Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu służy przede wszystkim lobbystom i producentom samochodów, mało ma wspólnego z ekologią. Jest dużo prostszy sposób aby w miastach powietrze było czystsze. Odebranie samochodów służbowych byłoby najlepszym sposobem na zmniejszenie emisji. Dlaczego? Bo kierowcy aut służbowych zdecydowanie mniej dbają o oszczędność paliwa.
Strefę Czystego Transportu reklamowano społeczeństwu jako panaceum na wszelkie zło w miastach. Rzeczywistość okazała się oczywiście inna. Oprócz utraty wartości starszych samochodów efektów raczej nie widać, za to urzędników musiało przybyć, podatki wzrosnąć a obowiązków kierowcy znowu mają więcej. Tymczasem jest jeden bardzo prosty sposób na zdecydowane polepszenie jakości powietrza.
Zabierzemy samochody służbowe, najpierw urzędnikom, zaczynając od włodarzy miast. Chcą utrudniać innym życie? Nie ma sprawy, ale najpierw niech sami zrezygnują ze wszelkich przywilejów. Urzędnikom też samochody są niepotrzebne – mówimy oczywiście o osobowych. Polska ma chyba rekordową na tle Unii Europejskiej flotę aut używanych w urzędach, agencjach i spółkach skarbu państwa.
Zobacz: wiadomości motoryzacyjne, codzienne
A potem zabierzmy się za auta służbowe w firmach. No bo skoro zakazywać to na całego. Kierowca samochodu służbowego, osobowego, zużywa tego paliwa zapewne więcej. Nie raz i nie dwa na ulicach widać zap….cych kierowców służbówek. Jakie tam poszanowanie środowiska i paliwa. Po co, przecież to najlepsza marka na świecie, służbowa.
Zobacz: testy nowych i używanych samochodów
Efekt uboczny będzie bardzo ciekawy, rynek zacznie wyglądać zupełnie inaczej, zmienią się statystyki sprzedaży, skończy się sprzedaż do flot, będzie walka o klienta indywidualnego, który dzisiaj jest 30% marginesem w naszym kraju… Pomarzyć, prawda?
No dobrze, wróćmy na ziemię. Żadnych zakazów być nie powinno, żadnego odbierania samochodów służbowych też. Raczej zdrowy rozsądek i odpowiedzialność. SCT to pomysł, który nie przyniesie realnych korzyści ekologicznych, za to z całą pewnością przyniesie pieniądze, tyle że nie nam. My kierowcy znowu dostaniemy po kieszeni. Bo w mentalności urzędników kierowca to taka dojna krowa i co ciekawe, było tak od zarania motoryzacyjnych dziejów. Ale wcale nie musi być dalej!






