Stellantis zapowiada jedną z największych przemian przemysłowych ostatnich lat. Jednym z elementów zmian jest ograniczenie zdolności produkcyjnych w Europie o ponad 800 tysięcy samochodów. Co istotne, ma się to odbyć bez zamykania fabryk, ale będą zwolnienia. Koncern chce osiągnąć ten efekt poprzez przekształcenia zakładów, nowe partnerstwa i zmianę przeznaczenia części mocy produkcyjnych.
Redukcja mocy o ponad 800 tysięcy aut bez zamykania fabryk oznacza, że zakłady będą musiały otrzymać nowe role. Część może zostać przestawiona na inne modele, część na współpracę z partnerami, część na nowe technologie. Nie ma co jednak ukrywać, że utrzymanie zatrudnienia będzie niemożliwe, szczególnie że Antonio Filosa zapowiada również brutalną dyscyplinę kosztową. Do 2028 roku koncern chce uzyskać ponad 6 mld euro optymalizacji kosztów. Cykle rozwoju nowych modeli mają zostać skrócone z około 44 do 24 miesięcy. To głęboka restrukturyzacja i wprowadzenie zupełnie nowych metod projektowania oraz współpracy z producentami części, podzespołów i firmami kooperującymi ze Stellantisem.
Koncern tłumaczy zmiany koniecznością dostosowania się do nowej sytuacji na światowym rynku motoryzacyjnym. Europa przyspiesza z elektryfikacją, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych polityka klimatyczna jest łagodniejsza. Jednocześnie coraz większą presję wywierają producenci z Chin, którzy szybko zdobywają kolejne rynki dzięki niższym kosztom produkcji i agresywnej polityce cenowej.
Stellantis chce też mocniej postawić na współpracę z partnerami technologicznymi i producentami z Azji. Wśród wymienianych firm są m.in. Leapmotor, Dongfeng oraz Tata.
Zmiany mają objąć nie tylko produkcję samochodów, ale również rozwój oprogramowania, systemów wspomagania kierowcy, sztucznej inteligencji i technologii baterii.
Skala zwolnień jest na razie nieznana.






