Leapmotor C10 w wersji 100% elektrycznej, sprzedawany w Polsce w sieci Stellantis, trafił do naszej redakcji na tygodniowy test, który odbywałem głównie w mieście. Jakie zebrał opinie? Jakie ma wady i zalety?
O podstawowych danych nowego, elektrycznego samochodu rodem z Chin już wspominaliśmy. Obiecaliśmy też, że podzielimy się z Szanownymi Czytelnikami naszymi wrażeniami z jazdy tym pojazdem.
Przejechaliśmy nim prawie 300 km. Przede wszystkim po warszawskich ulicach. “Nasz” Leapmotor nie był doładowywany, a więc staraliśmy się oszczędzać prąd, co nie znaczy,
że “zamulaliśmy” i tak mocno ograniczony ruch na warszawskich jezdniach. Na wstępie jeszcze dodam, że za kilka dni przeczytacie również test wersji REEV autorstwa mojej redakcyjnej koleżanki, Małgosi Kozikowskiej.

Gdzie kupić Leapmotor C10?
Samochody chińskiej marki Leapmotor są sprzedawane w wybranych salonach Stellantis w Polsce. Ich listę znajdziesz tutaj.
Leapmotor C10 po raz pierwszy
Podchodzimy najpierw do samochodu. To klasyczny SUV o bardzo klasycznym wyglądzie. Przód ma oczywiście wygląd podobny do innych “elektryków”. Mało tu dodatków, a przednie światła sprawiają wrażenie nieco za małych. Z boku C10 zaskakuje spokojnymi liniami poprowadzonymi przez konstruktorów z Leapmotor i w miarę dużymi powierzchniami szyb. Koła “20” także mają klasyczny wygląd. Brak tutaj modnych ostatnio udziwnień. Tył także jest klasyczny. Są jednak dwa zaskoczenia. Pierwsze to ramię wycieraczki oczyszczającej tylną szybę schowane pod tylnym spojlerem.
Drugie (haaaa), to zaskoczenie dla szukającego po raz pierwszy możliwości otwarcia tylnej klapy. Mija kilka minut i… jest maleńki przycisk poniżej świetlnego pasa łączącego tylne lampy. Przyciskasz i tylna klapa wspomagana elektrycznie otwiera dostęp do bagażnika. Gdy już o nim wspominamy – ma on 400 l pojemności. Zaskoczył nas brak rolety. Owy brak już wkrótce zostanie uzupełniony – obiecują przedstawiciele firmy Stellantis, do której należy marka Leapmotor. Pod podłogą bagażnika jest miejsce na różne drobiazgi, wśród nich wymagane przepisami wyposażenie.

Przejdźmy na drugą stronę pojazdu, podnieśmy maskę silnika i zajrzyjmy jak wygląda komora silnika. Uuuuu, ale tu miejsca. Oczywiście “mieszka“ tam silnik elektryczny o mocy 218 KM i momencie obrotowym 320 Nm. Mieści się tam też osprzęt i klasyczny akumulator. Ale wolnego miejsca jest jeszcze dużo. Tu, także zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli firmy Stellantis, ma się pojawić dodatkowy mały bagażnik – “frunk”. Chyba, zdaniem konstruktorów, wygłuszenie maski silnika jest niepotrzebne.

A jak wejść do Leapmotor C10? Nie takie proste, jakby się wydawało
No dobrze, nie wyjaśniliśmy jednak jeszcze jak się dobrać do wnętrza C10. Kluczem do tego działania jest sporych rozmiarów “karta”. A teraz pytanie z zupełnie innej szuflady. Lubicie “miziać” kota lub psa w lewe ucho? Albo przynajmniej pluszowego misia? Jeśli tak, to C10 jest dla Was. Dobywacie wspomniana kartę z kieszeni lub torebki i tą kartą “miziacie” w lewe uszko, przepraszamy, w lewe zewnętrzne lusterko wsteczne. Cyk i samochód się otwiera, ale nie tak do końca. Pozostały klamki, a te są chowane i gdy usłyszymy, że zamek się otworzył, klamki nadal są schowane. Są dwie metody skorzystania z nich. Jedna przy użyciu dwóch rąk – jedną przyciskamy, drugą ciągniemy i gotowe. Druga wymagająca pewnych manualnych umiejętności – jednym paluszkiem przyciskamy, a dwoma szybko chwytamy za drugi koniec klamki. Udało się.
Zobacz: testy samochodów Stellantis. Pomiary, opinie, spalanie, zużycie energii

Jak wygląda wnętrze Leapmotor C10?
Przed nami wnętrze pojazdu. Nieco, naszym zdaniem, minimalistyczne. Od razu zauważyliśmy charakterystyczny kolor wnętrza. I tu mamy spór w doktrynie. Czy tak intensywny pomarańczowy (?) kolor pasuje do reszty? Drugie wrażenie, to duża ilość miejsca zarówno na przednich fotelach jak i tylnej kanapie. Przetestowaliśmy wszystkie miejsca i stwierdzamy – wszystkie są bardzo wygodne. Dłuższa podróż nie męczy, a materiał, z którego są wykonane jest wyjątkowo miły w dotyku.

