Miłość do marki Citroen rozpoczęła się od samochodu z innej planety

6 8

Moja historia związana z marką Citroen jest dość długa… A zaczęło się to tak: Około roku 1995 starsza siostra poznała pewnego chłopaka… Tomek jak się później okazało, był właścicielem modelu CX 2.5T koloru białego. Ogrom tego samochodu w porównaniu z innymi autami, jakie widywałem oraz jego nietuzinkowość sprawiły, że marka Citroen stała mi się bliska sercu…

Dla chłopca widok pojazdu, który podnosi się przy odpalaniu i opada, gdy się go zgasi, było jak coś nie z tej planety, tym bardziej, że wokół same Polonezy, Fiaty i Maluchy… My w tym czasie mieliśmy Fiata 125p kombi, auto aż za nadto surowe. Tymczasem Citroen CX miał hydrauliczne zawieszenie, elektrykę szyb, centralny zamek i szyberdach… a do tego niesamowite zegary, na których nie było widać prędkości maksymalnej, gdyż licznik jak i obrotomierz były zbudowane na wałku i obracały się w okienku pokazując  wartość prędkości i obrotów jaką się osiąga w tym momencie. To było super, a gdy przejechaliśmy się tym statkiem, zakochałem się w zawieszeniu od pierwszego bujnięcia.

Moc jaką miał ten samochód w połączeniu z komfortem było niesamowite. A gdy okazało się że kolega Tomka ma również CX ale „na większym wypasie” to aż się wierzyć nie chciało…

Pewnego dnia rodzice gdzieś pojechali, nie było ich chyba z pół dnia, nie wiedzieliśmy, gdzie się udali więc po dłuższym okresie oczekiwania pojawiło się lekkie zdenerwowanie i niepokój. Tego dnia siedziałem w oknie i wyczekiwałem ich powrotu, czekałem aż zobaczę światła Fiata na parkingu ale się ich nie doczekałem. Doczekałem się świateł Citroena GSA.

Citroen GSA 1.3 ’82 to był nasz pierwszy Citroen w rodzinie. Silnik 1.3 chłodzony powietrzem, kolor błękitny metalik, brązowe wnętrze, hamulec ręczny w miejscu radia i radio w miejscu ręcznego a do tego te same bajeranckie liczniki co w CX. To był szał!!! Hydrauliczne zawieszenie które nie pozwalało się męczyć  drogą, nie porównywalny komfort i cisza w samochodzie – tata kupił statek kosmiczny :D

Licznik miał na blacie elektroniczny zegarek oraz szkic samochodu z odnośnikami do kontrolek co sprawiało wrażenie, że auto wskazuje miejsce występowania problemu w razie zapalenia lampki. GSA to był najmniejszy hydrowóz Citroena, a CX największy… Niestety nie zachowały mi się żadne zdjęcia tych samochodów, ale uwierzcie mi na słowo – zamykam oczy i wciąż widzę je jak na dłoni.

GSA woził nas przez pewien czas, nie pamiętam dokładnie ile, ale pewnego dnia… pojechaliśmy do dziadka. Była piękna słoneczna pogoda, a gdy zajechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazało się coś niesamowitego na podwórku.

Citroen BX 1.4i ‘91

Kolor czerwony, świeżo sprowadzony z Niemiec, w porównaniu do GSA był bardzo nowoczesny, kanciasty, niesamowicie inna linia i wielkość. Fotele były niezwykle wygodne i fajnie wyprofilowane, kierownica bardziej masywna, radio ukryte pod klapką w odpowiednim dla radia miejscu, niesamowita przestrzeń w środku i szyberdach. Plastikowa maska i klapa bagażnika oraz osłony tylnych słupków były trochę dziwne, ale dzięki temu masa tego auta była na tyle mała, że 1.4 radził sobie bardzo fajnie z tą wagą. No i to zawieszenie, hydraulika połączona z bardzo komfortowymi fotelami BX była nie do pokonania, można było śmiało porównywać go wygodą do CX, ale w nowym wydaniu.

