Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie przyznało, że w przepisach są luki niemal połowa spraw wykrywanych przez CANARD kończy się bez kary. Teraz ma się to zmienić.
Dane są jednoznaczne. W 2023 r. fotoradary zarejestrowały ponad 985 tys. wykroczeń, ale aż 440 tys. spraw (44,6%) zakończyło się fiaskiem – sprawcy uniknęli odpowiedzialności. W 2024 r. naruszeń było już ponad 1,16 mln i według prognoz podobna liczba przypadków ulegnie przedawnieniu w 2025 r. Największy problem dotyczy właścicieli, którzy nie wskazują, kto faktycznie prowadził samochód, oraz kierowców zza granicy – zwłaszcza spoza Unii Europejskiej.
Luka prawna: brak realnych narzędzi
Obecne przepisy dają właścicielowi auta obowiązek wskazania, komu powierzono pojazd. To pozwala na tzw. „łańcuszkowe wskazywanie” kolejnych osób albo podawanie fikcyjnych danych cudzoziemca. Sądy nierzadko uznają takie odpowiedzi za wystarczające. Efekt? Sprawa kończy się umorzeniem, a faktyczny sprawca pozostaje bezkarny. Co więcej, Główny Inspektor Transportu Drogowego (GITD) nie ma dziś jednoznacznych uprawnień oskarżyciela publicznego w sprawach o niewskazanie kierującego. To kolejna luka w przepisach.
Co zmieni projekt ustawy?
Rząd proponuje kilka rozwiązań, które mają radykalnie zwiększyć skuteczność systemu.
- Precyzyjne dane kierującego: właściciel pojazdu będzie musiał wskazać imię, nazwisko i adres osoby prowadzącej auto oraz uzyskać jej potwierdzenie. Tylko wtedy obowiązek zostanie uznany za wykonany.
- Nowe narzędzia wobec cudzoziemców: powstanie wykaz pojazdów, które popełniły wykroczenie i nie udało się ustalić sprawcy. Jeśli taki samochód pojawi się w Polsce, możliwe będzie zatrzymanie dowodu rejestracyjnego lub odholowanie go na parking – chyba że kierowca wpłaci kaucję równą wysokości grzywny.
- Nowe uprawnienia dla ITD: inspekcja zyska status oskarżyciela publicznego w sprawach o niewskazanie kierującego pojazdem.
- Kary za ignorowanie korespondencji: brak odpowiedzi na pisma z CANARD czy celowe nieodbieranie listów będzie karane sankcjami porządkowymi.
- Bonus za szybkie zapłacenie mandatu: kierowcy, którzy przyjmą mandat i uregulują grzywnę w ciągu 14 dni przez eBOK, zapłacą o 25% mniej.
- Lepsza współpraca instytucji: projekt zakłada bliższą koordynację służb w walce z wykroczeniami drogowymi.
- Koszty przesyłek po stronie nadawcy: instytucje wysyłające korespondencję będą ponosiły koszty, a nie adresaci.
Na razie to tylko projekt ale już budzi kontrowersje.
Cel: nieuchronność kary
Resort infrastruktury nie ukrywa, że głównym celem zmian jest budowanie poczucia nieuchronności kary. Według autorów projektu tylko wtedy kierowcy zaczną poważnie traktować ograniczenia prędkości i sygnalizację świetlną. – „Luka w obecnych przepisach prowadzi do masowego unikania odpowiedzialności. To musi się skończyć” – czytamy w uzasadnieniu projektu.
Co dalej?
Projekt trafi do dalszych prac legislacyjnych. Jeśli ustawa wejdzie w życie, polscy kierowcy – i ci zza granicy – będą mieli znacznie mniej sposobów na ucieczkę przed mandatem. Co nie znaczy, że ich nie znajdą. Jesteśmy pomysłowym narodem.






