Ludzie, opowieści i historie, które sięgają czasem kilkadziesiąt lat wstecz sprawiają, że pewne spotkania pozostają w pamięci na długo. Podczas wizyty w fabryce Renault Santa Isabel w Kordobie, w Argentynie poznałam Alejandra i Krystynę Kras, rodzeństwo o polskich korzeniach, które snuło wspomnienia o swoim ojcu, który tak jak Alejandro, pracował w zakładzie Renault.
Santa Isabel to miejsce o długiej tradycji. Założona w 1955 roku przez firmę Industrias Kaiser Argentina (IKA) fabryka, początkowo zajmowała się produkcją Jeepa CJ-5 a następnie modeli Kaiser Estanciera i Carabela. Pod koniec lat 50, gdy Renault rozpoczęło współpracę z IKA, na taśmach montażowych pojawiły się pierwsze Renault Dauphine a następnie R4. W kolejnych latach udział marki stopniowo rósł, aż firma przejęła pełną kontrolę nad zakładem i rozpoczęła działalność jako Renault Argentina.
Do najważniejszych momentów w dziejach fabryki należało rozpoczęcie w 1966 roku produkcji modelu Torino, który stał się ikoną argentyńskich ulic oraz w 1970 roku Renault 12, który zapisał się na kartach historii największym wolumenem spośród wszystkich samochodów produkowanych w Santa Isabel. W Kordobie powstawały także m.in. Renault 18, Fuego, R11, R9, R21, Megane, Clio II, Trafic, Symbol, Grand Scenic, a w ostatnich latach także Alaskan, Sandero i Logan. W trakcie mojej wizyty w marcu 2026 roku, marka utrzymywała jedynie montaż Kangoo, ale tylko tymczasowo.
Nowy rozdział w historii fabryki
Termin mojej wizyty w Santa Isabel zbiegł się z intensywnymi przygotowaniami do produkcji nowego pick-upa, którego koncepcyjną wersję o nazwie Niagara marka zaprezentowała w 2023 roku. Prototypowe egzemplarze znajdowały się już na taśmach montażowych a ja niestety nie mogłam tego zobaczyć! Wszystkie szczegóły były ściśle tajne i na większość pytań uzyskiwałam odpowiedź: „niestety nie możemy Ci tego powiedzieć”.
Na hale fabryki wstęp mieli wyłącznie pracownicy a przedstawiciele Renault zaplanowali wizytę w taki sposób, by przypadkiem nie uchylić choćby cząstki tajemnicy przed oficjalną premierą samochodu. Zwiedzania hal nie było niestety w planie, ale Renault Argentina przygotowało niespodziankę i zorganizowało spotkanie z niezwykłymi ludźmi związanymi z marką, którzy w dodatku mają polskie korzenie: z Alejandrem Kras – specjalistą ds. logistyki w fabryce Santa Isabel i jego siostrą Krystyną Kras, która jest nauczycielką języków obcych. Posługuje się angielskim, hiszpańskim, francuskim i doskonale mówi po polsku.
40 lat w fabryce Renault
Alejandro pełni ważną funkcję przy wdrażaniu nowych projektów a obecnie w zakresie przygotowań do produkcji nowego pick-upa. Nadzoruje logistykę wszystkich komponentów we właściwe miejsce fabryki i dba o to, by pracownicy wspólnie dążyli do jednego celu. „Najtrudniej jest dojść ze wszystkimi do porozumienia” – mówi Alejandro – „Każdy chce wszystko na już, ale ta praca wymaga cierpliwości i serdeczności” – dodaje i trudno nie wyczuć bijącej od niego sympatii. Kiedy przechodziliśmy przez teren fabryki wszyscy witali się z nim jak z serdecznym przyjacielem.
Poza murami zakładu, Alejandro również jest postacią znaną, ale nie ze względu na motoryzację a muzykę. Od 1981 roku gra na banjo w Small Jazz Band, który jest jednym z najbardziej znanych a wręcz kultowych zespołów jazzowych w Kordobie. Składająca się z 5 osób grupa wykonuje utwory w klimacie nowoorleańskiego jazzu. Występują zarówno podczas lokalnych uroczystości, jak i zagranicznych wyjazdów. Odwiedzili Francję, Holandię i Niemcy. Po cichu liczymy na to, że pewnego dnia przyjadą również do Polski. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że puzonistą Small Jazz Band jest burmistrz miasta Kordoba, Daniel Passerini.
Torino – ikona argentyńskich dróg lat 70.
W ciągu 40 lat pracy, Alejandro obserwował rozwój fabryki Santa Isabel i wspomina, że kiedy zaczynał swoją przygodę z marką nie było takiej ilości maszyn i cyfryzacji. Obecnie wszystko jest zautomatyzowane a każdym procesem rządzą komputery i czy tego chce czy nie, musi pogodzić się z postępem.
Na przestrzeni lat widział niejeden model Renault zjeżdżający z linii produkcyjnej, ale najbliższe jego sercu pozostają dwa samochody: Torino i R18. Torino nie był wprawdzie prawdziwym Renault. Pojazd miał swoje korzenie amerykańskie (powstawał na podzespołach firmy AMC) i włoskie (projekt Pininfariny) aż w końcu trafił pod skrzydła francuskiej marki. Na rynku argentyńskim doczekał się statusu ikony. Z kolei R18 idealnie wpisywał się w realia lokalnej motoryzacji jako praktyczny i ekonomiczny środek transportu.
