Światowe media analizują sytuację w jakiej znalazł się firma zarządzana przez Carlosa Tavaresa. Koncern Stellantis, właściciel takich marek jak Citroen, DS Automobiles, Peugeot, Opel, Alfa Romeo, Fiat, Chrysler, RAM czy Jeep, wpływa na nieznane wody a jego przyszłość jest niepewna – czytamy w artykule zamieszczonym w Financial Times.
Stellantis, podobnie jak inne europejskie koncerny motoryzacyjne, zmaga się z trudnościami wynikającymi z globalnych zmian na rynku. Problemy te obejmują nie tylko spadającą sprzedaż pojazdów, ale także rosnącą konkurencję ze strony chińskich producentów. Dodatkowo niepewność dotycząca przyszłości transformacji w kierunku elektromobilności stanowi kolejne wyzwanie dla całej branży – piszą autorzy opracowania.
Problemy na rynku amerykańskim, największym źródle zysków koncernu, są częściowo wynikiem własnych błędów. W okresie po pandemii COVID-19, kiedy popyt na samochody znacznie przewyższał podaż, firma zbyt agresywnie podniosła ceny i skoncentrowała się na bardziej zyskownych modelach, eliminując mniej dochodowe linie produkcyjne. Dzięki temu osiągnięto imponujące marże operacyjne, ale strategia ta okazała się krótkowzroczna. Podobnie zresztą było w Europie.
W odpowiedzi na rosnące ceny, konsumenci przestali samochody Stellantis kupować, co doprowadziło do drastycznego spadku udziału w rynku – w USA z 13% do 8%. W konsekwencji u amerykańskich i europejskich dealerów pojawiły się nadmierne zapasy niesprzedanych aut a firma była zmuszona do obniżenia cen oraz ograniczenia produkcji. Pojawił się negatywny cash flow, w skrajnym wypadku przekroczy on 10 mld euro w tym roku. Tavaresowi, któremu wydawało się, że wygrał los na loterii, grunt zaczął się usuwać spod nóg. Powód?
Do tak źle zarządzanej firmy zaufanie stracili inwestorzy. W wyniku błędnych decyzji strategicznych i nieudanej polityki cenowej, Stellantis stracił w ich oczach – skupienie się na optymalizacji kosztów przy jednoczesnym zaniedbaniu wzrostu sprzedaży okazało się krótkotrwałym sukcesem, który obecnie przeradza się w długoterminowy problem. A wszystko to wynik polityki Tavaresa, bo to on wprowadził tą politykę i on ją firmował własnym nazwiskiem, nazywając cały plan „Dare Forward 2030”. Dlatego pojawia się coraz więcej głosów o konieczności zwolnienia szefa Stellantis i znalezienia kogoś, kto lepiej rozumie całość funkcjonowania rynku motoryzacyjnego i ma wizję na rozwój a nie zajmuje się tylko stronę kosztową.
Jaka przyszłość czeka Stellantis? Albo zainwestuje w rozwój albo będzie musiał ograniczyć ilość marek i modeli. Jeszcze jedna opcja to kolejna fuzja, na przykład ta, o której szeroko spekuluje się na rynku motoryzacyjnym, z Renault i BMW. Innego wyjścia nie ma.










