Renault Dauphine był sprzedawany w USA z gwarancją bez limitu kilometrów. Samochód ten, o czym mało kto pamięta, odniósł tam oszałamiający sukces.
Amerykańskie reklamy Renault z końca lat pięćdziesiątych były pełne entuzjazmu i wiary w to, że świat można przekonać do niewielkiego, miejskiego samochodu znad Sekwany. W amerykańskich gazetach pojawiały się ogłoszenia zaczynające się od pełnego rozmachu hasła: „Najszybciej sprzedający się czterodrzwiowy ekonomiczny sedan na świecie! Renault Dauphine”. Pod wielkimi literami wymieniano najważniejsze korzyści: pięć miejsc, cztery drzwi i spalanie przekraczające czterdzieści mil na galon. Reklamodawca podkreślał: „To wielkie twierdzenie, wiemy, ale prawdziwe!” – aby zaraz dodać, że ten „światowej sławy Renault” sprzedaje się lepiej niż wszystkie inne ekonomiczne czterodrzwiowe sedany importowane do Stanów Zjednoczonych, rok po roku i miesiąc po miesiącu, notując imponujący wzrost sprzedaży na poziomie 141 tysięcy egzemplarzy w skali kraju.
W dalszej części reklamy Amerykanie mogli przeczytać, że samochód oferuje „40 mil na galon oszczędności”, „pełną łatwość prowadzenia”, „możliwość zaparkowania i zawrócenia dosłownie w miejscu”, a jego karoseria jest „sztywna, solidna i długowieczna”. Zwracano uwagę na przestrzeń dla całej rodziny, duży bagażnik i dostępność serwisu w całych Stanach. Zaskakująco śmiało brzmiała też informacja o cenie – obiecywano, że jest to pełna kwota za samochód dostarczony do lokalnego salonu, a klient po wpłacie jednej trzeciej wartości lub pozostawieniu swojego auta w rozliczeniu może wyjechać nową Dauphine „prosto z Paryża”. Do tego Renault oferowało sześciomiesięczną gwarancję bez limitu przebiegu, co było wówczas wyjątkową propozycją. Wszystko to razem tworzyło wizję niedrogiego, europejskiego samochodu, który miał przynieść Amerykanom oszczędność, wygodę i odrobinę francuskiego stylu.
Sukces Renault Dauphine w USA nie był jednak tylko efektem marketingu. Samochód trafił idealnie w czas, gdy Stany Zjednoczone zaczynały fascynować się małymi modelami z Europy. Amerykańskie drogi były zdominowane przez ogromne, paliwożerne sedany z wielkimi silnikami V8, ale coraz większa grupa klientów szukała czegoś tańszego, oszczędniejszego i bardziej praktycznego. Importowany Renault pasował do tej roli idealnie.
I chociaż dzisiaj ciężko w to uwierzyć, w 1957 roku sprzedaż osiągnęła około 28 tysięcy sztuk, rok później już 57 tysięcy, a w 1959 roku padł absolutny rekord – około 102 tysięcy sprzedanych egzemplarzy w jednym roku. Był to moment, w którym Renault Dauphine stało się najlepiej sprzedającym się czterodrzwiowym autem importowanym do Stanów Zjednoczonych, co dla francuskiego producenta stanowiło ogromne wyróżnienie. Do 1960 roku łączna sprzedaż przekroczyła 200 tysięcy sztuk, wynik imponujący dla europejskiej marki próbującej zdobyć rynek zdominowany przez lokalnych gigantów.
Popularność Dauphine wynikała z połączenia kilku elementów: Po pierwsze, samochód oferował niespotykaną jak na ówczesne amerykańskie warunki oszczędność paliwa. Przekładane na język dzisiejszych czasów spalanie rzędu kilku litrów na 100 kilometrów było prawdziwym szokiem dla kierowców przyzwyczajonych do tankowania niemal przy każdym dłuższym przejeździe. Po drugie, auto było proste w prowadzeniu – lekkie, kompaktowe i bardzo zwrotne, idealne do centrów miast. Po trzecie, miało w pełni użytkowe nadwozie z czterema drzwiami i przestronnością, która realnie pozwalała przewozić rodzinę, a nie tylko dwie osoby.
Należy też pamiętać, że Dauphine bazowała na sprawdzonej konstrukcji Renault 4CV, wykorzystując układ z silnikiem i napędem umieszczonymi z tyłu. To zapewniało dobre właściwości trakcyjne i jednocześnie pozwalało wygospodarować stosunkowo dużą przestrzeń w kabinie. Dla wielu Amerykanów taka koncepcja była egzotyczna, ale jej praktyczność szybko zdobywała zwolenników.

Nie wszystko jednak rozwijało się tak dynamicznie, jak początkowo obiecywały reklamy. Wraz ze wzrostem popularności zaczęły pojawiać się pierwsze trudności. Część dealerów nie miała wystarczającego doświadczenia w obsłudze europejskiej techniki, a dostawy części zamiennych bywały opóźnione. Niektórzy użytkownicy zgłaszali problemy z trwałością samochodu w trudnych, amerykańskich warunkach – zwłaszcza w stanach o bardzo surowym klimacie lub tam, gdzie auta narażone były na intensywne działanie soli sypanej na drogi.
Swoje kontrowersje wzbudzało też elekromagnetyczne sprzęgło Ferlec, oferowane w wybranych wersjach. Było to rozwiązanie wyprzedzające swoje czasy, ale dla wielu kierowców okazało się zbyt skomplikowane, a jego trwałość nie zawsze była zgodna z oczekiwaniami. Z czasem te czynniki zaczęły odbijać się na wizerunku modelu. Po 1960 roku sprzedaż spadła gwałtownie, dochodząc pod koniec okresu do około 12 tysięcy sztuk rocznie. Renault nie zdołało utrzymać swojej pozycji.
Mimo to Renault Dauphine pozostawiło po sobie trwały ślad w historii motoryzacji w Stanach Zjednoczonych. Do dziś model uznawany jest za jeden z najważniejszych europejskich samochodów, które próbowały zdobyć Amerykę w czasach pierwszej fali importów. Egzemplarze kolekcjonerskie, zwłaszcza rzadkie odmiany Gordini, osiągają wysokie ceny i są poszukiwane przez miłośników klasyków.












