Luca de Meo, dyrektor generalny Grupy Renault, podczas wystąpienia na spotkaniu Cercle d’Economia w Barcelonie ostro skrytykował obecną sytuację europejskiego rynku motoryzacyjnego. W jego ocenie ceny nowych samochodów wymknęły się spod kontroli, a przeciętny pracownik nie jest dziś w stanie pozwolić sobie nawet na najtańszy model koncernu – Dacię.
„Dziś wielu z moich pracowników nie może kupić nowego samochodu, nawet Dacii” – stwierdził de Meo. Podkreślił, że w przeszłości – jak w 1914 r., gdy Henry Ford umożliwił pracownikom zakup produkowanych przez siebie aut – relacja między zarobkami a cenami pojazdów była znacznie bardziej korzystna. Szef Renault zwrócił uwagę, że europejskie regulacje klimatyczne, choć niezbędne, nie uwzględniają realiów ekonomicznych ani potrzeb klientów. „Regulacje pchają koszty produkcji w górę, czyniąc samochody coraz droższymi i bardziej skomplikowanymi” – powiedział. Zauważył też, że wiele przepisów prowadzi do nadmiernego zwiększenia masy pojazdów, co dodatkowo podbija ceny.
De Meo apelował do unijnych decydentów o większą elastyczność i inteligentne podejście do regulacji. Zaproponował, by nowe przepisy obejmowały głównie nowe technologie i rozwiązania, zamiast bezpośrednio wpływać na cały rynek. – „Nie jesteśmy przeciwni regulacjom, ale muszą być one rozsądne i wspierać innowacje, a nie je tłumić” – zaznaczył.
Podczas debaty De Meo podkreślił także problem starzejącego się parku samochodowego w Europie. Średni wiek aut wzrósł z 7 do 12 lat w ciągu ostatnich 15 lat. To nie tylko utrudnia redukcję emisji, ale również spowalnia wdrażanie nowoczesnych technologii. Kolejnym wyzwaniem jest rosnąca konkurencja z Chin. Jak zauważył de Meo, chiński rynek już w tym roku przewyższy łączną sprzedaż w USA i Europie, a tamtejsi producenci szybko nadrabiają dystans technologiczny. „Europa traci grunt pod nogami, jeśli chodzi o innowacje” – ostrzegł, wzywając do zwiększenia inwestycji w nowe technologie i rozwój odpowiedniej infrastruktury.
Zdaniem De Meo nawet najlepsze technologie, takie jak pojazdy elektryczne czy napęd wodorowy, nie odniosą sukcesu, jeśli konsumenci nie będą mogli lub nie będą chcieli ich kupować. „Bez dostępności dla zwykłych ludzi rynek pozostanie niszowy lub martwy” – podsumował.






