Ta sprawa mogłaby stanowić kanwę serialu prawniczego z motoryzacją w tle. Na podziemnym parkingu pod Paryżem wybuchł pożar, który zniszczył flotę samochodów elektrycznych i hybrydowych. W centrum całej historii znalazł się Peugeot 3008 należący do floty firmy Sanef. Auto było objęte akcją przywoławczą Stellantis z powodu ryzyka pożaru akumulatora, jednak nie została ona przeprowadzona.
Do zdarzenia doszło 24 marca 2025 roku. W ogniu ucierpiało szereg aut a straty były bardzo poważne, więc bardzo szybko zaczęło się szukanie winnych. Ubezpieczyciele, wynajmujący auta, właściciel budynku, operator ładowarek, Stellantis oraz inne firmy trafiły pod lupę.
Ekspertyza wskazała, że źródłem pożaru był Peugeot 3008. Samochód wcześniej trafił do serwisu przez firmę zajmującą się transportem aut, bo miał przejść wymianę wadliwego akumulatora, tyle że ten nie był dostępny. Auto wróciło więc na parking. Kto ponosi winę?
Kluczowa dla sprawy była decyzja sądu apelacyjnego w Wersalu z 19 lutego 2026 roku. Uznał on, że firma transportująca auto nie musi brać udziału w dalszej ekspertyzie, bo nie ma wystarczających dowodów, że to ona ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność. Pomogło zdjęcie wykonane po odstawieniu samochodu. Pokazywało ono, że Peugeot był wtedy zaparkowany inaczej niż w dniu pożaru. Innymi słowy: ktoś jeszcze musiał później z auta korzystać albo je przestawić.
To jednak nie kończy całej sprawy. Sąd nadal bada odpowiedzialność producenta oraz wpływ innych czynników. Zanim sprawa się skończy, a jak widać jest dość złożona, może upłynąć sporo wody w Sekwanie. Można jednak już teraz wyciągnąć jeden wniosek: jeśli masz oficjalne wezwanie do serwisu z powodu ryzyka pożaru, lepiej nie odkładaj tego na później.
Źródło: Clubic