Mniej więcej w tym samym czasie kolega Tomka zakupił XM-a, po raz kolejny Citroen zrobił na mnie duże wrażenie… Tak minęło kilka lat, BX woził Nas wszędzie… I przyszedł czas gdy zrobiłem prawo jazdy…

Kupiłem Citroena ZX 1.8i Furio ’93 WOW mój pierwszy własny Citroen

Kupiłem go od sąsiada, przechodziłem koło niego kilka lat, podobała mi się jego linia, 3 drzwiowa buda robiła wrażenie lekko sportowego ducha, a 1.8i 103 KM dawał złudzenie że nawet będzie to się odpychać. Kolor grafitowego metaliku, z ABS i elektrycznym szyberdachem. Za pieniądze, które za niego zapłaciłem nie miał z nim szans żaden inny pojazd typu Golf. Wtedy dołączyłem do Kaliskiego Klubu Citroena.

Znalazłem go przypadkiem w internecie, szukając informacji na temat modyfikacji, które chciałem przeprowadzić w swoim ZX. Postanowiłem wybrać się na spotkanie. Jak się okazało w klubie byli posiadacze XM, BX, Xantii oraz ZX, poczułem się dobrze w tym towarzystwie.

Krzysztof był najstarszy z Nas – jeździł BX-em koloru butelkowej zieleni, Bogdan, postawny facet musiał mieć postawne auto – jeździł XM 3.0 V6 Pallas koloru również butelkowa zieleń Daniel, kolega prawie w tym samym wieku co ja – posiadał ZX 1.4i srebrne; Paweł, miłośnik „becybeli” w swojej Xantii miał potężne nagłośnienie. Zostałem przyjęty do klubu :D i moja historia z Citroenem zaczęła się rozkręcać.

Jako że byłem młody i miałem głupie, ale i ciekawe pomysły, postanowiłem doposażyć swojego ZX w kilka bajerów, dołożyłem elektryczne szyby, białe tarcze zegarów, trochę audio, zmieniłem lusterka oryginalne na wyglądające na sportowe, podłokietnik i centralny zamek… Wtedy zdarzyła się ciekawa sytuacja – tata wracając do domu z wyjazdu, potrącił psa. Pies był duży i rasowy – jak się okazało z miejscowej hodowli, więc wezwano policję. W czasie oczekiwania na patrol, z naprzeciwka nadjechał Fiat Cinquecento i uderzył czołowo w zatrzymanego na poboczu na światłach awaryjnych BX-a, po czym wrzucił wsteczny i odjechał mijając się z policją.

Jak się później okazało Pan był pijany, ale przez to zdarzenie, nadszedł czas na BX-a. Po powrocie wymieniliśmy lampy. Na szczęście reszta była ok, ale zanim wszystkie procedury dobiegły końca, stało się Tata kupił Xantię 1.8i ’94.

Kolor butelkowa zieleń w kaście nie mającej nic wspólnego z BX wnętrze, które było bardzo przyjazne, fajne auto. Citroen BX został sprzedany. W między czasie życie klubowe toczyło się dalej. Dołączyło kilka nowych osób Monika – świeżo upieczona nauczycielka w swoim ZX koloru szarego z 1.4i pod maską, Waldek – optyk z Xantią koloru chciało by się powiedzieć standardowego – butelkowa zieleń, Mariusz – kolega dołączył z odległego Konina swoją Xantią 2.0i z HA i automatyczną skrzynią biegów i wtedy dopiero przekonałem się co to jest HA :-) i zakochałem się :-) Był jeszcze Krzysiek – pracownik salonu Citroena z Xantią 2.0 16V, Irek – niestety nie pamiętam z czym wjechał do klubu Irek, gdyż auta zmieniał jak rękawiczki :-), Krzysztof – przedstawiciel handlowy z Saxo, Zbyszek – ze zwariowanym AX 1.6i – wyścigówka :-), Tomasz – Krotoszyn dołączył do klubu w ZX. Klub trafił na łamy gazety lokalnej gdzie troszkę opowiedziano o Nas…

Ja z między czasie trafiłem okazję – kupiłem ZX 1.4i ’96 z klimą itp.

