Jeszcze nie opadł kurz po decyzjach Krakowa i Warszawy, a już kolejne polskie miasto szykuje się do wprowadzenia Strefy Czystego Transportu. Rozpoczęto już prace nad rozwiązaniem oznaczającym jedno: kolejne ograniczenia dla właścicieli starszych samochodów.
Pod hasłem walki o „zdrowe powietrze” samorząd zapowiada regulacje SCT, które – jak pokazują doświadczenia innych miast – najmocniej uderzą w mieszkańców mniej zamożnych, dojeżdżających do pracy starszymi autami. I to właśnie ten aspekt w całej debacie jest dziś najczęściej pomijany. Miasto i organizacje ekologiczne przywołują dane o przekroczeniach norm tlenków azotu (NO₂), wskazując transport samochodowy jako głównego winowajcę. Według pomiarów GZM niemal wszystkie punkty w Katowicach przekraczają nowe, zaostrzone normy, które Polska ma wdrożyć dopiero do 2030 roku.
Normy te nie obowiązują jeszcze dziś, a mimo to są wykorzystywane jako uzasadnienie do natychmiastowych ograniczeń. Co więcej, w przekazie publicznym mieszane są różne poziomy referencyjne – normy WHO, przyszłe normy unijne i obecne regulacje – co tworzy wrażenie permanentnego „alarmu”, niezależnie od realnego stanu prawnego. Zwolennicy SCT przekonują, że ograniczenia dotkną „niewielki odsetek najbardziej emisyjnych pojazdów”. W praktyce jednak chodzi głównie o samochody starsze niż 15–20 lat, bardzo często jedyne auta w gospodarstwach domowych osób o niższych dochodach.
Jednak w Krakowie czy Warszawie już widać, że nie każdy może przesiąść się do komunikacji zbiorowej, nie każdy może kupić młodszy samochód a pojazd wciąż bywa narzędziem pracy, nie luksusem. W Katowicach – mieście o rozproszonej zabudowie, dużym ruchu dojazdowym i silnych powiązaniach z całą aglomeracją – ten problem może być jeszcze większy. Władze miasta zapowiadają konsultacje społeczne. Doświadczenia z innych miast pokazują jednak, że często mają one charakter fasadowy: decyzja polityczna zapada wcześniej, a konsultacje służą raczej „oswojeniu” mieszkańców z nieuniknionym.
Co istotne, nie przedstawiono jeszcze konkretów czyli granic strefy, listy wyłączeń, realnych kosztów społecznych ani alternatyw dla osób, które stracą możliwość wjazdu do miasta. Bez tych danych trudno mówić o uczciwej debacie. Narracja wokół SCT coraz częściej sprowadza się do prostego schematu: stary samochód = winny.








