Pierwsze samochody przejęły wiele rozwiązań z powozów konnych, także oświetlenie. Zanim pojawiły się żarówki, alternatory, reflektory halogenowe, ksenony i LED-y, drogę przed kierowcą rozświetlały lampy świecowe, olejowe, karbidowe i acetylenowe. My zajmiemy się acetylenem.
Właśnie do nich w czasie tej szalonej epoki odwołuje się francuski plakat reklamowy Le Phare Ducellier voit tout, czyli Reflektor Ducellier widzi wszystko. Hasło jest dowcipne i bardzo dosłowne: silny snop światła z automobilu pada na parę zajmującą się romantycznymi uniesieniami, ukrywającą się nocą na uboczu. Reklama dosłownie pokazuje, że ten reflektor nie tylko oświetla drogę, on demaskuje wszystko, co dzieje się w ciemności.

Na dole widnieje napis Acétylène non comprimé — acetylen niesprężony. Musicie bowiem wiedzieć, że wczesne reflektory samochodowe często korzystały z acetylenu wytwarzanego na bieżąco w generatorze, zwykle przez reakcję wody z karbidem wapnia. Taki gaz trafiał przewodami do palnika w reflektorze, a płomień, wsparty odbłyśnikiem i soczewką, dawał jasne, białe światło. Acetylen był popularny na początku XX wieku, bo taki płomień znacznie lepiej znosił wiatr i deszcz niż wcześniejsze lampy olejowe. Można by powiedzieć, że w tamtych czasach był to taki odpowiednik LEDów w stosunku do zwykłej żarówki. Różnica ogromna!
Jak wyglądała obsługa takiego systemu oświetleniowego?
Dzisiaj wsiadasz i jedziesz. A wtedy? No cóż… Lampy acetylenowe działały dzięki reakcji chemicznej między karbidem wapnia a wodą. Karbid wapnia (CaC₂) po kontakcie z wodą wydzielał acetylen — łatwopalny gaz o bardzo jasnym płomieniu. A dokładnie powstawały acetylen (C₂H₂) — gaz zasilający lampę, oraz wodorotlenek wapnia — biały osad przypominający mokrą kredę lub wapno.
W bardziej zaawansowanych systemach woda kapała stopniowo na karbid. Im więcej wody dopływało, tym więcej powstawało gazu i tym mocniej świeciła lampa. Był to więc w pewnym sensie chemiczny regulator jasności.
Sama procedura przed nocną jazdą przypominała przygotowanie małego piecyka:
- otworzyć generator,
- uzupełnić karbid,
- dolać wodę,
- sprawdzić przewody,
- odkręcić zawór,
- zapalić reflektory ręcznie zapałką lub zapalniczką.
I to wszystko przed ruszeniem w trasę.
Do tego dochodziły jeszcze kwestie eksploatacyjne. Generator po takiej jeździe trzeba było regularnie czyścić z osadu wapiennego. Zbyt duża ilość wody mogła spowodować nadmierną produkcję gazu, a nieszczelności były niebezpieczne, bo acetylen jest bardzo łatwopalny. W czasie jazdy zdarzało się też, że płomień gasł od silnego wiatru albo drgań.
Mimo tych wad lampy acetylenowe były prawdziwą rewolucją, bo dawały niesamowicie białe światło, co przy coraz większych prędkościach było po prostu niezbędne.
Ducellier – marka, która trafiła do Valeo
A sam producent? Ducellier nie był przypadkową marką. Początki firmy sięgają 1830 roku, gdy Gabriel Ducellier produkował latarnie świecowe do powozów konnych. W 1911 roku powstały Phares Ducellier, a firma weszła w świat reflektorów samochodowych i pierwszego oświetlenia elektrycznego. Z czasem Ducellier stał się znanym francuskim producentem osprzętu elektrycznego: reflektorów, zapłonu, rozruszników i alternatorów.
A co było dalej? Historia oświetlenia samochodowego przyspieszyła. Pod koniec XIX wieku stosowano lampy olejowe i acetylenowe, ale drogie elektryczne reflektory pojawiły się już w roku 1898 roku, początkowo były jednak kłopotliwe: żarówki nietrwałe a niskonapięciowe instalacje elektryczne słabe. Przełom przyniosły dopiero sprawniejsze prądnice, akumulatory i kompletne systemy elektryczne, takie jak układ Cadillaca z 1912 roku. A potem historię już znacie…
Ducellier przez dekady pozostał ważnym nazwiskiem w świecie francuskiej motoryzacji. Części tej marki można znaleźć w klasycznych autach Citroën czy Renault. W latach 80. marka trafiła do grupy Valeo, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.