Auto przyjechało na lawecie z Piły, ale nie przyjechało byle jak – przywiózł go XM :-) Jego zawieszenie hydro przy lawecie okazało się być super sprawą – zawieszenie w górę – laweta się podnosiła i auto było łatwiej z niej sprowadzić. Kolor – standardowo – butelkowa zieleń :-) W między czasie okazało się, że będę tatą, więc 3 drzwiowe auto byłoby dla mnie już nie bardzo. 

Do ślubu jechaliśmy Citroenem DS z 70 roku koloru piaskowego/złotego, pięknie odrestaurowany. Trafiła się okazja – zamieniłem ZX-a na Xantię.

Kolor – standardowo? Nie tym razem – granatowy z kremowym wnętrzem. Rocznik 95, silnik 1.8i taki jak w ZX Furio więc już go trochę znałem ale w pełnej elektryce, klimatyzacja półautomatyczna ABS i pierwszy własny hydrowóz :-) to było jak spełnienie marzeń. Xantia była niesamowita, wygodna, cicha, przestronna… i jak się okazało testy NCAP kłamały na moje szczęście. Wpadłem nią pod TIR-a, po przodzie do linii lusterek nie było śladu, ale – z auta wysiedliśmy sami przez drzwi więc kabina wytrzymała. Było to dla mnie straszne przeżycie – rozstałem się z Xantią…

Pół roku później zmieniłem pracę, a że ta była oddalona od domu trochę bardziej niż dotychczasowa… musiałem znaleźć auto. Wybór padł na bardzo tani, ale jak się okazało, wdzięczny samochód i do tej pory miło go wspominam

Kupiłem Citroena BX 1.9D ‘93

Kolor bordowy, silnik 1.9D, zwykły klekot bez turbo, normalne wozidło, elektryka szyb, centralny zamek. Auto kupiłem we Wrocławiu, jak po niego jechałem żona płakała mi do słuchawki żebym jednak po niego nie jechał.

Nie dałem się i zostałem jego właścicielem :-) Auto paliło 5-6 l/100km nie zależnie od tego jak się jeździło, miał prawie 400 tys. km, ale nie brał grama oleju i był jak to na BX przystało – bardzo wygodny. Woził mnie i moich kolegów do pracy bezawaryjnie przez ponad rok i wtedy zachciało mi się zmian.

Zostałem właścicielem Xantii 2.1TD ’96 z HA

Po stracie Xantii, ciągle o takiej marzyłem, kolega Irek z klubu w międzyczasie kupił podobną z 1.9TD i moja pokusa sięgnęła zenitu. Początkowo miałem kupić auto od Irka, ale nie wyszło więc po poszukiwaniach trafiłem ją: Xantia, kolor – tak, tak, butelkowa zieleń ;-) Nadwozie kombi z pełnym, no prawie pełnym wyposażeniem.

Xantia dostała na wejściu do domu pakiet inwestycji, jak rozrządy itp. Po czym prawie bezawaryjnie jeździła u mnie 2,5 roku. Silnik 2.1TD był super, nie licząc pompy Lucas, która w pewnym momencie dała o sobie znać i gdyby nie Robert z Rzeszowa, pewnie bym się poddał i sprzedał za grosze byleby ktoś ją wziął…

Xantia ta miała duszę (jak każda cytryna, z którą się zetknąłem), ale ta dawała o tym znać ;-) Historia jest śmieszna. Pojechaliśmy do zoo do Łodzi, na dworze było 28-29 stopni, a w Xantii nie działała klimatyzacja, tzn. jak kupiłem auto, to było w nim wiele do zrobienia. Między innymi dmuchawa zrobiona na pstryczek bo „mechanik” nie umiał sobie z tym poradzić, czy tłumik obspawany blachą, bo po co wymieniać. Dziury w tłumiku były zaspawane śrubkami i gwoździami (serio haha, a sam tłumik w momencie wymiany był tak ciężki i zapchany, że po wymianie myślałem, że mam ze 300 koni). Ale wracamy do Łodzi, małe dziecko w aucie i korek w mieście… w pewnym momencie (po wielu próbach) mówię do auta: „włącz tę klimę, niech działa” i wcisnąłem klawisz ze śnieżynką – wtedy jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, klima się uruchomiła i zaczęła dmuchać chłodem ;-) nic nie robiłem z układem klimatyzacji dlatego śmiałem się, że auto chciało się odwdzięczyć za to, że go doprowadzam do ładu.

