Renault Scenic E-Tech 100% Electric, wyposażony w akumulator o pojemności 87 kWh i silnik o mocy 220 KM, okazał się idealnym towarzyszem podróży przez północną Hiszpanię. W ciągu trzech dni – między czwartym a szóstym dniem wyprawy – pokonał 533 kilometry przez malownicze rejony Kraju Basków, Kantabrii i Asturii. Trasa wiodła od Bilbao przez Santander, Santillanę del Mar, Comillas, Potes aż do Oviedo – z licznymi przystankami, lokalnymi atrakcjami i nieoczekiwanymi przygodami związanymi z infrastrukturą ładowania.
– „Mimo że bardzo się starałem znaleźć wyzwania dla samochodu elektrycznego, infrastruktura w Hiszpanii okazała się zaskakująco sprawna” – mówi Jean-Luc Moreau zajmujący się w Renault relacjami zewnętrznymi i autor relacji z podróży. – „Nawet w najbardziej odległych miejscach, jak Cahecho w górach Picos de Europa, można znaleźć działające ładowarki.”

To właśnie Ayuntamiento de Cabezón de Liébana – lokalne władze niewielkiej, 50-osobowej osady w sercu gór – zasługują na szczególne wyróżnienie. Dzięki nim podróżujący samochodem elektrycznym mogą naładować pojazd za darmo, podziwiając przy okazji jeden z najpiękniejszych widoków w Europie. Trasa górska z Potes do Oviedo – mniej uczęszczana niż nadmorska – okazała się prawdziwym testem dla systemu odzyskiwania energii w Scenic E-Tech.

Jeśli chodzi o ładowanie, samochód wystartował z Bilbao na pełnym akumulatorze. Dwa noclegi w hotelach z ładowarkami Galp (z aplikacją Mundo Galp) pozwoliły uzupełnić energię do 100% – najpierw z poziomu 76% (zużycie 24,4 kWh), potem z 80% (około 20 kWh). Koszt wynosił około 0,40 €/kWh. Jednak korzystanie z ładowarek Galp nie obyło się bez problemów – aplikacja dwukrotnie zawiodła, a w jednym przypadku ładowanie rozpoczęło się samoistnie, bez informacji o płatności.

– „Do dziś nie wiem, kto zapłacił za tę sesję. Ani śladu w aplikacji, ani na koncie bankowym,” żartuje Moreau. – „Być może była to hiszpańska wersja elektrycznego cudu.”
W Oviedo, miejscu startu pierwszej pielgrzymki szlakiem św. Jakuba, napotkano inną niedogodność – obie stacje ładowania w podziemnym parkingu były zablokowane przez samochody spalinowe. Do tego w parkingu nie było zasięgu internetowego, niezbędnego do uruchomienia ładowarki przez aplikację.

– „To ciekawy paradoks – musisz połączyć się z aplikacją, ale nie masz sygnału. Przypomina to próbę złapania Wi-Fi w jaskini,” mówi Moreau z uśmiechem.

Mimo tych drobnych trudności, bilans podróży jest jednoznacznie pozytywny: ponad 1200 kilometrów, sześć hiszpańskich regionów, brak poważniejszych problemów z ładowaniem, wspaniałe widoki i pełen komfort jazdy. Cantabria – z urokliwymi miasteczkami jak Santillana del Mar czy Comillas (gdzie znajduje się słynna uczelnia i dom Gaudiego „El Capricho”) – okazała się równie gościnna dla kierowców samochodów elektrycznych, co dla turystów. Teraz podróżnicy kierują się na Zielone Wybrzeże, a następnie w stronę Santiago de Compostela.
– „Hiszpania pokazuje, że elektromobilność nie musi oznaczać kompromisów. Można podróżować daleko, pięknie i bez stresu – o ile ktoś nie zajmie ci ładowarki dieslem,” podsumowuje Moreau z nutą ironii.
fot. Jean-Luc Moreau













