Citroën C5 X, którego produkcja została zakończona a ostatnie egzemplarze znajdują się w salonach i można je kupić z bardzo dużym rabatem, nie był autem nieudanym. Wręcz przeciwnie: to duży, komfortowy, praktyczny, wygodny samochód. Producent niewłaściwie go pozycjonował cenowo.
Dla miłośników Citroëna to samochód prawie idealny. Komfort, który nie miał sobie równych w swojej klasie, cisza w środku, relaksująca jazda, ogromna przestrzeń w kabinie, 545 litrów bagażnika (w wersji PHEV nieco mniej). Nie ma się do czego przyczepić. Do tego styl, który był oryginalnym połączeniem limuzyny i crossovera, nie SUV, jak wszystkie inne. Do tego można było go kupić z bardzo dobrze ocenianym silnikiem 1.6 PureTech generującym 180 KM mocy lub z hybrydą 225 KM.

We wnętrzu znaleźć można było, oprócz dużej ilości miejsca, wygodne fotele, miękkie materiały i prostą, logiczną obsługę. Do tego przyjemne akcenty stylistyczne jak choćby elementy drzwi z przodu, którymi najwyraźniej inspirował się projektant nowego Renault Clio 6. Kto jechał C5 X ten wie, że to auto nastawione na komfort, w sam raz na długie podróże.

Co było problemem? Nie strona mechaniczna, a raczej pozycjonowanie cenowe. Producent zbyt wysoko określił próg wejścia i to po prostu nie zadziałało a szkoda. Ceny rzędu 160-200 tysięcy złotych były przesadzone i dopiero wysokie rabaty powodowały, że znajdowali się klienci.

C5 X to bardzo dobry Citroën dla kogoś, kto chce komfortowej, nietypowej trasy i nie oczekuje sportowych wrażeń, rozumianych jako sztywne zawieszenie czy obsesyjne kontrolowanie każdego milimetra zachowania nadwozia podczas gwałtownych manewrach, ale dla rodziny to wybór znakomity.
Zobacz nasze redakcyjne testy samochodów marki Citroën