W między czasie Xantia taty straciła chęci do pracy. Silnik wywalił uszczelkę pod głowicą, później dwie chłodnice, w końcu zakończył żywot na złomie.

A tata kupił Xantię 1.6i z klimatyzacją w pięknym stanie z prawdziwym przebiegiem 115 tys. kolor ;-) wiśniowy rok ‘96

I tak Xantia jeździła i jeździła, była z nami na wakacjach i nie tylko. Pewnego dnia zacząłem marzyć sobie o C5. Kolega Irek znów był tego sprawcą– kupił C5 FL 1.6HDi WOW.

I takim o to sposobem wystawiłem auto na sprzedaż „tak dla sprawdzenia czy będzie zainteresowanie” i było. W piątek wystawiłem, w sobotę sprzedałem. Ups i co teraz? Jest dzisiaj 22 grudnia, sobota, a ja bez auta, więc nocka w pracy spędzona w ogłoszeniach motoryzacyjnych.

Po powrocie do domu, odczekałem do 9 rano – telefon i dzwonimy. Lublin – Pan niewiele wie o aucie, a jechać 350 km to tak nie bardzo z zerową informacją. Gdańsk – komis i znów niewiele informacji, za zbyt wiele pieniędzy. Padło na Głuchołazy, szybki telefon konkretna odpowiedź więc działamy. Dzwonię do taty (gra w kościele jako organista) więc po 16 startujemy w trasę, jedzie z nami brat Szymon i szwagier Tomek (brat żony, a nie mąż siostry z początku historii ;-))

Wyjeżdżamy z Kalisza, pogoda średnia, 23 grudnia, godzina 16. Ok. 20-tej dojeżdżamy do C5. Śniegu po drodze napadało trochę, a tam było ok 10-15 cm. Super, oglądanie auta w niedzielę pod marketem bo tam światło lepsze, do tego w śniegu…

Ale C5, całe srebrne, pięknie się prezentuje na fabrycznych felgach 16 cali, 2 strefy klima, komputer pokładowy. Super silnik 2.2 HDi, mocny, ciekawy, a do tego HA3+. Zakochałem się i zostaliśmy razem. Powrót do domu był strasznie śmieszny, po stronie kierowcy była standardowa usterka klap powietrza, więc na dworze było -5, a w kabinie… ja siedziałem w kurtce, czapce i szaliku a szwagier obok w krótkim rękawku ;-) Do tego okazało się, że auto jest na letnich oponach i tak powolutku dojechaliśmy do domu na wigilię. 24 grudnia ok. 6 rano. Citroen C5 to była moja miłość, oczko w głowie, jak to żona mówiła –kochanka.

Moja pasja do Citroena stała się zaraźliwa

Brat zrobił prawko – i kupił Xantię 1.8i ’93 wersja bez antyopadu. Szwagier (brat żony) zrobił prawko i kupił Xsarę 1.8i 3D ’98. Kuzyn Xsarę Picasso 1.8 16V. Jeszcze parę innych osób można by tu było dopisać. Zawsze, gdy ktoś pytał się mnie o zdanie jakie auto kupić zdanie zaczynałem od: „ ja jestem zboczony na jednym punkcie, więc znasz moją odpowiedź”.

W klubie stało się coś wspaniałego. Monika i Krzysiek – postanowili wziąć ślub. Do ślubu jechali autem niespodzianką – tym samym DS, co ja z żoną. To była wzruszająca chwila.