Zajmujemy miejsca z przodu, ustawiamy fotele i lusterka… zaraz, gdzie te regulacje? Fotel kierowcy i pasażera regulowany elektrycznie w sposób tradycyjny na bokach siedziska. Kolumna kierownicy też (zakresy regulacji przedstawiamy do wyróżnienia). Ale gdzie regulacja lusterek? Dobrze, że zostaliśmy poinstruowani gdzie owej regulacji szukać. Najpierw uruchamiamy silnik. W tym celu wspomniana kartę umieszczamy na czytniku, który jest także ładowarką indukcyjna dla smartfona. Ooo, pyk i zauważamy, że silnik jest uruchomiony, dwa ekrany się uaktywniły.

Miziany ekran multimediów Leapmotor C10
“Miziamy” ten większy, czyli ekran multimediów z góry na dół i pokazują nam się różne podstawowe funkcje samochodu. Szukamy regulacji lusterek i jest. Jedno “kliknięcie” i uaktywniają się dwa małe pokrętła na kole kierownicy. Właśnie przy ich pomocy ustawiamy boczne lusterka. Skracając dalej opis, wszystkie funkcje pojazdu regulujemy “miziając” ekran multimediów. Niektóre dostępne są na pasku w jego dolnej części, innych musimy poszukać. Uwaga! Klimatyzacja jest dwustrefowa, pomimo, że na owym pasku jest tylko wskazanie temperatury nawiewu dla kierowcy.

Trzeba “pomiziać” i pozostałe parametry klimatyzacji będą dostępne. Nie odnaleźliśmy możliwości regulacji położenia nawiewów. Dostające się do wnętrza powietrze dmucha sobie zgodnie z ustalonymi przez siebie zasadami. Co więc jest dostępne “od ręki”. Ano: regulacje szyb bocznych (aczkolwiek i to można ustawić “miziając” ekran), światła awaryjne (uwaga, w nietypowym miejscu – nad wstecznym wewnętrznym lusterkiem), włącznik oświetlenia wewnętrznego i regulacja panoramicznego dachu. Pasażer “z prawej” ma do dyspozycji maleńki schowek, małe są także kieszenie w drzwiach. Wspomniane wewnętrzne lusterko wsteczne jest “na chiński” sposób dwupołożeniowe.

Zaskoczenie na plus? Dobrze brzmiący system audio. No to ruszamy. “Dźwignia zmiany biegów” i dźwignia wycieraczek – jak w Mercedesach, czyli po obu stronach kolumny kierownicy. Obsługa oświetlenia zewnętrznego? No, jak myślicie? Trzeba “pomiziać” ekran.

Leapmotor C10 – przyspieszenie
No jedźmy już. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Przyspieszenie (producent podaje 7,3 s. od 0 do 100 km/h) jest wystarczające. Wypracowana wcześniej pozycja za kierownicą jest więcej niż poprawna. Widoczność, ergonomia, ułożenie rąk na kole kierownicy – absolutnie na “tak”. Układ kierowniczy i zawieszenie sprawiają, że jazda jest płynna i komfortowa. Uwaga! (kolejna) Wzorowa ocena dla systemu kamer zewnętrznych i ekranu! Kolejne wyróżnienie dla układu hamulcowego i czułości pedału hamulca. Nam po prostu odpowiadają hamulce “biorące od razu”.

Po przejechaniu z warszawskich Bielan na Gocławek i z powrotem, czas zakończyć jazdę. Wybierak biegów na “P”, zabieramy kartę z czytnika, wychodzimy z samochodu, a on “beep”, wyłącza silnik, zamykamy drzwi i “żegnaj misiu” “miziamy” kartą po lewym lusterku. Kolejne “beep” i samochód się zamknął i wszystkie odbiorniki prądu wyłączyły się.
Chwila refleksji. C10 wymaga przede wszystkim przyzwyczajenia się i cierpliwości, bo to nie jest takie “hop siup” jakby to powiedział Janusz Gajos w swoim monologu. “Mizianie” ekranu odciąga uwagę kierowcy od tego co najważniejsze, czyli prowadzenia samochodu i kontrolowania sytuacji na drodze. Pozytywnie nas zaskoczyło zużycie energii elektrycznej. Najmniejsze to 10 kWh/100 km. Najwyższe 19,2 kWh/100 km.
Jeśli chodzi o ładowanie, to najlepiej i najszybciej ładować ten samochód pomiędzy a 20% a 80% pojemności akumulatorów. Wtedy możemy spodziewać się „prędkości” na poziomie 60-70 kW. Przy 85% pojemności akumulatora prędkość drastycznie spada, zdecydowanie poniżej 20 kW.
Naszym zdaniem to bardzo dobry wynik. Najfajniej chyba mają pasażerowie Leapmotor C10. Mają podróżować, rozkoszować się ciszą wewnątrz, wygodą… nie muszą martwić się gdzie są ładowarki i czy uda się “na tym prądzie” dojechać do celu podróży.
Tak, wybieramy dla siebie opcję “pasażer”.




































































