Ruszyło nowe muzeum motoryzacji pod Kielcami. Warto je odwiedzić nie tylko w majówkę

392
UDOSTĘPNIEŃ
1.3k
ODSŁON

Zobacz również

Przygotowania trwały dość długo, ale wreszcie jest – nowe muzeum motoryzacji w dużej mierze poświęcone legendarnemu Citroënowi 2CV jest już oficjalnie otwarte. Byliśmy tam w gronie gości na specjalnym pokazie, a za zaproszenie bardzo dziękujemy właścicielowi, Panu Robertowi Staweckiemu.

Wielkimi krokami zbliża się Majówka. Tradycyjnie Polacy ruszą w większe i mniejsze podróże. Jeśli jeszcze nie macie planów, to koniecznie powinniście rozważyć wizytę w okolicach Kielc. W Wolicy przy ul. Słonecznej 2a (50°44’52.0″N 20°28’11.7″E) otwarto bowiem niewielkie, ale bardzo ciekawe i prowadzone z pasją muzeum motoryzacji, którego główną gwiazdą jest kultowy Citroën 2CV. Słynnej kaczce poświęcono chyba z 95% eksponatów, a może nawet więcej.

Odwiedzających wita Citroën Traction Avant, który to model można zresztą wynająć także jako samochód dla młodej pary. Obok, pod drewnianą wiatą, kawałek 2CV-ki, a w środku świeżo urodzone kocięta. To tego stary motorower, 50-letni radziecki rower i kilka zdjęć starych aut. Muzeum szczyci się także odrestaurowanym Żukiem w barwach Straży Pożarnej, który stoi przy drodze dojazdowej do obiektu.

Na miejscu znalazł się także sklepik, w którym można kupić bardzo ciekawe magnesy z Citroënem 2CV, ale warto podkreślić, że to oryginalna produkcja muzeum Pana Roberta. Żadna masówka – to znajdziecie tylko tutaj. Są też zegary, miniaturki samochodów, puzzle i masa innych gadżetów.

Właściciel przygotował też konkurs oparty o kody QR. Najpierw trzeba sczytać kod główny, a potem kolejne na tabliczkach umieszczonych na jednej z zewnętrznych ścian muzeum.

Ponieważ obiekt jest raczej niewielki, Pan Robert przygotował też altankę dla osób, które będą ewentualnie zmuszone poczekać na wejście. Znajduje się tam monitor, na którym wyświetlane są filmy o samochodach, są egzemplarze prasy motoryzacyjnej poświęconej zabytkowych autom, jest na czym i przy czym posiedzieć, a całość zabezpieczono nie tylko przed deszczem, ale też przed wiatrem.

W samym muzeum znajdują się dwa Citroëny 2CV, w tym jeden w dwuosobowej wersji cabrio (Hoffmann). Druga 2CV-ka, to Charleston. Właściciel ma jeszcze inne samochody, ale aktualnie stały one jako reklama muzeum w okolicach zamku w pobliskich Chęcinach.

Do tego dochodzi mnóstwo modeli w różnej skali, w tym niewielkie, za to porcelanowe samochodziki umieszczone na makiecie w przeszklonej gablocie. Dla osób ze słabszym wzrokiem przygotowano nawet lupy, ale generalnie nie są one potrzebne. Nie brakuje też serii zdjęć, grafik, rysunków, w tym wykonanych przez dzieci. Pan Robert zapoczątkował też tworzenie galerii zdjęć Citroëna 2CV z autografami znanych osób.

Bardzo istotną częścią zbiorów są wykonane przez tajemniczą Panią Krysię włóczkowe modele Citroënów 2CV, Mehari, ale także Fiata 126p. Podobno na wykonanie takiego modelu Pani Krysia potrzebuje dwóch odcinków serialu, ale nie wiadomo, o jaki serial chodzi. W ten czas nie wlicza się przygotowanie styropianowego modelu samochodu, na który naciągnięty jest wyszydełkowany czy może zrobiony na drutach „kombinezon”. Pan Robert rozważa możliwość wprowadzenia takich autek do sprzedaży, pytanie tylko, ile odcinków przewidzieli jeszcze producenci panikrysiowego serialu ;-)

Podczas zwiedzania odbywają się także konkursy (np. na odgadnięcie po dźwięku, jaki silnik wygenerował ów dźwięk, albo kto szybciej odgadnie model na zdjęciu odsłanianym po jednym z kilkunastu kawałków). Podczas oglądania np. fragmentów filmów o Żandarmie z Saint Tropez można usiąść na krzesełkach, nad którymi rozpostarto osiemnaście parasoli w barwach francuskiej flagi.

Zwiedzającym cały czas towarzyszy Pan Robert, który z pasją opowiada o swojej kolekcji. Widać, że stworzył to muzeum z potrzeby serca i włożył w to mnóstwo zaangażowania.

W muzeum można się napić kawy z ekspresu, przy czym niektóre z nich nazywają się motoryzacyjnie – spróbujcie koniecznie!

Muzeum można już zwiedzać. W weekendy jest otwarte standardowo od 9:30 do 17:00, a od poniedziałku do piątku dla grup zorganizowanych (minimum 10 osób) z rezerwacjami. Szczegółów szukajcie na stronie internetowej https://arsoldcar.pl/ oraz na Facebooku. Ze swojej strony polecamy wizytę. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego materiału, zapraszamy też do przeczytania wywiadu z Panem Robertem Staweckim, twórcą muzeum.

Spodobało nam się także to, że Pan Robert wspiera inne lokalne inicjatywy przyciągające turystów do tego wciąż niedocenianego regionu. Muzeum Pana Roberta zaś jest wspierane w tychże miejscach. Przy okazji odwiedziliśmy jedno z nich, jeszcze szykowane do otwarcia sezonu. Po Grodzie Pędzików oprowadził nas właściciel tego miejsca, wielki miłośnik historii (zwłaszcza średniowiecza) i… UFO, Pan Andrzej Pędzik. Na swojej działce zbudował coś w stylu średniowiecznej wioski, czy właśnie grodu, kasztelu, z kilkoma chatami, w których można przenocować. Obiekt można też wynająć na imprezy okolicznościowe. Gdy w chatach brakuje miejsca, do dyspozycji Gości oddaje się namioty. W Grodzie Pędzików można też obejrzeć wiele zabytkowych sztuk broni (ewentualnie ich znakomicie przygotowanych replik) i przedmiotów codziennego użytku sprzed lat. Odtworzono także wiekową kuźnię z oryginalnym, około 115-letnim miechem ze skóry i sosny w idealnym wręcz stanie! Z obiektu widać ruiny zamku w Chęcinach.

Przed wizytą zajrzyjcie na stronę https://www.grodpedzikow.pl/ – tutaj znajdziecie wskazówki dotyczące dojazdu na miejsce oraz kontakt do właścicieli.

 

Dziękujemy Panom Robertowi Staweckiemu oraz Andrzejowi Pędzikowi za zaproszenie nas do swoich obiektów.

 

 

Krzysztof Gregorczyk
zdjęcia: Aleksandra Gregorczyk; Krzysztof Gregorczyk

Gorące wiadomości wprost na Twój e-mail


trzy razy w tygodniu, wprost do Twojej skrzynki

Galeria