Peugeot 406 Coupe z silnikiem V6 to auto marzenie. Na na pewno długo zapisało się w pamięci Marcina Wawrona.
— „Mój najlepszy samochód? Peugeot 406 Coupe – Ferrari dla ubogich” – opisuje swoje wspomnienia Marcin Wawron, dyrektor sprzedaży w Grupie PGS. W tych słowach czuć nostalgię, ale i dumę, jakby opowiadał o dawno utraconej miłości. Nie każdy samochód zapisuje się w pamięci na całe życie. Większość po latach odchodzi w cień, wyparta przez nowsze modele, mocniejsze silniki, bardziej zaawansowane technologie. Ale są takie auta, które wgryzają się w duszę kierowcy. Dla pana Marcina takim pojazdem był srebrny Peugeot 406 Coupe z 2000 roku – ten z legendarnym nadwoziem od Pininfariny i potężnym, wolnossącym silnikiem V6 pod maską.
Czasami w życiu mamy rzeczy, których sprzedaży żałujemy do dziś. Dla mnie takim błędem był mój srebrny Peugeot 406 Coupe z 2000 roku.
— „3.0 V6, manualna skrzynia, czerwone skóry w środku. To było połączenie, które robiło wrażenie na każdym parkingu. A kiedy dowiadywałeś się, że za design odpowiada Pininfarina – ci sami, którzy rysowali Ferrari – to wszystko nabierało innego wymiaru” – wspomina Wawron. 406 Coupe było samochodem z rzadkiego gatunku – takim, który potrafił oczarować zarówno wyglądem, jak i tym, co krył pod maską. Nie było w nim przesady, nie było modnych przetłoczeń czy agresywnych spojlerów. Sylwetka była prosta, elegancka, z wyważonymi proporcjami i liniami, które nawet po ćwierć wieku nie straciły świeżości.

— „Nazywali go Ferrari dla ubogich – i to wcale nie było obraźliwe. W pewnym sensie nim był. Jeździł jak marzenie, wyglądał jak auto z włoskiego katalogu, a kosztował tyle, że zwykły człowiek mógł sobie na niego pozwolić” – pisze. Nie chodziło jednak tylko o wygląd czy moc. Ten samochód potrafił po prostu… być wiernym towarzyszem podróży. Wspomina pewien wyjazd do Egeru – 1200 kilometrów tam i z powrotem, niemal bez postoju. — „Myślałem, że będę wykończony, a tymczasem… żadnego zmęczenia! Fotele były jak fotele w salonie, zawieszenie pochłaniało dziury jak gąbka. Z tyłu dwie osoby jechały w pełnym komforcie.”.

Jak to często bywa, życie przynosi decyzje, których potem żałujemy. Pan Marcin sprzedał swojego Peugeot. Nie dlatego, że mu się znudził, ale – jak wielu kierowców – w pogoni za czymś nowym, mocniejszym, teoretycznie lepszym. Dziś wróciłoby się do tamtych wrażeń bez wahania, ale rzeczywistość bywa brutalna. — „Szukam takiego egzemplarza. Problem w tym, że zostało ich niewiele. A te, które są, bywają w kiepskim stanie. Ci, którzy mają zadbane auta, trzymają je jak oczko w głowie”.
Emocji nie da się zastąpić nowym modelem. Peugeot 406 Coupe – w swojej najlepszej formie – był samochodem, który łączył elegancję z charakterem, komfort z pasją. Dziś staje się klasykiem, a każdy zadbany egzemplarz jest czymś więcej niż tylko środkiem transportu – jest kapsułą czasu, bilet wstępu do epoki, gdy samochody projektowano sercem, a nie algorytmem. I może właśnie w tym tkwi największa magia starych samochodów – uczą nas, że czasem to, co najlepsze, już mieliśmy w garażu.
zdjęcia ilustracyjne










