Czy można trzymać samochód w rodzinie przez 50 lat? Jak najbardziej, ten model to Renault 12. W Kordobie spotkałam niezwykłych ludzi i zobaczyłam niesamowite samochody.
Nie spodziewałam się tak ciepłego i licznego powitania ze strony Renault Argentina, przedstawicieli muzeum i członków Klubu Renault Classic Córdoba. Dzięki nim to miejsce żyje a samochody nie są tylko eksponatami – tworzą spójną całość z zabytkową architekturą budynku i historią miasta.
Museo de la Industria znajduje się w samym centrum Kordoby i jest mocno zakorzenione w przeszłości. Budynek powstał w 1896 roku w miejscu dawnego placu załadunkowo-rozładunkowego Centralnej Kolei Argentyńskiej, która przez lata łączyła Kordobę z resztą świata. Architektura utrzymana jest w stylu angielskim, choć znajdują się tu również francuskie akcenty. Sklepienie dachu zostało sprowadzone aż z Marsylii. W 1996 roku powstało tu muzeum poświęcone lokalnemu przemysłowi, w tym motoryzacji, która ze względu na znajdujące się w okolicy fabryki samochodów odegrała ogromną rolę w życiu miejscowej społeczności.
Papamobile Jana Pawła II
Już od progu przywitało mnie Renault z 1923 roku, a z każdym kolejnym krokiem odkrywałam nowe ciekawostki. Znalazłam tu nawet polski wątek. W muzeum znajduje się Papamobile przygotowany specjalnie na wizytę Jana Pawła II w Argentynie w 1987 roku. Zbudowano trzy egzemplarze – dla Buenos Aires, Kordoby oraz innych prowincji. W późniejszych latach jeden z nich trafił również do Brazylii. Papamobile powstał na bazie Renault Trafica w fabryce Santa Isabel w Kordobie.
Kilka kroków dalej stoi coś, co wygląda niemal jak motoryzacyjna instalacja artystyczna – Renault Megane Scenic z przezroczystą maską i drzwiami. W rzeczywistości samochód jest narzędziem szkoleniowym. Dzięki takiej konstrukcji młodzi mechanicy mogli dokładnie zobaczyć, jak pracują poszczególne elementy samochodu.
Dauphine z Kordoby
Historia produkcji Renault w Argentynie sięga 1959, czyli roku, w którym podpisano umowę z firmą Kaiser Motors. Wcześniej, samochody francuskiej marki trafiały tu jedynie z importu. W kolejnym roku rozpoczęto montaż modelu Dauphine, który pozostaje jednym z symboli argentyńskiej motoryzacji.
Niewielki, ekonomiczny samochód szybko zdobył popularność wśród obywateli Argentyny. Nic dziwnego, że wkrótce pojawiła się także mocniejsza wersja Gordini. Samochody napędza umieszczony z tyłu czterocylindrowy silnik o pojemności 845 cm³. Siedzenia są sprężyste i miękkie, jak na kanapie u babci, co zapewnia zaskakującą wygodę.
Skoro silnik jest z tyłu, to gdzie znajduje się koło zapasowe? W schowku pod bagażnikiem z przodu pojazdu, za niewielką pokrywą. System, zaskakuje swoją prostotą i funkcjonalnością.
W zabytkowej hali muzeum nie mogło zabraknąć legendarnego Renault 4L, który przez lata woził całe rodziny nie tylko w Europie, ale także w Argentynie.
Gabriel Mocci, właściciel egzemplarza z 1966 roku próbował nam udowodnić, że Czwórka przewiezie wszystko. Dzięki sprytnemu systemowi składania siedzeń, bagażnik jest ogromny! Nowoczesne samochody nie mogą się z tym równać.
Torino – legenda Argentyny
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych samochodów w historii argentyńskiej motoryzacji jest bez wątpienia Torino. Model powstał pod koniec lat 60. jako rozwinięcie projektu firmy IKA (Industrias Kaiser Argentina). Przy jego tworzeniu współpracowało włoskie studio Pininfarina, a od 1975 roku samochód był produkowany pod marką Renault.
Torino szybko stało się symbolem argentyńskiej motoryzacji. Łączyło sportowe osiągi z komfortem dużego sedana, a swoją legendę zawdzięcza również sportom motorowym. Szczególnie znaczący był start w 84-godzinnym wyścigu na Nürburgringu, gdzie argentyński zespół zadziwił świat wytrzymałością Torino.
