Interesują się tuningiem, osiągami, mają zmodyfikowane samochody, świetne audio. Są tacy sami jak my. Ale w Brazylii francuskie samochody nie miały dobrej reputacji. Często traktowane z dystansem, czasem z ironią, rzadko stawiane obok lokalnych ikon motoryzacji. A jednak w São Paulo od lat istnieje grupa ludzi, dla których Renault Clio nie jest „po prostu autem”. Jest początkiem historii, która łączy pokolenia, rodziny i zupełnie obcych sobie ludzi. Rozmawialiśmy z jednym z członków tamtejszego klubu Clio.
Clio Clube São Paulo powstał z potrzeby spotkania innych, którzy czują to samo. Kilku przyjaciół, dawno temu bywalcy lokalnego Renault Clube, zaczęło spotykać się wokół prostego tematu: „mamy Clio, lubimy Clio, chcemy o nim rozmawiać”. Z czasem ta potrzeba przerodziła się w coś znacznie większego. Dziś klub ma już 13 lat. Przez ten czas zmieniali się ludzie, auta, kolory lakierów i wersje silnikowe. Jedno pozostało niezmienne: poczucie, że Clio jest pretekstem, a nie celem samym w sobie. To nie jest historia o idealnych egzemplarzach, lśniących lakierach i katalogowych specyfikacjach. To historia o codziennych samochodach, które wożą dzieci do szkoły, stoją pod blokiem, psują się, są naprawiane własnymi rękami i zostają w rodzinach na lata.

Jedną z takich historii opowiada Geovane Oliveira. Dla niego Clio w ogóle nie było pierwszym wyborem. Szukał Twingo. Przeglądał ogłoszenia, jeździł oglądać samochody, aż nagle pojawiło się Clio – sprzedane tego samego dnia. Drugie, identyczne, w tym samym kolorze RL Verde Epicea, zniknęło dwa tygodnie później. Dopiero trzeci egzemplarz został z nim na dłużej. 2 lipca 2019 roku Geovane kupił swoje Clio. Kilka tygodni później trafił do Clio Clube São Paulo. I to był moment, w którym – jak sam mówi – „wszystko się zmieniło”.
W jego rodzinie zawsze były samochody. Ojciec był mechanikiem, kuzyni i bracia interesowali się motoryzacją, jeden z wujków pracował w Chevrolecie. Francuskiego auta nie miał nikt. Gdy Geovane przyjechał Clio, nie brakowało komentarzy i żartów. W Brazylii takie reakcje są czymś normalnym. Ale z czasem Clio „zyskało sympatię”. Najpierw jego, potem rodziny.
Dziś w najbliższym otoczeniu Geovane’a stoją trzy Renault 19, jedno Renault 21, Peugeot 206 i Peugeot 307. Jak sam mówi, wszyscy „zakochali się w croissantach” – pół żartem, pół serio, ale z wyraźnym sentymentem.
To właśnie takie historie budują Clio Clube São Paulo. Nie statystyki, nie liczby, nie zasięgi. Na spotkaniach pojawiają się ludzie w różnym wieku, z różnych dzielnic i środowisk. Mechanicy rozmawiają z studentami, rodziny przyjeżdżają z dziećmi, ktoś przywozi auto w idealnym stanie, ktoś inny w wersji „do ciągłej poprawki”. Nikt nikogo nie ocenia.

Przez lata klub był prowadzony przez różne osoby – od pierwszych organizatorów spotkań, przez Fabio Reisa, który przez długi czas trzymał wszystko w ryzach, aż po obecne kierownictwo z Erickiem Freitasem, znanym jako „Ursão”, i Viniciusem Areną. Ale struktura nigdy nie była najważniejsza. Ważniejsze było to, że zawsze ktoś odbierał telefon, pomagał znaleźć część, tłumaczył usterkę albo po prostu zapraszał na kolejne spotkanie.
Dla wielu członków Clio Clube São Paulo to pierwsze miejsce, w którym nie musieli tłumaczyć, dlaczego wybrali akurat Renault. Po prostu byli wśród „swoich”. Z czasem klub stał się czymś więcej niż grupą miłośników jednego modelu. Stał się społecznością, w której samochód jest początkiem rozmowy, a nie jej końcem.
Dziś Clio Clube São Paulo nadal się rozwija. Pojawiają się nowe auta, nowe twarze, nowe historie. Ale sens pozostaje ten sam jak 13 lat temu: Renault Clio to nie legenda z muzeum ani luksusowy przedmiot. To zwykły samochód, który w Brazylii połączył niezwykłych ludzi.
Zupełnie jak u nas. Francuskie auta mają coś w sobie. My to wiemy.
dziękujemy Geovane Oliveira za rozmowę











