Samochody elektryczne wywołują różne emocje, nieznane posiadaczom klasycznych aut. Na przykład takie, że właściciel innego elektryka zakazuje ci ładowania swojego pojazdu do 100%, bo on też czeka na ładowanie. Taka sytuacja miała miejsce w Indiach.
Na popularnej stacji ładowania Mahindry dwa auta ładowały się tak długo, że zniecierpliwiony członek klubu Tesla postanowił zaapelować do niego nie tylko fizycznie ale też w sieci. „Naładuj tyle, ile potrzebujesz do komfortowej dalszej jazdy i ruszaj dalej, szczególnie wtedy, gdy inni czekają na ładowanie.
Pamiętaj też o innych właścicielach samochodów elektrycznych”.
Jeśli masz klasyczne auto, to się nie martwisz prędkością nalewania, prawda? Od początku do końca benzyna czy ropa lecą w tym samym, równym tempie a pistolet kończy tankowania sympatycznym klikiem. No dobra, a w przypadku elektryka? No cóż, tutaj jest problem. Do 80% zwykle ładowanie idzie całkiem sprawnie, ale potem zaczynają się kłopociki, to znaczy prąd płynie mniej raźnie. Szczególnie trudne są ostatnie procenty, gdzie energia wprost kapie kropelkami.
Efekt? Auto stoi, ładowarka zajęta, kolejka rośnie, a inni kierowcy zaczynają filozofować o sensie życia. Z drugiej strony apelowanie o to, aby nie tankować do pełna jest nieco absurdalne. Wyobrażacie sobie, że wjeżdżacie na Orlen, BP czy Circle K a tam są protesty przeciwko nabieraniu paliwa? „Tankuj 20 litrów i won!” albo „Każdy kierowca ma prawo do zbiornika pełnego w trzech czwartych”. W jakimś skrajnym wydaniu byłoby to limitowanie czasu przy pompie do minuty, bo po co więcej.
A już tak mniej żartując, można zrozumieć tych oczekujących, że coś ich trafia. Ale posiadacz Tesli powinien chyba mieć tam na pokładzie sporo rozrywki, bo właśnie na owo czekanie mu zamontowali tak wielki telewizor pośrodku. No chyba, że zabrakło prądu.
Wyświetl ten post na Instagramie