Wersja Coupe ZX wystawiona w muzeum należy do Gabriela Morello, dla którego samochód jest prawdziwym oczkiem w głowie – nie ma takiej ceny, która skłoniłaby go do sprzedaży. Torino napędza silnik o pojemności 3778 cm³, który generuje 200 KM mocy i dostarcza właścicielowi to wyjątkowe uczucie satysfakcji, gdy wyjeżdża nim na drogę.
Renault 12 od 50 lat w jednej rodzinie
W klubie Renault Classic Córdoba miłość do marki to często tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Doskonale pokazuje to historia Renault 12 należącego do Salvadora Torresa. Samochód jest w jego rodzinie od pół wieku! Ojciec kupił R12-tkę w 1976 roku, gdy model przeżywał w Argentynie swój złoty czas. Renault 12 było wtedy wszędzie. Jeździło jako taksówka, radiowóz oraz samochód rodzinny i wciąż wiele z nich można spotkać na drogach Argentyny. Niestety na wielu z nich swoją obecność zaznaczył już ząb czasu.
Egzemplarz Salvadora ma na liczniku 160 tysięcy kilometrów i trudno uwierzyć, ale jego lakier to wciąż oryginał.
Obok pomarańczowego modelu stała również nowsza wersja z silnikiem 1.6, która do tej pory przejechała 180 tysięcy km i mimo wieku nie jest tylko samochodem, którym jeździ się od święta. Nabija kolejne kilometry i wcale nie są to krótkie dystanse. Właściciel pokonał niedawno trasę z Kordoby do wodospadów Iguazú i z powrotem, czyli łącznie 3100 km.
Człowiek, który maluje Renault
Artyści często szukają inspiracji w naturze, pejzażach czy spotkaniach z ludźmi. Alejandro Savay znajduje ją w klasycznej motoryzacji.
Od 34 lat pracuje w fabryce Renault w Santa Isabel, w której odpowiada za jakość produktu. Po godzinach, choć wolnych chwil nie ma zbyt wiele ze względu na dużą rodzinę – maluje. Kiedy znajduje na to czas? Wtedy, gdy większość ludzi śpi – między trzecią a szóstą rano, tuż przed wyjściem do pracy.
Każdy obraz to kilkadziesiąt godzin spędzonych przy płótnie, ale efekt nagradza trud. Wszystkie prace są wyjątkowe, ale jedna ma szczególny charakter. Powstała z okazji 70-lecia fabryki Santa Isabel i przedstawia wszystkie modele Renault produkowane w zakładzie w Kordobie. Obrazy dopełniają motoryzacyjną atmosferę muzeum.
Spotkanie z członkami Renault Classic Córdoba na długo zostanie w moim sercu. Przywitała mnie grupa właścicieli klasycznych samochodów, z których każdy z ogromną pasją opowiadał o historii Renault i swoim wkładzie w zachowanie dziedzictwa marki. Bardzo dziękuję Renault Argentina, Klubowi Renault Classic Cordoba oraz Museo de la Industria za te piękne chwile. 
Na koniec małe zaskoczenie
Kiedy wydawało mi się, że ten dzień nie może mnie już niczym zaskoczyć, czekała na mnie niespodzianka – wizyta w obrotowym domu.
Tak, dobrze czytacie. Ten budynek naprawdę można było obracać. Powstał z myślą o żonie właściciela, która chorowała na astmę. Dzięki mechanizmowi sterowanemu dźwignią przy łóżku dom zawsze był ustawiony w stronę słońca – o każdej porze dnia. Budynek jest w pełni funkcjonalny, ma dostęp do wody i prądu. Za obrót odpowiadają silniki elektryczne.
Podobno właściciele czasem robili żarty swoim znajomym: Goście wchodzili drzwiami od frontu, a po wizycie… wychodzili tymi samymi drzwiami, tylko że zupełnie z innej strony domu.
Poniżej linki do innych artykułów z podróży do Argentyny:
- O wrażeniach z podróży napisałam w tym artykule
- Argentyna mnie zaskoczyła. Francuskie samochody są tutaj wszędzie
- Widziałam Renault, którego Ty nie zobaczysz w Europie! Mój dzień w Buenos Aires między Borealem, La Bocą, tango i legendą Evity










































