Kolejne pokolenie w Renault
Zawodowa droga Alejandro nie jest przypadkowa. Dokładnie tutaj w Santa Isabel pracował jego ojciec, Ludwik Czesław Kras i to właśnie on nakłonił go do rozpoczęcia swojej przygody w fabryce.
Nazwisko Kras brzmiało oryginalnie Kraś, ale ze względu na uproszczenie pisowni w hiszpańskojęzycznym kraju zostało zmienione na Kras. Pani Krystyna wciąż się nie poddaje i na wszystkich dokumentach podpisuje się z polskim „ś” na końcu, czym wywołuje często zdziwienie urzędników.
Ludwik Kras służył w Wojsku Polskim podczas II wojny światowej w stopniu kaprala podchorążego, jednak w rozmowach z dziećmi niechętnie wracał do wspomnień z tamtego okresu, zostawiając przykre doświadczenia za sobą. Po wojnie przebywał w Anglii poszukując możliwości ucieczki z Europy aż w końcu nadarzyła się okazja. Jedyny wybór jaki wówczas posiadał to wyruszyć do Argentyny od razu, albo czekać kilka miesięcy na statek do Australii. Zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. Do Argentyny przypłynął w 1949 roku na pokładzie parowca „Tucuman”, który był najszybszą drogą do nowego świata.
Z zawodu był technikiem elektrykiem, wykształconym w Polsce. Pani Krystyna opowiada, że urodził się w Chełmie i skończył Politechnikę Lubelską. Po przybyciu do Buenos Aires rozpoczął pracę w firmie General Electric, a w 1957 roku trafił do zakładu Renault w Santa Isabel, gdzie zajmował się organizacją procesów inżynieryjnych i dystrybucją materiałów. Łącznie przepracował w Renault aż 43 lata.
Pamiątki z dzieciństwa i kilka ciekawostek o marce
Podczas spotkania, Alejandro sięga po stare fotografie i dokumenty zarówno z czasów wojny, jak i pierwszych lat taty w Argentynie. Każda fotografia to osobna opowieść i inne emocje. Z torby wyciągał kolejne naznaczone znakiem wspomnień przedmioty w tym kurtkę, którą Ludwik Kras otrzymał od Anglików w czasie, gdy służył w Wojsku Polskim.

Wśród pożółkniętych kartek znajdują się również ciekawostki związane z IKA i marką Renault, jak kalendarze z 1967 i 1970 roku, czy zaproszenie na kolację dla pracowników, którzy ukończyli 5-letni staż w Industrias Kaiser Argentina wraz z zaznaczeniem stolika numer 53 dla Ludwika i osoby towarzyszącej. Alejandro z uśmiechem wskazuje również rysunkową anegdotę, wewnętrzny żart, który przedstawia, jak wygląda nowoczesna organizacja pracy w fabryce – każdy ma inną wizję końcowego produktu.
Wśród pamiątek pojawiają się bardziej osobiste obrazy z dzieciństwa Krystyny i Alejandra. Ich historia jest dosyć złożona. Rodzeństwo ma tego samego ojca, ale pochodzą z różnych małżeństw Ludwika. Pani Krystyna przyszła na świat w 1955 roku. Jej rodzice znali się jeszcze z Polski, ale do Argentyny dotarli osobno i dopiero tutaj wzięli ślub. Alejandro jest najstarszym dzieckiem z drugiego małżeństwa Ludwika. Kiedy zaczyna opowiadać o rodzinie, szybko okazuje się, że to dosłownie „wielka” historia ze względu na liczne rodzeństwo. W domu było ich aż jedenaścioro.
Pielęgnacja polskiej tradycji
Szybko okazuje się, że Ludwik namawiał do pracy w Santa Isabel nie tylko Alejandro, ale Krystynę także. ”Ucz się francuskiego” – mówił – „przyjdziesz pracować w Renault”. Mimo studiów w tym kierunku, jej droga zawodowa potoczyła się inaczej. Jednocześnie uczyła się angielskiego i francuskiego, ale to angielski umiłowała bardziej i angielski zwyciężył. Obecnie uczy języków obcych dzieci a w wolnych chwilach oddaje się artystycznej pasji – wykonuje tradycyjne, regionalne wycinanki, które są formą relaksu i oczyszczenia głowy z codziennych spraw. Wspomina, że raz życiu raz odwiedziła Polskę i ma nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wróci.

Polska jest cały czas obecna w sercach rodzeństwa Kras, w szczególności w rodzinnej historii, świętach obchodzonych tradycyjnie w gronie lokalnej społeczności a także w smakach potraw wywodzących się z Polski, jak pierogi, czy barszcz.
Patrząc na Alejandro i Krystynę, trudno nie pomyśleć o tym, jak bardzo los potrafi być nieprzewidywalny. Jedna decyzja, jeden statek, jeden moment i życie przenosi się na inny kontynent, jednak poczucie tożsamości i rodzinne więzi pozostają.
Zobacz także:
- Test: Nowy Fiat Cronos 1.3 CVT. Jeździłam hitem argentyńskich dróg i już wiem dlaczego jest tak popularny
- Renault Loganem 1.6 115 po jednej z najpiękniejszych dróg świata. Tylko… co tu tak trzęsie?
































