Stellantis Vigo czeka na wzrost zainteresowania klientów autami elektrycznymi. Fabryka wykorzystuje obecnie niecałe 30% mocy produkcyjnych.
Samochody elektryczne sprzedają się w dużo mniejszych ilościach, niż zakładały to plany producentów. Tak jest m.in. w Hiszpanii.
Fabryka Stellantis w Vigo – największy zakład motoryzacyjny w tym kraju i jeden z kluczowych punktów produkcyjnych koncernu – znalazła się w szczególnym momencie swojej historii. Choć od lat uchodzi za pioniera elektromobilności, dziś jej linie produkujące auta elektryczne wykorzystywane są jedynie w 30%. Powód? Wciąż zbyt niska sprzedaż EV w Europie.
Dyrektor zakładu, José Luis Alonso Mosquera, podkreśla, że fabryka jest w pełni przygotowana na skokowy wzrost popytu. – „Możemy produkować trzy–cztery razy więcej aut elektrycznych. Jesteśmy gotowi odpowiedzieć na potrzeby rynku natychmiast, gdy tylko pojawi się sygnał” – zapewnia w wywiadzie dla hiszpańskich mediów. Do tego czasu zakład rozpoczyna przygotowania do produkcji nowych furgonetek hybrydowych.
Stellantis zainwestował w Vigo 15 mln euro w rozwój oraz integrację linii montażu akumulatorów. Teoretyczna zdolność zakładu pozwala na montaż 170.000 samochodów elektrycznych rocznie, jednak w 2024 roku z taśm zjechało zaledwie 46 tys. aut na prąd. Warto przypomnieć, że historia elektryfikacji zaczęła się tu wcześnie: już w 1995 roku fabryka zbudowała elektrycznego Citroëna C15 z zestawem akumulatorów ołowiowych. Od tego czasu powstało tu ponad 120 tys. elektryków. To jednak śladowe ilości, bo fabryka wyprodukowała łącznie 16 milionów aut.










