No i zaczęło się. Producenci samochodów właśnie ruszyli w najbardziej emocjonujący wyścig XXI wieku — nie o prędkość, nie o zasięg, tylko o to, kto pierwszy zbuduje mały, tani, sympatyczny samochód dla zwykłych ludzi. Tak, tak — wygląda na to, że po latach SUV-ów wielkości kontenerowców i elektryków droższych od mieszkań w Radomiu, Europa przypomina sobie, że nie każdy klient marzy o 400 koniach mocy i ładowności ciężarówki.
Pierwsze na starcie – Renault. Już 6 listopada zobaczymy nowe Twingo 2026, czyli elektrycznego malucha, który ma być tak prosty i praktyczny, że nawet jego cień będzie eko. Ma mieć cztery koła (potwierdzone), cztery miejsca (prawdopodobne) i cenę nieprzekraczającą 15 tysięcy euro (tu producenci zazwyczaj zaczynają się nerwowo śmiać). Tuż za nim w kolejce ustawia się Citroën, który szykuje nowego 2CV – tak, tą legendarną „kaczkę”, która w latach 50. woził jajka, mleko, sery a kilkadziesiąt lat później marzenia o wolności. Wersja 2026 ma być równie urocza, tylko zamiast brzęczącego silnika – raczej cichutki elektryk, a zamiast falującego dachu z brezentu – może panel słoneczny. Premiera? Według przecieków maj, chociaż nie sądzę, żeby było to rok 2026 – raczej 2027. Idealny moment, żeby pojechać nim po truskawki.
A między nimi czai się Dacia, która, jak to Dacia, postanowiła podejść do tematu po swojemu. W sieci krążą plotki o modelu roboczo nazwanym Dacia Hipster, choć równie dobrze może to być nowa Spring, tylko z dodatkiem marketingowego błysku. Hasło reklamowe? „Mała, tania i nie wstyd się pokazać na Instagramie”.
Wszystkie trzy marki mają podobne założenia:
- cztery miejsca, bo trzy to już nie przystoi,
- bagażnik na zakupy, ale bez przesady,
- zasięg wystarczający, żeby dojechać do pracy i z powrotem,
- i cena, która — przynajmniej na papierze — nie przekroczy 15 tysięcy euro.
Czy to się uda? Historia uczy, że każdy producent obiecywał już „tani samochód dla ludu” – a kończyło się różnie. Ale tym razem naprawdę może się udać. Bo Europa potrzebuje swoich czterech kółek szczęścia. Małych, tanich i sympatycznych. A francuscy producenci są w tym najlepsi.
I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już za rok po ulicach będą śmigać kolorowe stada Twingo, Kaczek i Hipsterów, a my znowu będziemy się cieszyć jazdą… bez kredytu na 10 lat. Może nie będzie jakoś bardzo luksusowo, ale przynajmniej będzie wesoło.










