział. Według niego sytuacja jest alarmująca: europejski rynek nowych aut kurczy się, a średni wiek samochodów wciąż rośnie. – „Każdego roku flota starzeje się o kolejny miesiąc, dziś średnia to ponad 12 lat. To nie do utrzymania” – ostrzegał.
Szef Stellantis na Europę wskazał dwa segmenty wymagające pilnego wsparcia: pojazdy dostawcze oraz najmniejsze auta miejskie. – „Bez samochodów do 15 tysięcy euro zniknie 30 procent rynku. To podstawowy szczebel mobilności dla milionów Europejczyków. Jeśli on upadnie, upadnie cała branża” – mówił. Dlatego apeluje o program dopłat i tzw. superkredytów dla klientów kupujących auta poniżej 20 tysięcy euro.
Imparato podkreślił, że wyłączna koncentracja na BEV jest błędem. – „Recykling floty i rozwój hybryd pozwoliłby zredukować emisje szybciej niż czekanie, aż wszyscy kupią nowe elektryki. Tymczasem obecne podejście zabija naszą branżę” – stwierdził. Zwrócił również uwagę na ryzyko uzależnienia Europy od Chin: – „Oddaliśmy całą technologię baterii w ręce Azji. Musimy chronić naszą gospodarkę i budować własne kompetencje”.
Imparato zapowiedział również, że Stellantis nie zamierza elektryfikować swojej oferty do roku 2030. Aktualnie firma koncentruje się rozszerzeniu oferty aut hybrydowych – wiadomo już, że pojawią się nowe silniki.
źródło: El Debate