Po tym jak szwagier zrobił prawko, żonie zrobiło się troszkę głupio, że młodszy brat ma, a ona nie, więc zrobiliśmy żonie prezent pod choinkę i posłaliśmy ją na prawko, a po pewnym czasie:

Kupiliśmy Xsarę 2.0HDi VTS ‘00

I od tej pory żona jeździ zakochana w swojej Xsarze ;-) Kolor – srebrny, tak żeby pasowała do C5. Na oryginalnych felgach 15cali, no cudo ;-)

W najbliższym gronie doszło do zmian posiadanych aut. Irek: Saxo – Xantia – Xsara Picasso – C5FL – Berlingo – C4 Picasso. Daniel: ZX – Saxo – Xantia – Xsara Picasso – C5FL. Monika i Krzysiek: ZX – Xsara – Berlingo – berlingo – BX – BX. Tomasz z Krotoszyna: ZX – Xsara – Berlingo – Xsara – C5. Szwagier Tomasz: Xsara – C5FL (przyszła szwagierka C3). Brat Szymon – Xantia – Xantia 2.0 c.t.c

Praktycznie wszyscy moi znajomi kojarzą mnie z Citroenem :-) Jeżeli mają jakiś problem to do mnie dzwonią o poradę, ale i ja się ich radzę, gdy coś jest dla mnie niejasne. Tworzymy taką małą rodzinę Citromaniaków. Jak to już bywa w życiu – znów Irek mnie wystawił na próbę…

Kupiłem C4 Picasso 1.6HDi ‘07

Auto kupiłem niedawno, ale powoli się do siebie przyzwyczajamy. Czasem on ma kaprysy, czasem ja, ale mam nadzieję że się dogadamy. Auto kupiłem z usterką skrzyni MCP, więc znów uczę się czegoś nowego, poznaję budowę, metody napraw, diagnostykę…

A C5 zostało w rodzinie ;-) Ojciec szwagra pojechał z nami po C4 i po powrocie odkupił ode mnie C5. Tata też zmienił Xantię na C5 więc historia ciągle się toczy i zmienia, ale tylko na Cytrynki.

W moich żyłach płynie LHM :-) a Citroen to moje drugie imię. Citroen to według mnie najlepsze samochody na świecie, dające tak wiele za tak niewiele a do tego w miarę proste przy których można sobie pogrzebać i z dużą ilością problemów poradzić na własną rękę.

Mógłbym o swoich doświadczeniach z tą marką mówić i mówić…

Historię nadesłał do nas Bartłomiej w ramach konkursu z okazji urodzin Andre Citroena. Bardzo dziękujemy!

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecmy

Może ci się spodobać również
avatar
2 Wątki komentarzy
4 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
5 Autorzy komentarzy
BartłomiejLagunaFanKrzysztofPajonk2MHM Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MHM
Gość
MHM

Jak handlarz mówi o zawieszeniu „hydraulicznym” w Cytrynach to od razu wiem, że g… wie o aucie którym handluje. Natomiast kiedy citromaniak gada o „hydraulice” to w pierwszej chwili się zastanawiam czy czy to aby nie jakiś hydraulik. No, ale w powyższej opowiastce ewidentnie mowa o zawieszeniu więc jak taki citromaniak może mówić o „HYDRAULICE”. Noż normalnie nożyczki się w kieszeni otwierają :(

Pajonk2
Gość
Pajonk2

Nie do końca pojęcie „hydrauliczne” w odniesieniu do zawieszenia jest błędne. Co prawda Citroen nazywa je hydroaktywne, jednakże płyn LDS (w C5) „napędza” również wspomaganie, które nie jest elektryczne (jak np w niektorych Fiatach) tylko właśnie hydrauliczne. O zawieszeniu hydroaktywnym, zatem możemy również mówić hydrauliczne. Bo hydraulika to nauka o praktycznych zastosowaniach cieczy a w szczególności wykorzystywaniu ich ruchu (przepływu), a nie tylko i wyłącznie krany, rury, uszczelki i duperelki.

Krzysztof
Editor

Myślę, że MHM miał na myśli po prostu hydropneumatyczne :-)

MHM
Gość
MHM

Dokładnie o to mi chodzi.

LagunaFan
Gość
LagunaFan

Jedno pytanie czemu w tej historii nie ma żadnego XMa? To jest piękny krążownik ;-)

Bartłomiej
Gość
Bartłomiej

Był… Ale miałem go 2dni… Więc wspominać szkoda… Po co drapać stare rany