To co widzicie na zdjęciu jest zabawką. To samochód nazwany Volpe, który w 1947 roku miał rozwiązać problemy komunikacyjne we włoskich miastach. Co poszło nie tak?
Historia europejskiej motoryzacji pełna jest ambitnych pomysłów, które miały odmienić transport w miastach, rozwiązać problem ciasnych ulic i wysokich kosztów użytkowania aut. Jednak za każdym razem, gdy producenci próbowali stworzyć radykalnie mały, tani i „sprytny” samochód, rzeczywistość okazywała się bezlitosna. Jednym z najbardziej symbolicznych przykładów tej porażki jest zapomniana dziś „Volpe” – mikrospider, który miał być odpowiedzią powojennej Europy na potrzebę lekkiej, oszczędnej mobilności.
W 1947 roku w mediolańskim Teatro Lirico odbyła się premiera, którą zapowiadano niemal jak narodziny nowej epoki.
Słynny komik Macario, wówczas jeden z najpopularniejszych artystów we Włoszech, osobiście prezentował światu malutką „Volpe”. Za projektem stała firma Alca, przekonana, że to właśnie ultrakompaktowy pojazd będzie remedium na powojenny chaos komunikacyjny. W założeniach wszystko brzmiało logicznie: lekka konstrukcja, niskie zużycie paliwa, maksymalne uproszczenie techniczne. Auto miało być tanie w zakupie, tanie w eksploatacji i idealne dla zatłoczonych centrów miast.
Tyle że teoria szybko przegrała z praktyką. „Volpe” napędzana była umieszczonym z tyłu, dwusuwowym, dwucylindrowym silnikiem o pojemności zaledwie 125 cm³. Moc – zaledwie 6 KM – sprawiała, że pojazd, choć lekki, ledwo radził sobie z podstawowymi zadaniami. Osiągi były mizerną odpowiedzią na realne potrzeby kierowców, a kultura pracy silnika i trwałość konstrukcji pozostawiały wiele do życzenia. W efekcie projekt od początku balansował na granicy wykonalności. Samochód wyglądał zbyt niepoważnie, by się przyjął, był mało praktyczny a przy tym dość drogi jak na to, co oferował.
Sama Alca szybko zniknęła z rynku. „Volpe”, choć prezentowana w blasku jupiterów i z wielkimi nadziejami, stała się jednym z wielu przykładów europejskiej wiary w to, że mały samochód może być jednocześnie tani, praktyczny i atrakcyjny. Lata później podobnych prób było mnóstwo – od konstrukcji mikrosamochodów w latach 50., przez eksperymenty lat 80., aż po współczesne quadricykle. Za każdym razem powtarzał się ten sam schemat: świetny pomysł, chwila medialnego zachwytu, a potem szybka konfrontacja z rynkową rzeczywistością.
Bo klienci nie chcą małych samochodów. Chcą samochodów tanich i praktycznych. Łatwych w obsłudze, tanich w eksploatacji, bez ograniczeń związanych z elektromobilnością. Dlatego właśnie Dacia Sandero sprzedaje się jak świeże bułeczki i jest najchętniej kupowanym autem w Europie. Za 63 tysiące złotych masz nowy samochód z zasięgiem wystarczającym by przejechać Polskę, z tankowaniem w kilka minut.
Porzućmy mrzonki – motoryzacja to nie ideologia ale wolność.






