We Francji takie Renault 5 ma sens, ale w Polsce absolutnie nie – pisze jeden z naszych Czytelników w komentarzu. Bo Francja, rzekomo nowoczesna, miejska, zelektryfikowana, a Polska to niekoniecznie. W domyśle: tam ładowarki wyrastają z chodników jak platany, u nas co najwyżej słupki parkingowe. Sprawdziłem i rzeczywistość jest chyba trochę mniej romantyczna, a trochę bardziej złośliwa dla takich tez.
Francja rzeczywiście ma dziś znacznie więcej publicznych punktów ładowania niż Polska. Według danych EAFO w styczniu 2026 roku było to ok. 189.943 publicznie dostępnych punktów, podczas gdy Polska mogła pochwalić się na koniec 2025 roku 11.762 punktami. Tylko że z tego wcale nie wynika, że każde francuskie miasto jest rajem dla elektryka, a każde polskie miasto – komunikacyjną pustynią.
Zacznę od tego, że Renault 5 E-Tech nie zostało wymyślone jako auto dla handlowca robiącego codziennie trasę Chrzanów–Wrocław. To miejski i podmiejski samochód elektryczny, oferowany z akumulatorem o pojemności do 52 kWh i zasięgiem do około 400–410 km WLTP (zimą około 250 km).
Renault podkreśla też możliwość ładowania AC 11 kW oraz DC, a wersja comfort range ma uzupełniać energię od 15 do 80% w około 30 minut. To dokładnie ten typ auta, który ma sens tam, gdzie większość ludzi naprawdę jeździ: do pracy, po zakupy, po dzieci, z miasta do miasta obok. Czyli również w Polsce.
Oczywiście, nie ma sensu udawać, że Renault 5 będzie autem dla każdego. Kto mieszka w bloku bez żadnego dostępu do ładowania, codziennie robi dalekie trasy i nie chce planować postojów, ten nadal lepiej odnajdzie się w hybrydzie albo klasycznym napędzie. Ale to nie jest argument przeciwko Renault 5 w Polsce. To jest argument przeciwko konkretnemu sposobowi użytkowania samochodu elektrycznego.
A gdyby chcieć jeździć tylko w mieście? 250 kilometrów zimą i około 400 kilometrów latem wystarczy, by na ładowarkę podjeżdżał raz w tygodniu, chyba że mieszka w aglomeracji śląskiej, Warszawie czy Trójmieście i musi przejeżdżać z jednego końca na drugi. Renault 5 jest autem do określonego stylu życia i ten styl życia istnieje także w pięknym kraju nad Wisłą. W Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu, ale też w dziesiątkach mniejszych miast, gdzie ludzie pokonują dziennie po kilkadziesiąt kilometrów, parkują pod domem, w pracy albo przy sklepie i nie potrzebują kabla na każdym rogu.
W redakcji nie mamy ładowarki. Zwykle jeździmy ładować się publicznie. Czasem to uciążliwe, czasem nie. Tylko róbmy z Polski jakiejś pustyni, bo tak nie jest. A ja marzę o momencie, w którym w Polsce, podobnie jak w Anglii, złącza do ładowania będą dostępne ze słupów latarni. Proste, może wolne, ale dostępne w wielu miejscach…






