Wystarczyło jedno zdjęcie – niby zwykły parking, niby zwykła codzienność – a jednak to materiał godny największych afer internetu. Na fotografii widać bowiem coś, co można śmiało nazwać mistrzostwem bezmyślności: ustawione w trzech rzędach samochody. Trzeci rząd to ci, którym śpieszyło się najbardziej, a pomysł na parkowanie czerpali chyba od Tetrisa w trybie „na chybił trafił”.
Najwyraźniej nikomu z kierowców, którzy zdecydowali się dostawić swoje auto w tym magicznym „trzecim pasie rozpaczy”, nie przyszło do głowy, że te samochody w drugim rzędzie mogą kiedyś chcieć… wyjechać. Tak, wyjechać – to takie zjawisko, kiedy kierowca wraca do auta i próbuje opuścić parking, zamiast składać siedzenia i nocować tam do rana.
Oczywiście, że w Polsce mamy chroniczny brak miejsc parkingowych. To prawda tak znana, jak to, że zima zawsze zaskakuje drogowców. Oczywiście, że zakupy są ważne – promocje, gazetki, te ostatnie mandarynki w kartonie. Oczywiście, że parkingi są cenne, może nawet bardziej niż złoto w skarbcu NBP. Ale…
Myślenie nie boli. Serio. Nie ma skutków ubocznych. Nie trzeba recepty. Można używać codziennie. A jednak część kierowców traktuje proces podejmowania decyzji jak rzadką wycieczkę fakultatywną – niby jest, niby można, ale po co, skoro „ja tylko na chwilkę”? Ta chwilka potem zmienia się w pół godziny, a ktoś w drugim rzędzie stoi i zastanawia się, czy ma dzwonić po lawetę, czy po egzorcyzm.
Parkowanie w trzecim rzędzie to nie kreatywność, to nie „sprytne wykorzystanie przestrzeni”. To parkingowa wersja powiedzenia: „moje jest ważniejsze, twój problem mnie nie obchodzi”. Aż trudno uwierzyć, że trzeba o tym w 2025 roku przypominać – ale skoro zdjęcia w sieci pokazują rzeczywistość bardziej absurdalną niż kabarety, przypominamy:
Myśl jak parkujesz. Nie zastawiaj innego auta. Bo może kiedyś sam będziesz tym kimś… w drugim rzędzie. Albo ktoś Twojego blaszanego konia zwyczajnie odholuje.
źródło: Facebook / Hejted – Politechnika Śląska











