Dziś dla wielu osób może to brzmieć zaskakująco, ale przed II wojną światową Niemcy naprawdę chętnie kupowali samochody marki Citroën. I nie chodzi tu o pojedyncze importowane egzemplarze dla ekscentryków czy bogaczy, lecz o samochody francuskiej marki produkowane na miejscu, w Niemczech, dla niemieckich klientów. Jednym z najciekawszych rozdziałów tej historii jest fabryka Citroëna w Kolonii, o której dziś pamięta się zdecydowanie za rzadko.
W drugiej połowie lat 20. i na początku lat 30. obecność zagranicznych marek na niemieckim rynku nie była niczym niezwykłym. Fiat montował swoje samochody w Heilbronn, Ford budował auta w Kolonii, a niemieccy klienci nie mieli oporów przed kupowaniem konstrukcji pochodzących spoza kraju, jeśli tylko oferowały dobrą jakość, nowoczesność i rozsądną cenę. W tym właśnie otoczeniu Citroën potrafił znaleźć dla siebie miejsce i przekonać do siebie nabywców. Marka uchodziła za niezawodną, komfortową i bardzo zaawansowaną.
Francuska firma uruchomiła swój zakład w Kolonii w 1927 roku. To właśnie tam powstawały pierwsze niemieckie Citroëny, a jednym z najważniejszych modeli produkowanych w tym miejscu był Citroën B14. W ciągu zaledwie półtora roku zbudowano blisko 9 tysięcy egzemplarzy tego samochodu przeznaczonych na rynek niemiecki. To wynik, którego nie da się zlekceważyć, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę realia epoki i fakt, że niemiecka gospodarka dopiero się odbudowywała i była nastawiona na zupełnie inne tory a społeczeństwo wciąż pamiętało tragedię I wojny światowej.
To chyba najbardziej fascynujący element tej historii. Wojenny konflikt między Francją a Niemcami był przecież nadal żywy w pamięci społeczeństwa, a mimo to niemieccy klienci byli gotowi sięgać po samochody z szewronami na masce. Najwyraźniej Citroën potrafił przekonać ich produktem. A to mówi o tej marce bardzo dużo.
Citroën B14 nie był autem przypadkowym. Jak na swoje czasy oferował rozwiązania bardzo nowoczesne. Miał stalowe nadwozie, zapewniał miejsce dla całej rodziny, dysponował wspomaganymi hamulcami systemu Westinghouse/WABCO, a jego silnik o pojemności oszałamiających 1,5 litra rozwijał aż 22 KM. Dziś takie parametry nikogo nie poruszą, ale w drugiej połowie lat 20. był to bardzo sensowny, konkurencyjny zestaw. Szczególnie w klasie aut klasy średniej, gdzie niemieccy producenci nie zawsze byli w stanie zaproponować równie nowoczesnego auta za podobne pieniądze.
I właśnie dlatego Citroën B14 tak często pojawia się na archiwalnych zdjęciach z Niemiec. Był częścią normalnego krajobrazu epoki. Na jednym z takich zdjęć (zdjęcie tytułowe), wykonanym w uzdrowisku Bad Pyrmont, widzimy piękny egzemplarz B14 ustawiony na głównej alei miasta, z kolumnadą Wandelhalle w tle. To nie jest fotografia zwykłego środka transportu. To portret samochodu, z którego właściciele byli wyraźnie dumni. Auto wygląda odświętnie, jakby zostało specjalnie przygotowane do zdjęcia. Można wręcz odnieść wrażenie, że przed sesją starannie je umyto i wypolerowano, by prezentowało się jak najlepiej. Automobil był symbolem statusu a niemieccy klienci byli dumni ze swojego Citroëna. I mieli ku temu powody.
Bo Citroën świetnie wpisywał się w ten klimat. Francuska marka już wtedy była synonimem postępu, odwagi technicznej i świeżego podejścia do motoryzacji. Niemcy najwyraźniej to doceniali i kupowali Citroëny produkowane w Kolonii mimo politycznych i historycznych zaszłości, produkt bronił się sam. Liczyło się to, co samochód oferował, a nie to, skąd pochodził producent.
Źródło: Michael Schlenger, „Auf der Suche nach dem Frühling? Citroen B14”, Vorkriegsautos auf alten Fotos, 23 marca 2026 r. Materiał umieszczony za zgodą autora.
fot. Sammlung Michael Schlenger, Bad Nauheim, Deutschland






