Renault Dauphine to auto, które w swoim czasie miało być francuskim hitem eksportowym. Produkowane w latach 1956–1967, trafiło do ponad 2 milionów klientów na całym świecie. Był to mały, lekki sedan z tylnym silnikiem i napędem na tylne koła – ot, idealny pojazd na wąskie uliczki Paryża czy wakacyjne wyjazdy nad Lazurowe Wybrzeże. Nikt jednak wtedy nie przypuszczał, że ktoś wpadnie na pomysł, by zrobić z niego… łódkę.
A jednak. W internecie krąży zdjęcie „Renault Dauphine Wigwam” – tajemniczej, pływającej wersji francuskiego klasyka. I to nie byle gdzie – fotografia została zrobiona na jeziorze Champlain podczas Waterama w stanie Vermont. Szczegółów brak, dokumentacji brak, ale jedno jest pewne: ktoś najwyraźniej oglądał za dużo przygód Pana Samochodzika.
Samochód Pana Samochodzika – inspiracja dla marzycieli

Przypomnijmy: literacki Pan Samochodzik, bohater książek Zbigniewa Nienackiego, poruszał się niezwykłym wehikułem. Z zewnątrz nie wyglądał zbyt atrakcyjnie (skrzyżowanie czółna z taczką), ale pod maską krył mocny silnik sportowego Ferrari i – co najważniejsze – potrafił pływać. Dzięki temu Pan Samochodzik mógł z powodzeniem realizować swoje misje, w tym zadziwiać kobiety i ścigać przestępców zarówno po drogach, jak i jeziorach. Dla wielu czytelników za czasów PRL była to wizja absolutnego motoryzacyjnego raju – auto-amfibia, które łączyło zalety samochodu i łodzi.
Francuski „Wigwam” na wodzie

Patrząc na tytułowe zdjęcie pływającego Renault Dauphine Wigwam, trudno się nie uśmiechnąć. Klasyczne, obłe kształty francuskiego sedana i kadłub przystosowany do pływania tworzą duet z pogranicza absurdu i geniuszu. Nie wiemy, kto to zbudował, nie wiemy, jak szybko pływał, ale wiemy jedno – lekkie nadwozie Dauphine i prostota konstrukcji najwyraźniej sprawiły, że przeróbka na wersję wodną była całkiem wykonalna.
Czy to była konstrukcja na potrzeby lokalnej imprezy, czy może fanowski projekt kogoś, kto naprawdę chciał być amerykańskim Panem Samochodzikiem – tego na razie się nie dowiemy. Ale jedno jest pewne: gdyby taka wersja weszła do seryjnej produkcji, nad mazurskimi jeziorami byłaby to większa sensacja niż najnowsze jachty. A już na pewno na Warmii, szczególnie na Jezioraku – przy którym, w miejscowości Jerzwałd mieszkał i tam jest pochowany Zbigniew Nienacki, autor Pana Samochodzika.
W końcu, kto by nie chciał wyskoczyć na ryby Renault Dauphine, a potem – bez wysiadania – wrócić prosto do garażu?






